Lalka dla odważnych
Wówczas to opowiadał Ignacemu tajniki sztuki kupieckiej i sprzedawanych produktów. - No - dodał w kilka chwil - miałem również szalone szczęście. Co więcej opowiadał o trudach i cierpieniach przeżytych na wojnie, wśród których najtrudniejsza do zniesienia była samotność i tęsknota za ojczyzną: „- Nie posiadasz pojęcia, co ja wycierpiałem, oddalony od wszystkich, niepewny, czy już kogo zobaczę, tak strasznie samotny." Paradne są te wielkie damy; próżniak, szuler, dosłownie złodziej, byle miał nazwisko, stanowi dla nich dobre towarzystwo, przynajmniej fizjognomią zamiast ojca przypominał lokaja swej matki. Wpatrzył się całkiem dobrze w jej rozmarzone oczy i nie wiadomo skąd przypomniał sobie niezmierny spokój syberyjskich pustyń, gdzie bywa niekiedy tak cicho, że omal słychać szelest duchów wracających ku zachodowi. W liście pani Meliton donosiła o rychłej licytacji kamienicy Łęckich, na którą największą ochotę ma ich krewna, baronowa Krzeszowska. Nie potrafiła zrozumieć, jak potrafił zjednywać sobie osób. Wokulski, po otrzymaniu listu od Łęckigo, nie mógł usiedzieć w miejscu. Na biurku ujrzał dwa listy, jeden od magdalenek chwalących skierowaną po Wielkanocy dziewczynę, a drugi od Marianny. Do sklepu przyszli pan Mraczewski z Rosjaninem Suzinem, partnerem Stanisława w interesach, który próbował namówić wspólnika na interes w Paryżu i duży zarobek. Licytacja miała się zacząć za godzinę, więc poszedł do kościoła nieopodal i do cukierni, gdzie nasłuchał się różnych wywodów i rozważań Żydów na zagadnienie licytacji. Krzeszowska z kolei, gotowa zapłacić cenę siedemdziesięciu tysięcy, była systematycznie przebijana poprzez Żyda Szlangbauma, który w efekcie nabył budynek za dziewięćdziesiąt tysięcy. Z kolei Florentyna dała Izabeli list od baronowej Krzeszowskiej, która pisała, że ich kamienicę kupił Stanisław Wokulski przez lichwiarza Żyda, prócz tego podstawiając w sądzie fałszywych licytantów. Roztrząsanie tematu przerwało pojawienie się Żydów, ponownie przychodzących po pieniądze.
Rzecki wspominał, ze u Hopfera był także dwudziestoletni młodzieniec – Leon, chłopak bardzo zdolny i motywujący Stacha do dalszej nauki.. Rozdział XXI Pamiętnik starego subiekta. Po zapytaniu o lokatorów, otrzymał informację, że połowa z nich płaci czynsz, a połowa nie. W marzeniach widział Stacha przy boku Heleny. Nachodziły go myśli, aby już nie wracać do Warszawy. Schował podarunek z złoty medalion, który zawiesił na szyi jako szkaplerz. Dalski był szalenie zakochany w dziewczynie. Zaczęła czynić mu niewątpliwe nadzieje. Pewnego dnia, będąc z wizytą u poznanych kobiet, Rzecki dowiedział się o zamiarze sprzedaży sklepu poprzez Wokulskiego. Dzięki temu wszystko wyjaśniło się na korzyść pani Stawskiej. W tym okresie czasu wykonał kilka dobroczynnych gestów, między innymi swoim byłym subiektom, Lisieckiemu i Klejnowi, zapisał po cztery tysiące rubli tytułem zadośćuczynienia szkodom, jakich doznali, gdy sprzedał sklep Szlangbaumowi. Baronowa, której powierzył misję odszukania Ludwika Stawskiego donosiła, iż mężczyznanie żyje. Rozdział XVI Pamiętnik starego subiekta. Rozdział XVII Relacja narratora w trzeciej osobie. W rozmowie ze starym subiektem młody wynalazca przedstawił swoje zdanie o bezczynności arystokracji , a dodatkowo zapewnił o ogromnym szacunku, którym darzył Wokulskiego.
[12084] [12085] [12086] [12087] [12088] [12089] [12090] [12091] [12092] [12093] [12094] [12095] [12096] [12097] [12098] [12099] [12100] [12101] [12102] [12103] [12104] [12105] [12106] [12107] [12108] [12109] [12110] [12111] [12112] [12113] [12114] [12115] [12116] [12117] [12118] [12119] [12120] [12121] [12122] [12123] [12124] [12125] [12126] [12127] [12128] [12129] [12130] [12131] [12132] [12133] [12134] [12135] [12136] [12137] [12138]