Lalka dla odważnych
W 1870 roku wrócił do Warszawy z niewielkim funduszem: „Przez pół roku szukał zajęcia, z daleka omijając handle korzenne, których po dziś dzień nienawidzi, aż nareszcie przy protekcji swego dzisiejszego dysponenta, Rzeckiego, wkręcił się do sklepu Minclowej, która akurat została wdową, i - w rok potem ożenił się z babą grubo starszą od niego”.. Mógł tak leżeć godzinami: „Lecz im mniej wychodził, tym w znaczącej liczbie sytuacji marzył o jakiejś dalekiej podróży na wieś albo za granicę.. Stanisław był zachwycony i zdziwiony widokiem, który ujrzał. Podróżowała po świecie, jadała ze srebrnych talerzy. Może posiadać bardzo ładną, ale jaką?. Gardziła nim, mimo iż prócz kilkusekundowego spotkania, nie znała go nie gorzej: „- Nic znasz tych ludzi [pokroju Wokulskiego], a ja widziałam ich przy pracy.. Z zamyślenia wyrwało go spotkanie z Wysockim, robotnikiem najemnym, byłym pracownikiem przy rozładowywaniu transportu w Wrocławiu, który opowiedział o swoim ciężkim życiu. Wokulski dał mu dziesięć rubli i powiedział, że od jutra ma przyjść do niego do pracy przy przewozach. Poszedł na spacer nad Wisłę, gdzie rozważał sens osobistej miłości, zastanawiał się nad powodami zaproszenia na obiad oraz dodatkowo jak posiada się zachować i w co ubrać. U Karolowej miał pojawić się Rossi – tragik i artysta włoski, którego obie panie poznały dosyć dawno podczas pobytu w Paryżu. Łęcka rozprawiała o Rossim, niedocenianym przez Warszawiaków wielkim artyście.
Tymczasem lokaj Łęckich przyniósł list od Izabeli do Wokulskiego. Na stacji spotkali doktora Szumana, który oznajmił, że bankrut i próżniak Starski będzie podróżował tym samym pociągiem. Nareszcie przyszedł - w cudzej odzieży, zmizerowany, niemniej jednak z zadartą głową. Dzięki zaproszeniu od pani Stawskiej, Ignacy miał pretekst do kolejnych odwiedzin. Pobyt upływał na rozmowach, przejażdżkach i spacerach. Gdy wybrali się razem na przejażdżkę konną, podczas której niedwuznacznie dawała mu do zrozumienia, że darzy go względami, a on dosadnie urwał rodzący się romans – oburzyła się, kazała mu odjechać i przysłać do siebie Starskiego, który z pewnością spełni jej zachcianki. Tym samym Izabela nie mogła liczyć na oświadczyny Starskiego, który już kiedyś zapowiedział, że nigdy nie poślubiłby „gołej panny”. Zdziwiona nieobecnością swego galanteryjnego amanta przy powitaniu, Łęcka udała się na odpoczynek. Po namowach starszego przyjaciela, wieczór spędził w towarzystwie pani Stawskiej. Kazimiera opowiadała, jak przy łóżku chorej prezesowej czuwał Starski w oczekiwań na pierwsze miejsce w jej testamencie. By podzielić się z kimś swoimi przemyśleniami, złożył wizytę doktorowi Szumanowi, którego zastał nad rachunkami sklepu kupionego przez Szlangbauma. Wokulski, pochłonięty tylko świadomością, że ukochana przyjęła oświadczyny i gotów „umrzeć u nóg panny”, w przypływie wspaniałomyślności zniszczył sfałszowany i hańbiący Maruszewicza weksel, co potraktowano w środowisku jako wyraz bezsilności kupca (a przecież uratował niegodziwca przed więzieniem). Mając poczucie emocjonalnego wyniszczenia, upadając i powstając, usiłował popełnić samobójstwo i rzucił się pod koła pociągu. Do opowieści konkurenta o rękę Heleny odnosił się z dystansem i chłodem, wciąż bowiem marzył o małżeństwie Stacha z tą dobrą kobietą. Czując, że traci pamięć – przypominał sobie tabliczkę mnożenia. Gdy czyniła mu wymówki o metodę, w jaki potraktował Izabelę i podjęła próbę ich pogodzenia (przywiozła list, w którym Łęcka pisała o nudzie i samotności), ten uświadomił sobie urok zmysłowej negocjatorki.
[838] [839] [840] [841] [842] [843] [844] [845] [846] [847] [848] [849] [850] [851] [852] [853] [854] [855] [856] [857] [858] [859] [860] [861] [862] [863] [864] [865] [866] [867] [868] [869] [870] [871] [872] [873] [874] [875] [876] [877] [878] [879] [880] [881] [882] [883] [884] [885] [886] [887] [888] [889] [890] [891] [892]