Lalka dla odważnych
O szóstej trzydzieści wraz ze służącym Piotrem, do obowiązków którego należało zamiatanie podłogi, wchodził do własnego miejsca pracy. Sprzedał kalosze kontrahentowi, choćby ten za bardzo ich nie potrzebował. Ciotka była praczką, a ojciec, chcąc wykorzystać maksymalnie czas, zajmował się klejeniem kopert. Poświęcał także siły na edukację jedynego syna, którego nauczył pisać, czytać, a też wpoił mu musztrę. Pan Ignacy wspominał pokój ciotki, w którym wisiały fotografię świętych. Kobiety i mężczyźni zgodzili się na tę propozycję, uradzając w dodatku, iż ciotka poślubi pana Raczka. Potem drzwiami od podwórka wbiegał stary Mincel mrucząc: Morgen!, poprawiał szlafmycę, dobywał z szuflady księgę, wciskał się w fotel i parę razy ciągnął za sznurek kozaka. Każde jej życzenie czy marzenie było spełniane od razu.”. Panie tożsamo jak równieżnni znajomi Wokulskiego wstawiły się za Mraczewskim w sprawie ponownego przyjęcia do pracy i to spowodowało, iż ten obiecał dać mu posadę w Moskwie. Pan Ignacy zachwycał się nowym sklepem, położonym przy Krakowskim Przedmieściu. Do indywidualnej dyspozycji miał dosłownie powóz. Rzecki analizował ostatnie wydarzenia, między innymi fakt, iż poprzez nowy sklep przewijały się panny, wdowy, swatki, a nawet ojcowie panien na wydaniu – wszyscy oni mięli nadzieję na usidlenie jego przyjaciela, majętnego przedsiębiorcy. Pojechali do pałacu księcia, w którym zastali arystokratycznych przedsiębiorców, samych osób „z tytułami”.
Gospodarz poprosił, ażeby gość wypowiedział się o handlu z Rosją okowitą i zbożem, na co Wokulski stwierdził, iż zna się tylko na handlu towarami (perkalem), opowiadając, jak można na tym zajęciu zarobić. W dniu, w którym Wokulski miał przyjść na obiad, panna Izabela wróciła od hrabiny zła i rozgniewana. Podczas drogi nie padło ani jedno słowo. Przy dogorywającej świeczce stał Wokulski. Mamunia lokatorki była smutna widząc, jak jej córka w oczekiwaniu na powrót męża, powoli traci życie. Po pożegnaniu i umówieniu się na godzinę szesnastą na sesję z kupcami, Suzin wyszedł, a Wokulskiego znowu dopadły omamy. Wydawało się mu, że jego lustrzane odbicie to prawdziwa osoba. Z w pewnych sytuacjach przyzwyczaił się do tego „dziwnego” aglomeracje, dużo zwiedzał, chodził w najodleglejsze miejsca , a oprócz tego do teatru, kawiarni, muzeów. Schował podarunek z złoty medalion, który zawiesił na szyi jako szkaplerz. Do Izabeli jednak żadne argumenty nie docierały, dla niej w każdej chwili kupiec był człowiekiem drugiej kategorii. Stanisław obiecał mu pracę w Bydgoszczy pod warunkiem, że dobrze wykona dotychczasowe zlecenie. Podczas trwającego karnawału triumfy w salonach święciła znowu panna Izabela. Z namiętnością czytał książki z lat młodzieńczych, zwłaszcza zaś „Don Kichota” – powieść o błędach idealizmu. Podczas wizyty Węgiełka, zamierzającego założyć fabrykę, Stanisław dowiedział się o trudnej historii małżeństwa i urazie do żony w skutek jej wcześniejszej znajomości ze Starskim (wyznał, iż to on 1-wszy ja „zbałamucił”). Subiekt pisał również o wyjeździe Stacha do Moskwy w sprawie interesów z Suzinem , a ponadto o przyjęciu poprzez panią Stawską Mraczewskiego. Na początku października adwokat Wokulskiego publicznie odczytał jego testament, z którego wynikało, że część majątku przypadała Ochockiemu, Rzeckiemu, pani Stawskiej, jak i Węgiełkowi , a ponadto braciom Wysockim.
[38381] [38382] [38383] [38384] [38385] [38386] [38387] [38388] [38389] [38390] [38391] [38392] [38393] [38394] [38395] [38396] [38397] [38398] [38399] [38400] [38401] [38402] [38403] [38404] [38405] [38406] [38407] [38408] [38409] [38410] [38411] [38412] [38413] [38414] [38415] [38416] [38417] [38418] [38419] [38420] [38421] [38422] [38423] [38424] [38425] [38426] [38427] [38428] [38429] [38430] [38431] [38432] [38433] [38434] [38435]