Lalka dla odważnych
Nie pozwalał sobie na to natomiast zbyt częstokroć, a o ile już, to po chwili uciechy, zezłoszczony na chwilę zapomnienia, szybko chował zabawki z powrotem na półki: "Głupstwo handel. Rano w znaczącej liczbie przypadków klientami byli służący lub biedacy.. W pewnym okresie Wokulski zapytał o niejakiego Łęckiego, na co przyjaciel poinformował, iż to bankrut i w tym roku jego kamienica, w której zajmował ogromne lokal, zostanie zlicytowana. Po powrocie do pokoju służący Piotr przyniósł mężczyznom obiad. Tak było kiedyś… W obecnej chwili, gdy rozeszła się już wieść o bankructwie Łęckich, kobiety i mężczyźni przestali ich zapraszać, a nawet odwiedzać. Poszła się położyć, ponieważ nie mogła już wysłuchiwać samych pochwał na zagadnienie Wokulskiego.... Wokulski zaproponował jej edycję „pracy” (utrzymywała się nierządu) i aby nie pozostać gołosłownym dał jej list polecający do magdalenek. Wokulski uświadomił sobie, że widział go przedtem w towarzystwie Izabeli. Po pożegnaniu ze zgromadzonymi nowo poznany młodzieniec zapytał kupca, czy może mu towarzyszyć w drodze powrotnej. W liście pani Meliton donosiła o rychłej licytacji kamienicy Łęckich, na którą największą ochotę posiada ich krewna, baronowa Krzeszowska.
Byli zdziwieni przypadkowym spotkaniem, lecz w tej samej chwili zawiązała się między nimi w dyskusja. Stanisław jednak wychwalał wyjątkowość autorki listu, żadne słowa subiekta nie docierały do jego „prywatnego szczęścia”. Z wywodów ojca Łęcka nie mogła pojąć, w jaki sposób, gdy od trzydziestu tysięcy dają dziesięć procent, on otrzymał od Wokulskiego aż trzydzieści pięć. Roztrząsanie tematu przerwało pojawienie się Żydów, ponownie przychodzących po pieniądze. W trakcie drogi nie padło ani jedno słowo. Przypomniały mu się czasy młodości, gdy w roku 1857, pracując w winiarni u Hopfera, 1-wszy raz spotkał się z przyjacielem. Od tej pory zupełnie zmienił tryb życia(…)”.. Przedtem zapytał pana Klejna, wynajmującego tam lokal, o drogę. Oglądał paryskie uliczki, kamienice, ludzi, zastanawiając się, dlaczego mieszkańcy stolicy Francji tak bardzo wyróżniają się od Warszawiaków. Gdy wraz z prezesową robił codzienny przegląd stodół, obór i inwentarza, po raz 1-wszy spotkał otyłych parobków i porządne czworaki. Parę dni później lokaj barona oznajmił powrót pana. W myślach był na siebie zły za romantyczny idealizm, który sprawił ubóstwianie niegodnej tego kobiety. Podczas tej rozmowy Stanisław zaproponował wspólny wypad do Paryża, do pracowni profesora Geista. Przybyli do jego lokalu mieszkalnego na zawołanie służącego, doktor Szuman z Ochockim i Maruszewiczem dowiedzieli się od wynalazcy o zamiarze wstąpienia panny Izabeli do klasztoru. Na pytanie Szumana, kto zostanie w Gdańsku, jednogłośnie odpowiedzieli: Henryk Szlangbaum, żydowski lichwiarz, i Maruszewicz, polski malwersant.
[38385] [38386] [38387] [38388] [38389] [38390] [38391] [38392] [38393] [38394] [38395] [38396] [38397] [38398] [38399] [38400] [38401] [38402] [38403] [38404] [38405] [38406] [38407] [38408] [38409] [38410] [38411] [38412] [38413] [38414] [38415] [38416] [38417] [38418] [38419] [38420] [38421] [38422] [38423] [38424] [38425] [38426] [38427] [38428] [38429] [38430] [38431] [38432] [38433] [38434] [38435] [38436] [38437] [38438] [38439]