Lalka dla odważnych
Wielokrotnie dosłownie w nocy budził chłopca, każąc się gimnastykować: „Dobrze to pamiętam, gdyż ojciec komenderując: "Pół obrotu na prawo!" albo "Lewe ramię naprzód - marsz!. Do lokalu rodziny Rzeckich przychodziło najczęściej dwóch kolegów głowy rodziny: pan Domański (także woźny) i pan Raczek (miał stragan z zieleniną): „Prości to byli Ci (wręcz pan Domański odrobinę lubił anyżówkę), niemniej jednak roztropni politycy”. Po paru miesiącach od tej bolesnej straty koledzy ojca wraz z siostrą nieboszczyka radzili się nad losem autora pamiętnika. Dalszym pracownikiem sklepu był August Katz, który obsługiwał stanowisko mydlarskie: „Mizerny ten człeczyna odznaczał się niezwykłą punktualnością... Rozumiesz mnie, Stasiu?. Przeglądając księgę dłużników właściciel sklepu wyczytał, iż choćby wspominany Tomasz Łęcki ma dług wynoszący sto czterdzieści tysięcy rubli, to ostatnimi czasy jego córka Izabela powiększył go zakupem portmonetki. Nie istniały pory dnia, gdyż nieraz przez pełne miesiące kładła się spać o ósmej rano, a jadała obiad o drugiej po północy. W dalszej części listu ciotka chwaliła tego człowieka: „Kilku takich Wokulskich, a czuję, że na starość zostałabym demokratką. W Wielką Środę o jedenastej rano panna Izabela z Florentyną pojechały powozem do sklepu Stanisława Wokulskiego. W sklepie poprosiła pana Mraczewskiego o radę w wyborze rękawiczek.. Nie uzyskał jednak od Wokulskiego odpowiedzi.
Wokulski zaproponował jej zmianę „pracy” (utrzymywała się nierządu) i żeby nie pozostać gołosłownym dał jej list polecający do magdalenek. Rozważała, ze gdyby posiadał znakomita ziemskie, a nie był parweniuszem, wówczas ma możliwość i miałby u niej szanse. Izabela cieszyła się z jego wygranej w pojedynku z baronem, którego nie lubiła po niegdysiejszych umizgach, a który w wiele dni po przegranym pojedynku przysłał jej list z przeprosinami i pochwałami bohatera. Rzecki udał się do działu tkanin, gdzie pracował Henryk (syn starego Żyda Śzlangbauma), ale pomimo licznych pytań dotyczących jego ojca, nie dowiedział się szczegółów. Wokulski dał poczytać zafrapowanemu przyjacielowi list, w którym Izabela pisała, że muszą ładnie pożegnać Rossiego, dziękowała za wieńce dla artysty , a dodatkowo wyrażała przyjemność, iż za tydzień wyjeżdżają wspólnie do Paryża. Tymczasem z nowiną o powrocie z poza granic Kazia Starskiego, byłego wielbiciela Izabeli, przyszła hrabina Joanna. Zapytała, czy to prawda, że kupił ich kamienicę i skupuje ich rzeczy. Po wejściu służącego, proszącego w imieniu pana do gabinetu, Wokulski opuścił roześmiane towarzystwo. Przypomniały mu się czasy młodości, gdy w roku 1857, pracując w winiarni u Hopfera, pierwszy raz spotkał się z przyjacielem. Zastali tam też pana Leona i parę innych osób: „Poszliśmy tam dobrze po dziewiątej i gdzież żeby, jeżeli już nie do jego ulubionej piwnicy, w której przy migotaniu trzech łojowych świeczek zobaczyłem kilkanaście osób, a między nimi pana Leona. W pociągu jadącym do Zasławka spotkał barona Dalskiego, starszego mężczyznę również jadącego do majątku. Zrobiło mu się żal poznanego arystokraty. Niecne plotki doszły także do uszu Ignacego Rzeckiego i wywołały w starszym mężczyźnie falę przygnębienia. W trakcie koncertu Molinariego Wokulski odkrył niczym nieuzasadnioną fascynację Izabeli kiepskim artystą (nie odstępował go na krok). Po powrocie do domu bohater, wskutek doznanego szoku i zdegustowania, popadł w apatię, ponownie nawiedzały go przywidzenia. Zaczął w zdecydowanej większości przypadków wychodzić do aglomeracje, a dosłownie spotkał się z Wąsowską.
[7144] [7145] [7146] [7147] [7148] [7149] [7150] [7151] [7152] [7153] [7154] [7155] [7156] [7157] [7158] [7159] [7160] [7161] [7162] [7163] [7164] [7165] [7166] [7167] [7168] [7169] [7170] [7171] [7172] [7173] [7174] [7175] [7176] [7177] [7178] [7179] [7180] [7181] [7182] [7183] [7184] [7185] [7186] [7187] [7188] [7189] [7190] [7191] [7192] [7193] [7194] [7195] [7196] [7197] [7198]