Lalka dla odważnych
Wokulski przez szkło butelek Na początku 1878 roku świat nękały liczne dylematy. „Równie jak pokój, nie zmieniły się od ćwierć wieku zwyczaje pana Ignacego”: budził się o szóstej rano, ubierał, wypuszczał swego starego psa imieniem Ir na podwórze, aby pół godziny później otworzyć tylne drzwi sklepu. Rozpoczął się codzienny ruch w sklepie. O dwudziestej zamykano sklep. Przenigdy zbyt daleko nie oddalał się myślami od swych wyuczonych obowiązków. Powoli zbudziła się w nim głucha tęsknota do tych krajobrazów, więc postanowił, natychmiast po powrocie Wokulskiego, wyjechać gdzieś na całe lato”. Wszyscy zgodzili się na tę propozycję, uradzając przy tym, iż ciotka poślubi pana Raczka. To było powodem jego ciężkiej pracy i w konsekwencji poprawienia stanu swoich funduszy: robił rachunki, odbierał produkty… Ta praca była ucieczką przed samym sobą, przed zwariowaniem: „Ale gdym oderwał się od interesów, a dosłownie gdym na chwilę złożył pióro, czułem ból, jakby mi - czy ty rozumiesz, Ignacy ? - jakby mi ziarno piasku wpadło do serca. Oni umieją łamać, usidlać, płaszczyć się, wszystko ryzykować, nawet – cierpliwie czekać.. Skierował swoje kroki ulicą Karową w kierunku Wisły. Czuł jedynie, że stała się ona jakimś mistycznym punktem (…)”. Mężczyzna po zakupie wielu produktów nakazał odesłanie ich do lokalu mieszkalnego. Na drugi dzień, w Wielki Czwartek, do Wokulskiego przyszło małżeństwo Krzeszowskich (oddzielnie) z prośbą o ponowne przyjęcie Mraczewskiego.
Gdy wyszła z kaplicy, zaprosił ją do lokalu Rzeckiego. Po rozstaniu z prezesową i powrocie do salonu, zauważył nieobecność panny Łęckiej. Była zawiedziona. Po wejściu do lokalu bohater zabrał się do rachunków i postanowił, że złoży wizytę baronowi Krzeszowskiemu. Na biurku ujrzał dwa listy, jeden od magdalenek chwalących skierowaną po Wielkanocy dziewczynę, a drugi od Marianny. Krzeszowska z kolei, gotowa zapłacić cenę siedemdziesięciu tysięcy, była nieustannie przebijana poprzez Żyda Szlangbauma, który w efekcie nabył budynek za dziewięćdziesiąt tysięcy. Nie wiedział jeszcze, jak bardzo się mylił… Rozdział XIX Pierwsze ostrzeżenie. Gdy do ojca Izabeli przyszli lekarze na konsylium, ona w przedpokoju czekała na wybawiciela ich rodziny z oburzoną miną. Wokulski był wtedy młodzieńcem, pracującym u Hopfera od czterech lat.. Minclowa też chodziła kiepska. Ignacy wspominał, jak w pół roku po śmierci Minclowej, Stach zmarniał w oczach. Pobyt upływał na rozmowach, przejażdżkach i spacerach. Niezbite poruszenie wywołało w niej jednakże zainteresowanie Stanisławem ze strony Wąsowskiej: „Nie był to już jakiś tam kupiec galanteryjny, niemniej jednak człowiek, który wracał z Paryża, miał ogromny majątek i stosunki, którym zachwycał się baron, którego kokietowała Wąsowska”. Ignacy Rzecki nie czuł się najlepiej, był zmęczony życiem, a jedyne swe nadzieje pokładał w Stachu Wokulskim i Napoleonie IV, do takiego stanu doprowadziło go odsunięcie od czynnego życia, jakim było dla niego prowadzenie sklepu (który Wokulski sprzedał Henrykowi Szlangbaumowi). Nie miał siły poinformować o ty czekającą na wiadomości Helenę.
[1866] [1867] [1868] [1869] [1870] [1871] [1872] [1873] [1874] [1875] [1876] [1877] [1878] [1879] [1880] [1881] [1882] [1883] [1884] [1885] [1886] [1887] [1888] [1889] [1890] [1891] [1892] [1893] [1894] [1895] [1896] [1897] [1898] [1899] [1900] [1901] [1902] [1903] [1904] [1905] [1906] [1907] [1908] [1909] [1910] [1911] [1912] [1913] [1914] [1915] [1916] [1917] [1918] [1919] [1920]