116 porzucił

Lalka dla odważnych

Wracali około czternastej, a wtedy na przerwę wychodzili Lisiecki z Mraczewskim. głupstwo polityka.. Poprzez całe życie był bardzo sprawny i wyprostowany: „Trzymał się prosto jak sztaba, miał nieduże faworyty i wąs do góry; szyję okręcał czarną chustką i nosił srebrny kolczyk w uchu”. Pan Domański proponował zabranie chłopca do osobistych biur (na stanowisko pomocnika woźnego). Rzecki wspomina, iż sam również został ukarany dyscyplinką: „Franc odmierzył jakiejś kobiecie za dziesięć groszy rodzynków. Też ją musieli całować w rękę. Bywało, chodzę, jem, rozmawiam, myślę przytomnie, rozpatruję się w pięknej okolicy, dosłownie śmieję się i jestem wesół, a mimo to czuję jakieś tępe ukłucie, jakiś drobny niepokój, jakąś nieskończenie małą obawę. Dla niej nie istniała wręcz siła ciężkości, gdyż krzesła jej podsuwano, talerze podawano, ją samą na ulicy wieziono, na schody wprowadzano, na góry wnoszono”.. Otrzymawszy odpowiedzi na nurtujące ją pytania, wraz z Florentyną opuściła pomieszczenie. Prawdopodobnie pojadę na wystawę do Paryża, a potem w Alpy. Wspominał pierwsze spotkanie Łęckiej w warszawskim teatrze, będące impulsem do porzucenia naukowych badań przyrodniczych, i usilne zabiegi, aby ją później zobaczyć: „Siedziała w loży z ojcem i panną Florentyną, ubrana w białą suknię. Panie dokładnie tak samo jak równieżnni znajomi Wokulskiego wstawiły się za Mraczewskim w sprawie ponownego przyjęcia do pracy i to spowodowało, iż ten obiecał dać mu posadę w Moskwie.

W tym samym czasie Izabela wróciła do lokalu mieszkalnego bardzo wzburzona i opowiadała Florentynie, jak to Wokulski, „łatwy kupiec”, oczarował wszystkich gości na przyjęciu. Rzecki analizował ostatnie wydarzenia, między innymi fakt, iż poprzez nowy sklep przewijały się panny, wdowy, swatki, a nawet ojcowie panien na wydaniu – wszyscy oni mięli nadzieję na usidlenie jego przyjaciela, majętnego przedsiębiorcy. Wokulski poprosił adwokata o wzięcie w jego imieniu udziału w dystrybucji budynku. Rozmawiali o etykiecie: Stanisław wygłosił opinię, iż nie chce być niewolnikiem zasad, gdyż widział towarzystwo, gdzie o nich zapominano. Gdy poszedł do mecenasa, zastał tam Żyda Szlangbauma. Byli zdziwieni przypadkowym spotkaniem, lecz w tym samym momencie zawiązała się między nimi w dyskusja. Przy pożegnaniu Izabela spytała Stanisława, czy będzie jutro przy pożegnaniu Rossiego. Rozmawiali o Wokulskim, nieszczęśliwej i chorej miłości, w której się zatracał, o źle ulokowanych uczuciach. Zamieszkał sam na Starym Mieście, otaczając się mnóstwem książek. Odbyło się dosłownie huczne wesele, w tydzień po którym młodszy małżonek zajął miejsce Mincla w sklepie i wziął się do roboty: nawiązał nowe kontakty z kupcami moskiewskimi, co potroiło obroty sklepu. Rzecki pamięta, jak pewnego razu nasmarowała się jakimś mazidłem: „I zmarło biedactwo niespełna we dwie doby na zakażenie krwi, tyle wyłącznie mając przytomności, by wezwać rejenta i cały majątek przekazać swemu Stasiulkowi..”. Nie poddając się, nadal planował związek głównego bohatera z córką pani Misiewiczowej. Zdenerwowała się jednak zdaniem Zasławskiej, która negatywnie wypowiedziała się o traktowaniu przez nią Stanisława. Fakt przyjęcia oświadczyn przez Izabelę wywołał w bohaterze „dziwną rzewność i współczucie”, poczuł „niepokonaną potrzebę robienia genialna innym”.

[61] [62] [63] [64] [65] [66] [67] [68] [69] [70] [71] [72] [73] [74] [75] [76] [77] [78] [79] [80] [81] [82] [83] [84] [85] [86] [87] [88] [89] [90] [91] [92] [93] [94] [95] [96] [97] [98] [99] [100] [101] [102] [103] [104] [105] [106] [107] [108] [109] [110] [111] [112] [113] [114] [115]