Lalka dla odważnych
Znał go od 1860 roku, gdy Stanisław był subiektem u Hopfera i miał wówczas nieco ponad dwadzieścia lat. Wracali mniej więcej czternastej, a wtedy na przerwę wychodzili Lisiecki z Mraczewskim. Nie mając kompana do rozmowy „(…)w największym sekrecie pisywał pamiętnik”, skarbiec jego wszystkich przemyśleń. Niejednokrotnie dosłownie w nocy budził chłopca, każąc się gimnastykować: „Dobrze to pamiętam, gdyż ojciec komenderując: "Pół obrotu na prawo!" albo "Lewe ramię naprzód - marsz!.. Prócz Ignacego pracowało tam dwóch krewnych właściciela: trzydziestokilkuletni Franc Mincel („dostawał” od starego za palenie fajki w sklepie) , a dodatkowo Jan Mincel (ten z kolei obrywał za podkradanie kolorowego papieru, na którym pisał miłosne liściki do kobiet). - Grosz ten zarobiłem uczciwie, nawet ciężko, bardzo ciężko. Toteż mój kapitał non stop wzrastający był w ciągłym ruchu. prawie że co miesiąc stawiałem cały majątek, a co dzień życie”." Wokulski wyjechał, mając trzydzieści tysięcy rubli, a powrócił z… dwustu pięćdziesięcioma (z tego część w złocie). Zaczął wypytywać Ignacego o detale tej wizyty. Piętnowana i oskarżana Łęcka próbowała się tłumaczyć, ale do hrabiny żadne argumenty nie trafiały. Wokulski przypatrywał się jej bez przerwy. Wzbudziło to w nim nadzieję spotkania ukochanej.
W tym samym czasie Izabela wróciła do domu bardzo wzburzona i opowiadała Florentynie, jak to można Wokulski, „intuicyjny kupiec”, oczarował wszystkich gości na przyjęciu. Rozdział XI Stare marzenia i nowe znajomości. W dniu, w którym Wokulski miał przyjść na obiad, panna Izabela wróciła od hrabiny zła i rozgniewana. Łęcka zapytała o szczegóły korporacji, do której wszedł jej ojciec. Rozdział XVII Kiełkowanie rozmaitych zasiewów i złudzeń Powrócił do domu wieczorem. Ignacy przed sądem zobaczył Łęckiego rozmawiającego ze swoim adwokatem, a w budynku dostrzegł baronową Krzeszowską (również z mecenasem).”. Rzecki dostrzegł wiszącą na niej tablicę z nazwiskiem Wokulskiego jako obecnego posiadacza. Wzruszony Rzecki w imieniu Wokulskiego umorzył im czynsz do października i na pożegnanie obiecał pani Stawskiej, że odszuka jej małżonka. Schował podarunek z złoty medalion, który zawiesił na szyi jako szkaplerz. Była zdziwiona i zmieszana. Fachowcowi poprzedniego roku spaliło się gospodarstwo z warsztatem, a w chwili obecnej razem z matką mieszkał w ogrodowej chałupie. Nazajutrz rano, po liście wzywającym ją do Warszawy, Łęcka wyjechała. Pan Ignacy bardzo dużo czasu spędzał u pani Stawskiej i jej matki pani Misiewiczowej oraz dodatkowo relacjonował w swoim dzienniku życie kamienicy, między innymi dowcipy niepłacących czynszu studentów , a oprócz tego kłócącą się z nimi baronową. Rozmowa z nią była następnym bodźcem wyrywającym go z otępienia. Rozdział XVII Relacja narratora w trzeciej osobie.
[42454] [42455] [42456] [42457] [42458] [42459] [42460] [42461] [42462] [42463] [42464] [42465] [42466] [42467] [42468] [42469] [42470] [42471] [42472] [42473] [42474] [42475] [42476] [42477] [42478] [42479] [42480] [42481] [42482] [42483] [42484] [42485] [42486] [42487] [42488] [42489] [42490] [42491] [42492] [42493] [42494] [42495] [42496] [42497] [42498] [42499] [42500] [42501] [42502] [42503] [42504] [42505] [42506] [42507] [42508]