Lalka dla odważnych
Poświęcał również siły na edukację jedynego syna, którego nauczył pisać, czytać, a też wpoił mu musztrę. Starszy pan wpoił synowi fascynację wybitnym Francuzem. Na łożu śmierci pożegnał syna słowami: „Pamiętaj!. Choć był to sklep kolonialno-galanteryjno-mydlarski, to jego wnętrze było ponure. Ten stan chroniczny, męczący nad wszelki wyraz, lada okoliczność rozdmuchiwała w burzę. Odebrać je będziesz mogła, kiedy zechcesz, a w razie mojej śmierci nawet bez zwracania kredyty” , a dodatkowo informowała, że Wokulski ofiarował jej tysiąc rubli na ochronkę dla dzieci. W ich rękach stalowe szyny zwijają się jak wstążki. Obok starego budynku był budowany nowy, dużo większy i Łęcka pomyślała, że to dla niej Wokulski go buduje, że pragnie ją tym zakupić... Wokół damy kręcił się pan Mraczewski, pomagając w wyborze. Wzbudziło to w nim nadzieję spotkania ukochanej. Głowę zaprzątała mu tylko jedna pomysł – nie zdąży na „przypadkowe spotkanie” z ukochaną. Pojechali do pałacu księcia, w którym zastali arystokratycznych przedsiębiorców, samych osób „z tytułami”.
W drodze Ochocki opowiedział trochę o sobie. Po śnie, w którym Wokulski opiekował się jej domem, dbał o posag, postanowiła zaprosić go na obiad (żeby wykorzystać jego wyśmienity charakter). Choćby Oberman miał u niego kapitał wynoszący kilkaset rubli, to jednakże nie zamierzał go zagarnąć (pieniądze były przeznaczone na szkołę dla syna). Do spotkania jednak nie doszło, ponieważ służący Krzeszowskiego powiedział, że pan jest chory i nikogo nie przyjmuje. Łęcka rozprawiała o Rossim, niedocenianym przez Warszawiaków wielkim artyście. Po powrocie do sądu zastał już tam tłum osób, w większości przypadków starozakonnych. Pan Rzecki po powrocie do sklepu zastał czekającego Mraczewskiego, rozprawiającego o tym, jak to można Wokulski straci kilkadziesiąt tysięcy rubli, nie wchodząc w interes z Suzinem. Rzecki zrozumiał wówczas, jak przyjaciel lekką ręką wydaje ciężko zarobione pieniądze, aby tylko się przypodobać Łęckiej. Na stacji spotkali doktora Szumana, który oznajmił, że bankrut i próżniak Starski będzie podróżował tym samym pociągiem. Wówczas subiekt zaproponował mu wyjście do teatru, na co młodszy przyjaciel po pewnym czasie przystał: „Poszedł do teatru i. Droga upływała mu na niespokojnych myślach, ogarnęła go melancholia. Zadłużony na trzydzieści dziewięć tysięcy rubli baron Krzeszowski powrócił do mieszkania z jedną walizką, wiernym służącym Leonem i kucharzem, co spowodowało koniec procesów żony z lokatorami. Jakby tego było mało, zatroszczył się o finansową przyszłe miesiące pani Heleny Stawskiej, z powodu której miał wyrzuty sumienia Ciągle analizował imię „Izabela”: zamierzał dosłownie nabyć niewielki folwark pod Warszawą i nazwać go „Izabelinem”. Wokulski z przyjemnością skorzystał z propozycji, zarezerwował nawet wagon salonowy, lecz jego szczęście popsuł dołączający do wycieczki Kazio Starski (jechał przez Karków do Wiednia). Dając dróżnikowi kilka sturublówek poradził, by na drugi raz nie ściągał żadnego człowieka z torów. Nie zainteresował go wręcz fakt, iż Żyd złamał obietnicę pozostawienia w sklepie jego pracowników.
[102] [103] [104] [105] [106] [107] [108] [109] [110] [111] [112] [113] [114] [115] [116] [117] [118] [119] [120] [121] [122] [123] [124] [125] [126] [127] [128] [129] [130] [131] [132] [133] [134] [135] [136] [137] [138] [139] [140] [141] [142] [143] [144] [145] [146] [147] [148] [149] [150] [151] [152] [153] [154] [155] [156]