25814 wszystko

Lalka dla odważnych

„Równie jak pokój, nie zmieniły się od ćwierć wieku zwyczaje pana Ignacego”: budził się o szóstej rano, ubierał, wypuszczał swego starego psa imieniem Ir na podwórze, aby pół godziny później otworzyć tylne drzwi sklepu. Siadał wtedy w kantorku przy oknie, gdzie mieściło się jego stanowisko pracy.. Aktualnie, gdzieś z ulicy zjawiał się August Katz, zdejmował surdut, kładł fartuch i milcząc stawał między beczką mydła szarego a kolumną ułożoną z cegiełek mydła żółtego. Prócz tego opowiadał o trudach i cierpieniach przeżytych na wojnie, pomiędzy których najtrudniejsza do zniesienia była samotność i tęsknota za ojczyzną: „- Nie masz pojęcia, co ja wycierpiałem, oddalony od wszystkich, niepewny, czy już kogo zobaczę, tak strasznie samotny. Stanisław był zachwycony i zdziwiony widokiem, który ujrzał. Nie istniały pory dnia, gdyż nieraz przez całe miesiące kładła się spać o ósmej rano, a jadała obiad o drugiej po północy. Nie istniały różnice położeń jeograficznych, gdyż w Paryżu, Wiedniu, Rzymie, Berlinie czy Londynie znajdowali się inni ludzie sami Ci, te same obyczaje, te same sprzęty, a wręcz te same potrawy: zupy z wodorostów Oceanu Spokojnego, ostrygi z Morza Północnego, ryby z Atlantyku lub z Morza Śródziemnego, zwierzyna ze wszystkich krajów, owoce ze wszystkich części świata. Piętnowana i oskarżana Łęcka próbowała się tłumaczyć, ale do hrabiny żadne argumenty nie trafiały... Przypomniał sobie, jak znajomy wspominał o bulwarach znajdujących się w tamtej części Warszawy i postanowił je obejrzeć. W drodze powrotnej znowu miał przywidzenia z przeszłości, systematycznie bił się z dręczącymi go myślami. Wokół damy kręcił się pan Mraczewski, pomagając w wyborze.

W Wielki Piątek Rzecki zamknął sklep o godzinie czternastej a Wokulski wziął z gotówki półimperiały na datek i poszedł do kościoła. W towarzystwo arystokratyczne wprowadził go pan Łęcki, przedstawiając śmietankę towarzyską Warszawy. Miejscem, w którym pracował przed wyjazdem kierował wtedy już Jan Mincel, świeżo poślubiony małżonek Małgorzaty Pfeifer. Rozdział XII Wędrówki za cudzymi interesami. Za parę dni do Lasku Bolońskiego zajechały powozy. Zdecydował, że odda za inkasenta pieniądze dla spółki, a on kiedyś mu je zwróci (Rzecki nie był zadowolony z takiego rozwiązania). Marzyło mi się, że pan Leon mówi, jak zazwyczaj, o potędze wiary, o upadku duchów i o potrzebie poświęcenia, czemu głośno wtórowali obecni. Pewnego dnia Staś zupełnie zniknął dwóch oczu niepokojącemu się subiektowi. W tym okresie czasu wyrzucał sobie, że ostatnie dwa lata zmarnował na uganianiu się za Łęcką. Dał wynalazcy trzysta franków, obiecując, że kiedyś zjawi się u niego jako pracownik. Wyjechali na grzybobranie. Wkrótce potem Stanisław też opuścił Zasławek. Występują w nich rozważania na tematy polityczne, jak i analizy ówczesnych wydarzeń. Dostawała szkalujące anonimy, w których obrzucano ją najgorszymi epitetami. Wypowiedział się też o marnowaniu talentu przez Ochockiego, a przyczynę takiego stanu widział w zadufanej arystokracji, z której Julian się wywodził. W imieniu bohatera stary subiekt zachęcił Helenę do otwarcia swego własnego sklepu (na który Stanisław dał fundusze).

[25759] [25760] [25761] [25762] [25763] [25764] [25765] [25766] [25767] [25768] [25769] [25770] [25771] [25772] [25773] [25774] [25775] [25776] [25777] [25778] [25779] [25780] [25781] [25782] [25783] [25784] [25785] [25786] [25787] [25788] [25789] [25790] [25791] [25792] [25793] [25794] [25795] [25796] [25797] [25798] [25799] [25800] [25801] [25802] [25803] [25804] [25805] [25806] [25807] [25808] [25809] [25810] [25811] [25812] [25813]