Lalka dla odważnych
W właściwie każdy wieczór w renomowanej jadłodajni zbierali się „właściciele składów bielizny i składów win, fabrykanci powozów i kapeluszy, poważni ojcowie rodzin utrzymujący się z prywatnych funduszów i posiadacze kamienic bez zajęcia” i rozmawiali zarówno na temat polityki jak o przyszłości sklepu. Snuli domysły, dlaczego porzucił sklep (na szczęście dobrze prosperujący pod opieką i zarządem przyjaciela „tego wariata” – Ignacego Rzeckiego) i wyjechał na wojnę turecką, biorąc gotówkę po zmarłej żonie. Choćby był to sklep kolonialno-galanteryjno-mydlarski, to jego wnętrze było ponure. Stary Mincel był fanatykiem pracy: wręcz w niedzielę przesiadywał w sklepie. Rzecki dopiero po dłuższej chwili rozpoznał druha: „- Staś.. A przy tym opowiadał o trudach i cierpieniach przeżytych na wojnie, wśród których najtrudniejsza do zniesienia była samotność i tęsknota za ojczyzną: „- Nie masz pojęcia, co ja wycierpiałem, oddalony od wszystkich, niepewny, czy już kogo zobaczę, tak strasznie samotny.”. W pewnym okresie Wokulski zapytał o niejakiego Łęckiego, na co przyjaciel poinformował, iż to bankrut i w tym roku jego kamienica, w której zajmował ogromne dom, zostanie zlicytowana. Poszła się położyć, ponieważ nie mogła już wysłuchiwać samych pochwał na temat Wokulskiego. To straszni inni ludzie." Paradne są te wielkie damy; próżniak, szuler, dosłownie złodziej, byle miał nazwisko, stanowi dla nich dobre towarzystwo, co najmniej fizjognomią zamiast ojca przypominał lokaja swej matki. Zdał sobie sprawę, ile zawdzięczał pobytowi na Syberii. W wyniku miłej rozmowy Stanisław obiecał staruszce, iż postawi nieżyjącemu krewnemu nagrobek.
Poślubiła człowieka, który ją bił i był alkoholikiem. Choć nigdy nie powiedział wprost, to kobieta od dawna domyślała się gorących uczuć Wokulskiego do panny Izabeli. Wokulski nie odmówił, niemniej jednak zaproszenie nie zrobiło na nim wrażenia. O jedenastej przyszła do Wokulskiego Marianna, zmieniona nie do poznania. Następnego dnia bohater odebrał dwa listy: jeden od pani Meliton, donoszący, jak przeważnie, o planach panny Łęckiej, a drugi od adwokata, zapraszającego go do siebie. Po wejściu kolejnego gościa, Henryka Szlangbauma (pracownika Wokulskiego, a syna nowego właściciela kamienicy), który oświadczył Łęckiemu, że jego ojciec może za każdym razem odsprzedać nowy nabytek za taką samą sumę, którą na niego wydał, Łęcki się zdziwił i zamarł. Ten potwierdził i zaproponował, że odsprzeda ją za tę samą sumę w każdym momencie, na co panu Tomaszowi stanęły w oczach łzy. Zdziwiona jego chłodem, pobiegła do ojca, lecz Łęcki nie był w stanie wyjaśnić jej przyczyn takiego zachowania bohatera. Milczenie.. Pan Ignacy zastanawiał się nad sytuacją polityczną w Europie. W marzeniach widział Stacha przy boku Heleny. Już w trakcie drogi do majątku spotkał Ochockiego, próżniaka Starskiego z wdową Wąsowską, narzeczoną barona (był świadkiem bardzo czułego powitania narzeczeństwa) , a dodatkowo rezolutną blondynkę Felicję Janowską. Dzięki temu wszystko wyjaśniło się na korzyść pani Stawskiej. Obserwując nagły wyjazd i jeszcze szybszy powrót Stacha, podejrzewał tajemnicze interesy z Suzinem. Do opowieści konkurenta o rękę Heleny odnosił się z dystansem i chłodem, wciąż bowiem marzył o małżeństwie Stacha z tą dobrą kobietą.
[11708] [11709] [11710] [11711] [11712] [11713] [11714] [11715] [11716] [11717] [11718] [11719] [11720] [11721] [11722] [11723] [11724] [11725] [11726] [11727] [11728] [11729] [11730] [11731] [11732] [11733] [11734] [11735] [11736] [11737] [11738] [11739] [11740] [11741] [11742] [11743] [11744] [11745] [11746] [11747] [11748] [11749] [11750] [11751] [11752] [11753] [11754] [11755] [11756] [11757] [11758] [11759] [11760] [11761] [11762]