12089 się

Lalka dla odważnych

Poświęcał także siły na edukację jedynego syna, którego nauczył pisać, czytać, a również wpoił mu musztrę. Pan Domański proponował zabranie chłopca do własnych biur (na stanowisko pomocnika woźnego).Rzecki oddawał się wspomnieniom swej pierwszej pracy: „Wstawałem rano o piątej, myłem się i zamiatałem sklep. Rozmyślania przerwał mu nagły szmer dochodzący z sieni. Ma możliwość mieć bardzo atrakcyjną, ale jaką?. Doszła do wniosku, że mężczyzna ją osacza i że usiłuje wkraść się, przez planowane z nią małżeństwo, do sfery arystokracji. Skierował swoje kroki ulicą Karową w kierunku Wisły. To wszystko przypominało mu prywatne dzieciństwo i młodość, które upłynęły na ciężkiej pracy i nauce. Wspominał pierwsze spotkanie Łęckiej w warszawskim teatrze, będące impulsem do porzucenia naukowych badań przyrodniczych, i usilne zabiegi, aby ją później ujrzeć: „Siedziała w loży z ojcem i panną Florentyną, ubrana w białą suknię.. Po wylewnym podziękowaniu, Wokulski zawrócił. Wokół damy kręcił się pan Mraczewski, pomagając w wyborze. Rozdział IX Kładki, na których spotykają się wszyscy ludzie różnych światów. W Wielki Piątek Rzecki zamknął sklep o godzinie czternastej a Wokulski wziął z kasiorki półimperiały na datek i poszedł do kościoła.

W tym samym czasie Izabela wróciła do lokalu bardzo wzburzona i opowiadała Florentynie, jak to można Wokulski, „łatwy kupiec”, oczarował wszystkich gości na przyjęciu. Pani Meliton informowała, iż pan Maruszewicz, znajomy skłóconego małżeństwa, ma zaproponować Stanisławowi zakup zwierzęcia, ulubieńca panny Łęckiej. Dopiero po powrocie do lokalu mieszkalnego przypomniała sobie, że ma ich odwiedzić Wokulski. O trzynastej Wokulski udał się w odwiedziny do barona. W końcu i Ignacy musiał pójść, ponieważ Wokulski go poprosił, ażeby w antrakcie spektaklu wręczył aktorowi Rossiemu album z widokami Warszawy. Łęcki poinformował, że lekarze zabronili mu wyjazdu do Paryża i zalecili udanie się na wieś. Mężczyźni uzgodnili ostatnie okoliczności pożyczki i starszy z nich zapytał, czy to prawda, że Wokulski kupił jego kamienicę. Rozdział XX Pamiętnik starego subiekta. Mając kilka tysięcy rubli dochodu przestał zajmować się handlem, zerwał ze dobrymi przyjaciółmi i zagrzebał się w naukowych książkach”. Ignacy wspominał, jak w pół roku po śmierci Minclowej, Stach zmarniał w oczach. W jednym lokalu mieszkalnego mieszkało trzech studentów, którzy nie dość, że od paru miesięcy nie płacili czynszu, to i hardo twierdzili, że płacić nie będą (motywowali to górnolotnymi ideami i celami społecznymi). Opowiadał o niedzielach, gdy do prezesowej zjeżdżało się bardzo dużo gości. Łęcka sądziła, że prezesowa zapisała majątek Kaziowi, lecz ta, przyznając mu jedynie tysiąc rubli rocznie dożywotniej renty, całą resztę przeznaczyła „na podrzutków i nieszczęśliwe matki”. Po namowach starszego przyjaciela, wieczór spędził w towarzystwie pani Stawskiej. Na pytanie o prawdziwość plotki o oświadczynach Stanisława, Izabela odpowiedział wymijająco: „może tak, może nie”. Subiekt obserwował, jak Żyd, czując się posiadaczem w zypełnym tego słowa znaczenie, zachowywał się pogardliwie i arogancko wobec podwładnych, wyrzucił z pracy inkasenta za rzekomy brak właściwego szacunku.

[12034] [12035] [12036] [12037] [12038] [12039] [12040] [12041] [12042] [12043] [12044] [12045] [12046] [12047] [12048] [12049] [12050] [12051] [12052] [12053] [12054] [12055] [12056] [12057] [12058] [12059] [12060] [12061] [12062] [12063] [12064] [12065] [12066] [12067] [12068] [12069] [12070] [12071] [12072] [12073] [12074] [12075] [12076] [12077] [12078] [12079] [12080] [12081] [12082] [12083] [12084] [12085] [12086] [12087] [12088]