17805 wagę

Lalka dla odważnych

Snuli domysły, dlaczego porzucił sklep (na szczęście dobrze prosperujący pod opieką i zarządem przyjaciela „tego wariata” – Ignacego Rzeckiego) i wyjechał na wojnę turecką, biorąc gotówkę po zmarłej żonie. Tego dnia 1szy przyszedł pan Klejn (mizerny, o posiniałych ustach), pracujący na stanowisku przy sprzedaży porcelany. Pan Domański proponował zabranie chłopca do indywidualnych biur (na stanowisko pomocnika woźnego). Rano w większości klientami byli służący lub biedacy.. Poinformował przyjaciela o indywidualnych planach: miał zamiar rozszerzyć sklep , a oprócz tego, żeby odciążyć Ignacego, zatrudnić dwóch subiektów.”. Odebrać je będziesz mogła, kiedy zechcesz, a w razie naszej śmierci dosłownie bez zwracania pożyczki” oraz dodatkowo informowała, że Wokulski ofiarował jej tysiąc rubli na ochronkę dla dzieci. Izabela przypomniała sobie, iż poznała „tego kupca” kilka dni temu w sklepie. Gardziła nim, mimo iż prócz kilkusekundowego spotkania, nie znała go całkiem dobrze: „- Nic znasz tych ludzi [pokroju Wokulskiego], a ja widziałam ich przy pracy." Paradne są te wielkie damy; próżniak, szuler, wręcz złodziej, byle miał nazwisko, stanowi dla nich dobre towarzystwo, choćby fizjognomią zamiast ojca przypominał lokaja swej matki.". Nie patrzyła na scenę, która w tym momencie skupiała uwagę wszystkich, niemniej jednak gdzieś przed siebie, nie wiadomo gdzie i na co. Wzbudziło to w nim nadzieję spotkania ukochanej.

Pan Ignacy zachwycał się nowym sklepem, położonym przy Krakowskim Przedmieściu. Poślubiła człowieka, który ją bił i był alkoholikiem. Wokulski uświadomił sobie, że widział go poprzednio w towarzystwie Izabeli. Rzecki był bardzo oszołomiony tą decyzją i następnego dnia po południu poprosił pana Lisieckiego o zastępstwo przy kasie, a sam udał się do sądu. Po wejściu służącego, proszącego w imieniu pana do gabinetu, Wokulski opuścił roześmiane towarzystwo. Rzecki wspominał, ze u Hopfera był również dwudziestoletni młodzieniec – Leon, chłopak bardzo zdolny i motywujący Stacha do dalszej nauki. Wówczas 1-szy raz usłyszałem w jego głosie jakiś twardy ton, który do współcześnie dnia robi mi przykre wrażenie. Nachodziły go koncepcji, by już nie wracać do Warszawy. Pewnego dnia wśród interesantów, w salonie przyjęć odwiedził Wokulskiego uczony o tajemniczym niemieckim nazwisku Geist (słyszał, że Polak latał kiedyś balonem i interesował się naukowymi odkryciami). Pokazał Wokulskiemu cztery pudełka, w których były szafiry (w bransolecie, broszy, naszyjniku , a oprócz tego kolczykach) dla narzeczonej. Wiedział już, że panienka wychodzi za Dalskiego z litości i wyrachowania, a tak naprawdę kocha tego drugiego. Wokulski z przyjemnością skorzystał z propozycji, zarezerwował dosłownie wagon salonowy, lecz jego szczęście popsuł dołączający do wycieczki Kazio Starski (jechał przez Karków do Wiednia). Bohater czuł się zdruzgotany i wykończony psychicznie. W końcu postanowił zrealizować osobiste długoletnie marzenie i wyjechać na wieś, nie doszło jednak do tego, ponieważ, mimo kupna biletu i spakowania bagaży, z pociągu wyskoczył po trzecim dzwonku. Na początku czerwca jego obowiązki i pozycję społeczną przejął Henryk Szlangbaum. Po propozycji właściciela mieszkania, odstąpił mężczyźnie prywatne dom.

[17750] [17751] [17752] [17753] [17754] [17755] [17756] [17757] [17758] [17759] [17760] [17761] [17762] [17763] [17764] [17765] [17766] [17767] [17768] [17769] [17770] [17771] [17772] [17773] [17774] [17775] [17776] [17777] [17778] [17779] [17780] [17781] [17782] [17783] [17784] [17785] [17786] [17787] [17788] [17789] [17790] [17791] [17792] [17793] [17794] [17795] [17796] [17797] [17798] [17799] [17800] [17801] [17802] [17803] [17804]