Lalka dla odważnych
. Pan Ignacy wspominał pokój ciotki, w którym wisiały zdjęcia świętych. Do domu rodziny Rzeckich przychodziło w ogromnej liczbie przypadków dwóch kolegów głowy rodziny: pan Domański (również woźny) i pan Raczek (miał stragan z zieleniną): „Prości to byli wszyscy ludzie (nawet pan Domański ciut lubił anyżówkę), ale roztropni politycy”. Pan Domański proponował zabranie chłopca do prywatnych biur (na stanowisko pomocnika woźnego). Najraniej przychodził do roboty, krajał mydło i ważył krochmal jak automat; jadł, co mu podano, w najciemniejszym kącie sklepu, prawie że wstydząc się tego, że doświadcza ludzkich wymagań”. Także ją musieli całować w rękę. A dodatkowo opowiadał o trudach i cierpieniach przeżytych na wojnie, w gronie których najtrudniejsza do zniesienia była samotność i tęsknota za ojczyzną: „- Nie masz pojęcia, co ja wycierpiałem, oddalony od wszystkich, niepewny, czy już kogo zobaczę, tak strasznie samotny. W pewnym okresie Wokulski zapytał o niejakiego Łęckiego, na co przyjaciel poinformował, iż to bankrut i w tym roku jego kamienica, w której zajmował ogromne dom, zostanie zlicytowana.. Zdawało mu się, że już kiedyś ją widział i że ją dobrze zna. Wokół damy kręcił się pan Mraczewski, pomagając w wyborze. W Wielki Piątek Rzecki zamknął sklep o godzinie czternastej a Wokulski wziął z kasy półimperiały na datek i poszedł do kościoła. W następnej części rozmowy Karolowa zaprosiła bohatera do siebie na święcone, po czym mężczyzna pożegnał się i odszedł do bocznej nawy. Parę dni przed wyścigiem koni Stanisława odwiedził brytyjski hrabia, poznany na sesji handlowej w książęcym pałacu.
Spacerował, a w parę chwil dostrzegł Łęcką z ojcem i hrabiną. Wokulski dał poczytać zafrapowanemu przyjacielowi list, w którym Izabela pisała, że muszą ładnie pożegnać Rossiego, dziękowała za wieńce dla artysty oraz dodatkowo wyrażała przyjemność, iż za tydzień wyjeżdżają wspólnie do Paryża. Stanisław natomiast wychwalał wyjątkowość autorki listu, żadne słowa subiekta nie docierały do jego „prywatnego szczęścia”.. Po uczcie w piwnicy Stach przez kilka dni nie pokazał się w mieszkaniu. Zdał sklep pod opiekę Lisieckiego i Szlangbauma, a sam poszedł 1-wszy raz spostrzec zakup przyjaciela. Rządca wprowadził go do jeszcze jednego lokalu, w którym wraz z uroczą córką i matką żyła pani Helena Stawska. W przypływie myśli na temat Łęckiej, wmawiał sobie, że Starski, Ochocki, Rossi to jej kochankowie. Ponownie ożyły w nim siły witalne, nie liczyło się już nic, prócz rychłego ujrzenia Izabeli (nawet kolejny złoty biznes, proponowany w liście Suzina, któremu odpisał, że zgadza się, ale na spotkaniedo Moskwy przyjedzie dopiero w październiku). W trakcie trwającego karnawału triumfy w salonach święciła znowu panna Izabela. Izabelę nie bardzo zmartwił stan ciotki. Wąsowska powtórzyła opinię starszej pani, według której Izabela nie zasługiwała na Wokulskiego, ponieważ był za świetny dla niej - rozpieszczonej panny. Wypowiedział się także o marnowaniu talentu przez Ochockiego, a przyczynę takiego stanu widział w zadufanej arystokracji, z której Julian się wywodził. Rozdział XIII Czas ucieka, wieczność pozostaje. Bohater przypominał sobie, w jaki metodę dostał się ze Skierniewic do Warszawy. Czując, że traci pamięć – przypominał sobie tabliczkę mnożenia.
[11851] [11852] [11853] [11854] [11855] [11856] [11857] [11858] [11859] [11860] [11861] [11862] [11863] [11864] [11865] [11866] [11867] [11868] [11869] [11870] [11871] [11872] [11873] [11874] [11875] [11876] [11877] [11878] [11879] [11880] [11881] [11882] [11883] [11884] [11885] [11886] [11887] [11888] [11889] [11890] [11891] [11892] [11893] [11894] [11895] [11896] [11897] [11898] [11899] [11900] [11901] [11902] [11903] [11904] [11905]