Lalka dla odważnych
Z lokalu wychodził rzadko. Nie mając kompana do rozmowy „(…)w największym sekrecie pisywał pamiętnik”, skarbiec jego wszystkich przemyśleń. Gdy zapytali Ignacego o jego zdanie, wyznał, iż „ciągnie” go sklepu Mincla na Podwalu, aby uczyć się rzemiosła kupieckiego. „I tak się to zaczęło…” Rzecki wspomina, iż sklep Niemca zawsze mu się podobał, ilekroć ciotka go po coś do niego wysyłała: „biegłem po sprawunki i patrzyłem na okna wystawowe”. Choć był to sklep kolonialno-galanteryjno-mydlarski, to jego wnętrze było ponure. Rano w zdecydowanej większości przypadków klientami byli służący albo biedacy... Tak było kiedyś… W obecnej chwili, gdy rozeszła się już wieść o bankructwie Łęckich, ludzie przestali ich zapraszać, a dosłownie odwiedzać. Poszła się położyć, ponieważ nie mogła już wysłuchiwać samych pochwał na zagadnienie Wokulskiego. Słuchanie o jego dobroci bardzo ją oburzało, posądzała go o złe zamiary. Obok starego budynku był budowany nowy, dużo większy i Łęcka pomyślała, że to dla niej Wokulski go buduje, że pragnie ją tym zakupić.. Mraczewski skomentował wyjście barona informacją o trwającej przeszło rok wojnie małżeństwa, której powodem jest kamienica Łęckiego (kłócili się, kto posiada ją kupić), w której mieszkała baronowa.
Wraz z powiększeniem sklepu grono subiektów zasilił zasymilowany Żyd Szlangbaum (ciągle wytyka mu się jego pochodzenie). W dniu, w którym Wokulski miał przyjść na obiad, panna Izabela wróciła od hrabiny nie dobra i rozgniewana. Stanisław wspomniał o planowanym wyjeździe na wystawę do Paryża. Bez ustanku nie opuszczały go koncepcji, iż powinien sobie zasłużyć na pannę Izabelę. Z zewnątrz trzypiętrowy budynek nie prezentował się najlepiej. Nachodziły go koncepcji, ażeby już nie wracać do Warszawy. Musiał przejąć obowiązki Suzina, który wyjechał w celu załatwienia pozostałych interesów, radząc wcześniej przyjacielowi, by nie zawracał sobie głowy Łęcką, ponieważ był kupcem z dużą sumą kasy (zwróciły mu się wydatki poniesione wcześniej w Warszawie). Łęcka sądziła, że prezesowa zapisała majątek Kaziowi, lecz ta, przyznając mu wyłącznie tysiąc rubli rocznie dożywotniej renty, całą resztę przeznaczyła „na podrzutków i nieszczęśliwe matki”. Na pytanie, czy mimo tego, że nie trzeba do arystokracji, może zabiegać o jej względy, nie odpowiedziała konkretnie. Zdenerwowała się jednak zdaniem Zasławskiej, która negatywnie wypowiedziała się o traktowaniu przez nią Stanisława. żeby nie rozstawać się z ukochaną, nie wziął wręcz udziału w pogrzebie prezesowej Zasławskiej. Subiekt obserwował, jak Żyd, czując się posiadaczem w całkowitym tego wyrazu znaczenie, zachowywał się pogardliwie i arogancko wobec podwładnych, wyrzucił z pracy inkasenta za rzekomy brak właściwego szacunku. Zamieszkał u niego Mraczewski, od którego dowiedział się, że pomagał pani Stawskiej urządzać sklep w Tychach , a ponadto, że gdy wyznał jej miłość, ta wybuchła płaczem. Tytuł rozdziału odnosi się do stanu emocjonalnego Wokulskiego po rozstaniu z Łęcką. Czując, że traci pamięć – przypominał sobie tabliczkę mnożenia. Gdy Szuman próbował go od tego odwieść, starania doktora spełzły na niczym.
[26132] [26133] [26134] [26135] [26136] [26137] [26138] [26139] [26140] [26141] [26142] [26143] [26144] [26145] [26146] [26147] [26148] [26149] [26150] [26151] [26152] [26153] [26154] [26155] [26156] [26157] [26158] [26159] [26160] [26161] [26162] [26163] [26164] [26165] [26166] [26167] [26168] [26169] [26170] [26171] [26172] [26173] [26174] [26175] [26176] [26177] [26178] [26179] [26180] [26181] [26182] [26183] [26184] [26185] [26186]