Lalka dla odważnych
Razem z nim na przerwę wychodził Klejn. Mniej więcej 1840 roku ojciec pana Ignacego zaczął opadać z sił i wkrótce umarł. Wszyscy ludzie zgodzili się na tę ofertę, uradzając co więcej, iż ciotka poślubi pana Raczka. Prócz Ignacego pracowało tam dwóch krewnych posiadacza: trzydziestokilkuletni Franc Mincel („dostawał” od starego za palenie fajki w sklepie) , a oprócz tego Jan Mincel (ten z kolei obrywał za podkradanie kolorowego papieru, na którym pisał miłosne liściki do kobiet). Rzecki wspomina, iż sam także został ukarany dyscyplinką: „Franc odmierzył jakiejś kobiecie za dziesięć groszy rodzynków. To było powodem jego ciężkiej pracy i w konsekwencji poprawienia stanu prywatnych funduszy: robił rachunki, odbierał produkty… Ta praca była ucieczką przed samym sobą, przed zwariowaniem: „Ale gdym oderwał się od interesów, a dosłownie gdym na chwilę złożył pióro, czułem ból, jakby mi - czy ty rozumiesz, Ignacy ? - jakby mi ziarno piasku wpadło do serca. Nie zapomniał również o tym, iż mężczyzna wraz ze swą córką miał w ich sklepie otwarty kredyt. Pięknie je urządził bogatymi meblami, a całość uzupełniały różnorodne ciekawe drobiazgi. Po lekturze w Łęckiej zrodziła się pogarda i zniecierpliwienie dla poczynań tego człowieka.... Wokulski nie odmówił, ale zaproszenie nie zrobiło na nim wrażenia. Potem od mecenasa dowiedział się o sumie, z jaką baronowa stanie do licytacji – sześćdziesiąt tysięcy rubli.
Jego klacz wygrała, a zarobione na zakładach trzysta rubli złożył na ręce hrabiny Karolowej na rzecz ochronki. Za parę dni do Lasku Bolońskiego zajechały powozy. Przed kilku laty Łęcka była w nim zakochana, zresztą ma możliwość w tym momencie też… W tej chwili przyjechał do Warszawy na występy i choć obiecał odwiedziny, czekały cztery godziny na próżno. Zdecydował, że odda za inkasenta pieniądze dla korporacji, a on kiedyś mu je zwróci (Rzecki nie był zadowolony z takiego rozwiązania). Mówił, że to wielka i jedyna okazja, i wyłącznie głupiec żeby ją przepuścił. Podczas rozmowy woźny zapowiedział pana Tomasza Łęckiego, więc Ignacy opuścił pokój. Nazajutrz Łęcki wysłał do bohatera list z prośbą, aby przyszedł i uregulował jego długi u Żydów. Roztrząsanie tematu przerwało pojawienie się Żydów, ponownie przychodzących po pieniądze. Po tym zapewnieniu goście dłużnika wyszli. Pewnego wieczoru Ignacego niespodziewanie odwiedził dawny znajomy, niewidziany od piętnastu lat - kiper Machalski (byli razem na Węgrzech, a później pracowali w Poznaniu). - krzyknął pan Leon załamując ręce. Baronowa z wielką pretensją oznajmiła, że nie będzie już płaciła siedmiuset rubli miesięcznie, gdyż w kamienicy mieszkają niemoralni Ci. W marzeniach widział Stacha przy boku Heleny. Gdy wysiedli, baron rozmową umilał czas oczekiwania na konie. Nazajutrz rano, po liście wzywającym ją do Warszawy, Łęcka wyjechała. Subiekt pisał także o wyjeździe Stacha do Moskwy w sprawie interesów z Suzinem , a oprócz tego o przyjęciu przez panią Stawską Mraczewskiego.
[52140] [52141] [52142] [52143] [52144] [52145] [52146] [52147] [52148] [52149] [52150] [52151] [52152] [52153] [52154] [52155] [52156] [52157] [52158] [52159] [52160] [52161] [52162] [52163] [52164] [52165] [52166] [52167] [52168] [52169] [52170] [52171] [52172] [52173] [52174] [52175] [52176] [52177] [52178] [52179] [52180] [52181] [52182] [52183] [52184] [52185] [52186] [52187] [52188] [52189] [52190] [52191] [52192] [52193] [52194]