Lalka dla odważnych
W każdy wieczór w renomowanej jadłodajni zbierali się „właściciele składów bielizny i składów win, fabrykanci powozów i kapeluszy, poważni ojcowie rodzin utrzymujący się z osobistych funduszów i posiadacze kamienic bez zajęcia” i rozmawiali zarówno na zagadnienie polityki jak o przyszłości sklepu. Czas upływał im na rozmowie o Wokulskim. Mniej więcej dziewiątej spóźniony wbiegł trzeci subiekt, pan Mraczewski (blondynek z wąsikami), tłumacząc pośpiesznie powody spóźnienia. Około trzynastej dzień w dzień Rzecki zdawał kasę Lisieckiemu, ponieważ miał do niego pełne zaufanie i szedł do swego pokoju zjeść obiad przyniesiony z restauracji. Dalszym pracownikiem sklepu był August Katz, który obsługiwał stanowisko mydlarskie: „Mizerny ten człeczyna odznaczał się niezwykłą punktualnością..”. Rozmyślania przerwało wejście panny Florentyny, niosącej list od hrabiny Karolowej, ciotki Łęckiej, która proponowała wykup srebra za trzy tysiące rubli: „(…) proponuję inni ludzie więc, jeżeli zgodzisz się, trzy tysiące rubli kredyty na zastaw wspomnianego serwisu i sreber. To straszni Ci. Łęcka uświadomiła sobie, iż w każdej chwili wzbudzali w niej odrazę inni ludzie żebrzący na ulicy, co jest dowodem braku współczucia dla biednych i wywodzących się spoza jej sfery.. Dopiero w późniejszym czasie przyszło mu na koncepcja, że on nigdzie i nigdy jej nie widział, niemniej jednak - że jest tak coś - jakby na nią od dawna czekał. Dla niej postanowił zostać bogaczem i, w konsekwencji tego, wyruszył zdobyć fortunę na wojnie z Bułgarią, mimo sceptycznych uwag swego znajomego doktora Szumana (u którego leczył się z melancholii). Wrócił do lokalu, w którym zastał czekającego Maruszewicza.
Była zawiedziona. Stale nie opuszczały go koncepcji, iż powinien sobie zasłużyć na pannę Izabelę. Obiecała, że już nie zejdzie na złą drogę. Byli zdziwieni przypadkowym spotkaniem, lecz zaraz zawiązała się między nimi w dyskusja. Z rozmowy przez Łęcką z kuzynem w języku angielskim, Stanisław zorientował się, iż nie zamierza wyjechać z nim do Paryża. Mężczyznaten wmawiał synowi, aby nie wydawał na książki, lecz dokładał mu na kontynuację sprawy. Poprzez zaborczość i zazdrość posunęła się dosłownie do śledzenia, choćby Wokulski nie dawał jej powodów do takiego zachowania, był na właściwie każde jej skinienie. Rzecki pamięta, jak pewnego razu nasmarowała się jakimś mazidłem: „I zmarło biedactwo niespełna we dwie doby na zakażenie krwi, tyle wyłącznie mając przytomności, by wezwać rejenta i cały majątek przekazać swemu Stasiulkowi. Wzruszony Rzecki w imieniu Wokulskiego umorzył im czynsz do października i na pożegnanie obiecał pani Stawskiej, że odszuka jej małżonka. Bezsporne poruszenie wywołało w niej jednak zainteresowanie Stanisławem ze strony Wąsowskiej: „Nie był to już jakiś tam kupiec galanteryjny, ale człowiek, który wracał z Paryża, miał ogromny majątek i stosunki, którym zachwycał się baron, którego kokietowała Wąsowska”. Rozdział VII, VIII, IX Pamiętnik starego subiekta. Do kobiety docierała w pewnych sytuacjach myśl, iż to prawdopodobnie efekt częstej bytności u nich pana Stanisława i jego pomocy przy pomnażaniu kapitalików gości. Nie myliła się. Ażeby nie rozstawać się z ukochaną, nie wziął dosłownie udziału w pogrzebie prezesowej Zasławskiej. Od Ochockiego dowiedział się z kolei o rozejściu barona Dalskiego z żoną Eweliną, czego przyczyną był jej romans z Kazimierzem (baron wręcz pojedynkował się, ale na szczęście żaden z nich nie zginał) , a dodatkowo o próbach obalenia testamentu prezesowej przez Starskiego, który uciekł za granicę ścigany poprzez wierzycieli. Rozdział XVII Relacja narratora w trzeciej osobie.
[5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35] [36] [37] [38] [39] [40] [41] [42] [43] [44] [45] [46] [47] [48] [49] [50] [51] [52] [53] [54] [55] [56] [57] [58] [59]