Lalka dla odważnych
Mniej więcej dziewiątej spóźniony wbiegł trzeci subiekt, pan Mraczewski (blondynek z wąsikami), tłumacząc pośpiesznie powody spóźnienia. Jak gracz, któremu dziesięć razy z rzędu wychodzi ten sam numer w rulecie. Każdy, kto ich odwiedzał, zachwycał się subtelnością wystroju mieszkania: „Kto tu wszedł, miał swobodę ruchu; nie potrzebował lękać się, że mu coś zastąpi drogę albo że on coś zepsuje. Dla niej nie istniała wręcz siła ciężkości, gdyż krzesła jej podsuwano, talerze podawano, ją samą na ulicy wieziono, na schody wprowadzano, na góry wnoszono”." Choćby Izabela domyślała się trudnego położenia swej rodziny, to jej duma nie pozwalała pogodzić się z nową sytuacją.. Zdawało mu się, że już kiedyś ją widział i że ją dobrze zna. Gdy wrócił do sklepu, zastał baronową Krzeszowską, oglądającą neseserki. Wokulski nie odmówił, niemniej jednak zaproszenie nie zrobiło na nim wrażenia. Obaj mężczyźni udali się w kierunku Łazienek. Na te słowa mężczyźnie wrócił cały zapał i siły. Ten doradził mu jednakże scedowanie licytacji kamienicy staremu Szlaungbaumowi. W pewnym momencie bohatera potrącił baron Krzeszowski. Łęcki zaproponował, że odda resztę gotówki pozostałych po spłaceniu długów, ze sprzedaży kamienicy (dwadzieścia procent) Wokulskiemu na procent.
Pan Tomasz poprosił, żeby 1-wszy dochód pieniędzy wypłacił mu z góry, a późniejszych by nie oddawał mu do ręki, lecz dokładał do jego funduszu. Tymczasem lokaj Łęckich przyniósł list od Izabeli do Wokulskiego. Wokulski dał poczytać zafrapowanemu przyjacielowi list, w którym Izabela pisała, że muszą ładnie pożegnać Rossiego, dziękowała za wieńce dla artysty , a dodatkowo wyrażała przyjemność, iż za tydzień wyjeżdżają wspólnie do Paryża. Poza tym hrabina odradzała młodszej krewnej wyjazd do Paryża z Wokulskim, roztaczając przed nią wspaniałe perspektywy lata spędzonego na wsi z Kaziem. Nie zaprzeczył, mówiąc także, że usuwa jej wszystkie przeszkody spod nóg. Mężczyznaten wmawiał synowi, żeby nie wydawał na książki, lecz dokładał mu na kontynuację sprawy. To spowodowała nić sympatii, która zawiązała się między nimi (Rzecki obiecał dosłownie, że Stach umorzy dług Wirskiemu za komorne). W jednym z nich Suzin donosił o przełożeniu sesji na godzinę dwudziestą, i prosił o załatwienie czekających petentów. Pewnego dnia wśród interesantów, w salonie przyjęć odwiedził Wokulskiego uczony o tajemniczym niemieckim nazwisku Geist (słyszał, że Polak latał kiedyś balonem i interesował się naukowymi odkryciami). Pokazał Wokulskiemu cztery pudełka, w których zostały szafiry (w bransolecie, broszy, naszyjniku oraz dodatkowo kolczykach) dla narzeczonej. Rozdział VI Lasy, ruiny i czary. Po pożegnaniu i deklaracji Juliana o rychłych odwiedzinach, Wokulski wstąpił jeszcze po Węgiełka i razem udali się w kierunku miasta. To wydarzenie spowodowało, ze bohater dostrzegł ślepy zachwyt Łęckiej podrzędnym skrzypkiem, do którego garnęły się wszelkie kobiety. Bohater czuł się zdruzgotany i wykończony psychicznie. Subiekt obserwował, jak Żyd, czując się posiadaczem w pełnym tego słowa znaczenie, zachowywał się pogardliwie i arogancko wobec podwładnych, wyrzucił z pracy inkasenta za rzekomy brak właściwego szacunku. Gdy do subiekta przyszedł list od Węgiełka, pan Ignacy dowiedział się o wybuchu w zasławskim zamku, z czego doktor Szuman wysnuł hipotezę o śmierci Wokulskiego w ruinach.
[6116] [6117] [6118] [6119] [6120] [6121] [6122] [6123] [6124] [6125] [6126] [6127] [6128] [6129] [6130] [6131] [6132] [6133] [6134] [6135] [6136] [6137] [6138] [6139] [6140] [6141] [6142] [6143] [6144] [6145] [6146] [6147] [6148] [6149] [6150] [6151] [6152] [6153] [6154] [6155] [6156] [6157] [6158] [6159] [6160] [6161] [6162] [6163] [6164] [6165] [6166] [6167] [6168] [6169] [6170]