Lalka dla odważnych
W prawie każdy wieczór w renomowanej jadłodajni zbierali się „właściciele składów bielizny i składów win, fabrykanci powozów i kapeluszy, poważni ojcowie rodzin utrzymujący się z swoich funduszów i posiadacze kamienic bez zajęcia” i rozmawiali zarówno na zagadnienie polityki jak o przyszłości sklepu. Radca zaczął opowiadać o własnej osiemnastoletniej znajomości z Wokulskim. Uczęszczał najpierw do Szkoły Przygotowawczej, a po pomyślnie zdanych egzaminach końcowych do Szkoły Głównej, którą rzucił po roku nauki i wyjechał do Irkucka. Nigdy zbyt daleko nie oddalał się myślami od swych wyuczonych obowiązków. Dopiero po śniadaniu w sklepie robił się ruch. Rzecki z sympatią wspominał własnego pierwszego pracodawcę: „Na każdą Wigilię Mincel obdarowywał nas prezentami”. Miesięcznym wynagrodzeniem młodego ucznia było dziesięć złotych, z których musiał się wyliczyć przed Niemcem, i powiedzieć, jak wiele zaoszczędził. Poprzez kilka lat po śmierci stryja sklep prowadzili Minclowie. Tak było kiedyś… W obecnej chwili, gdy rozeszła się już wieść o bankructwie Łęckich, wszyscy ludzie przestali ich zapraszać, a wręcz odwiedzać. Sądzę, że na dzień obecny wygodniej będzie im u mnie, gdy ojciec twój znajduje się w takich kłopotach. Oni dla osobistych celów potrafią poruszyć wszystkie siły ziemskie, jakich my dosłownie nie znamy.. W Wielki Piątek Rzecki zamknął sklep o godzinie czternastej a Wokulski wziął z kasiorki półimperiały na datek i poszedł do kościoła. Podczas wizyty poznał prezesową Zasławską, która przyznała się do uczucia żywionego niegdyś do jego stryja.
Poznał dżokeja i obiecał mu sowite uposażenie za wygraną. Wokulski, po otrzymaniu listu od Łęckigo, nie mógł usiedzieć w miejscu. Rozdział XVI „Ona” i „On” – i ci inni. Stanisław się zgodził i obiecał, że tamten zarobi na tej lokacie i że procenty od kapitału (szczególnie wysokie) będzie otrzymywał co pół roku. Po opuszczeniu towarzystwa przez pana Tomasza, Łęcka zaprosiła Wokulskiego do salonu. Marianna bardzo mu dziękowała. W istocie baron nie był chory tylko zły na nachodzących go komorników. Następnego dnia bohater odebrał dwa listy: jeden od pani Meliton, donoszący, jak zazwyczaj, o planach panny Łęckiej, a drugi od adwokata, zapraszającego go do siebie. Rzecki udał się do działu tkanin, gdzie pracował Henryk (syn starego Żyda Śzlangbauma), ale pomimo licznych pytań dotyczących jego ojca, nie dowiedział się najmniejszych elementów. Nie wiedział jeszcze, jak bardzo się mylił… Rozdział XIX Pierwsze ostrzeżenie. Przy dogorywającej świeczce stał Wokulski. Minclowa bardzo kochała męża, poza swoim „Stasiulkiem”, nie widziała świata. Musiał przejąć obowiązki Suzina, który wyjechał w celu załatwienia pozostałych interesów, radząc wcześniej przyjacielowi, żeby nie zawracał sobie głowy Łęcką, ponieważ był kupcem z dużą sumą kasy (zwróciły mu się wydatki poniesione wcześniej w Wrocławiu). W bohaterze coraz bardziej wzmagały się sugestie, co do trafności wyboru obiektu swych gorących uczuć. Jakby tego było niedużo, zatroszczył się o finansową przyszłe miesiące pani Heleny Stawskiej, z powodu której miał wyrzuty sumienia Bez przerwy analizował imię „Izabela”: zamierzał nawet nabyć nieduży folwark pod Warszawą i nazwać go „Izabelinem”. Obserwując nagły wyjazd i jeszcze szybszy powrót Stacha, podejrzewał tajemnicze interesy z Suzinem.
[1748] [1749] [1750] [1751] [1752] [1753] [1754] [1755] [1756] [1757] [1758] [1759] [1760] [1761] [1762] [1763] [1764] [1765] [1766] [1767] [1768] [1769] [1770] [1771] [1772] [1773] [1774] [1775] [1776] [1777] [1778] [1779] [1780] [1781] [1782] [1783] [1784] [1785] [1786] [1787] [1788] [1789] [1790] [1791] [1792] [1793] [1794] [1795] [1796] [1797] [1798] [1799] [1800] [1801] [1802]