Lalka dla odważnych
TOM I Rozdział I Jak wygląda firma J. W każdy wieczór w renomowanej jadłodajni zbierali się „właściciele składów bielizny i składów win, fabrykanci powozów i kapeluszy, poważni ojcowie rodzin utrzymujący się z indywidualnych funduszów i posiadacze kamienic bez zajęcia” i rozmawiali zarówno na zagadnienie polityki jak o przyszłości sklepu. Radca wspominał, iż młodzieniec w dzień pracował przy bufecie (w handlu winami i delikatesami), w nocy zaś pilnie się uczył: „Zachciało mu się być uczonym!. Pan Domański proponował zabranie chłopca do osobistych biur (na stanowisko pomocnika woźnego). Cały sekret polega na tym, żem miał bogatego wspólnika i że kontentowałem się cztery i 5 razy mniejszym dochodem gotówki niż inni. Półki uginały się pod ilością luksusowych towarów. Słuchanie o jego dobroci bardzo ją oburzało, posądzała go o złe zamiary.. Przed godziną byłem pełen trucizny, a w tym momencie jestem tak spokojny i - jakiś pusty, jakby uciekła ze mnie dusza i wnętrzności, a została tylko skóra i odzież.. Nie uzyskał jednakże od Wokulskiego odpowiedzi. Po rozstaniu z prezesową i powrocie do salonu, zauważył nieobecność panny Łęckiej. Do prywatnej dyspozycji miał dosłownie powóz. Poprzez kolejne dwa lata po tym bolesnym wydarzeniu pan Ignacy tułał się samotnie niemalże że po całej Europie, odwiedzając : Włochy, Francję, Niemcy i Anglię.
Rzecki, zmęczony wędrówką i przeżyciami ostatnich lat, odnalazł spokój w bezpiecznych i jednostajnych obowiązkach związanych z prowadzeniem sklepu. Wokulski uświadomił sobie, że widział go wcześniej w towarzystwie Izabeli. Stanisław przystał na tę ofertę i złożył wizytę Żydowi, którego poprosił o wzięcie udział w licytacji budynku i jego kupno za dziewięćdziesiąt tysięcy rubli (miał zrobić to w jego imieniu, ale w zupełnej tajemnicy). Przed zobaczeniem zwierzęcia Wokulski uregulował jeszcze dług barona u dyrektora stajni za opiekę i schronienie dla konia, prosząc równocześnie, żeby na wyścigi wyprowadzano go bezimiennie. W pewnej chwili bohatera potrącił baron Krzeszowski. Na drugi dzień Rzecki z Szumanem pojechali do hrabiego – Anglika, sekundanta Krzeszowskiego, aby uzgodnić szczegóły pojedynku. Nazajutrz Łęcki wysłał do bohatera list z prośbą, by przyszedł i uregulował jego długi u Żydów. W jednym lokalu mieszkalnego mieszkało trzech studentów, którzy nie dość, że od paru miesięcy nie płacili czynszu, to i hardo twierdzili, że płacić nie będą (motywowali to górnolotnymi ideami i celami społecznymi). Wiele razy zmieniał pociągi, jakby chciał uciec od prześladującej go Izabeli. Po pożegnaniu i deklaracji Juliana o rychłych odwiedzinach, Wokulski wstąpił jeszcze po Węgiełka i razem udali się w kierunku miasta. Pan Rzecki nie przestawał marzyć o ożenku Stacha z panią Heleną, aby nie być teoretykiem, podjął się swatania pary. Wypowiedział się również o marnowaniu talentu poprzez Ochockiego, a przyczynę takiego stanu widział w zadufanej arystokracji, z której Julian się wywodził. Powoli zaczęła do niego docierać prawda o Izabeli… Po powrocie do domu zastał Węgiełka, chcącego się pożegnać przed powrotem do Zasławia. Po powrocie do lokalu bohater, wskutek doznanego szoku i zdegustowania, popadł w apatię, ponownie nawiedzały go przywidzenia. Dlatego również porzucił prowadzenie sklepu, poświęcając się korporacji do handlu ze Wschodem. W rozmowie ze starym subiektem młody wynalazca przedstawił własne zdanie o bezczynności arystokracji , a ponadto zapewnił o ogromnym szacunku, którym darzył Wokulskiego.
[3115] [3116] [3117] [3118] [3119] [3120] [3121] [3122] [3123] [3124] [3125] [3126] [3127] [3128] [3129] [3130] [3131] [3132] [3133] [3134] [3135] [3136] [3137] [3138] [3139] [3140] [3141] [3142] [3143] [3144] [3145] [3146] [3147] [3148] [3149] [3150] [3151] [3152] [3153] [3154] [3155] [3156] [3157] [3158] [3159] [3160] [3161] [3162] [3163] [3164] [3165] [3166] [3167] [3168] [3169]