33006 mieszkalnego

Lalka dla odważnych

Mógł tak leżeć godzinami: „Lecz im mniej wychodził, tym w większości wypadków marzył o jakiejś dalekiej podróży na wieś albo za granicę. Pan Ignacy wraz z nim i jego siostrą mieszkał w dwóch maleńkich i skromnych pokoikach na Starym Mieście. Na łożu śmierci pożegnał syna słowami: „Pamiętaj!. Najraniej przychodził do roboty, krajał mydło i ważył krochmal jak automat; jadł, co mu podano, w najciemniejszym kącie sklepu, prawie że wstydząc się tego, że doświadcza ludzkich wymagań”. Po południu przychodzili kontrahenci całkiem dobrze ubrani i bardziej zamożni. Rzecki z sympatią wspominał własnego pierwszego pracodawcę: „Na każdą Wigilię Mincel obdarowywał nas prezentami”. Tak było kiedyś… W obecnej chwili, gdy rozeszła się już wieść o bankructwie Łęckich, kobiety i mężczyźni przestali ich zapraszać, a dosłownie odwiedzać.".. Miejscem, w którym pracował przed wyjazdem kierował wówczas już Jan Mincel, świeżo poślubiony małżonek Małgorzaty Pfeifer. Miał zbyt duże plany związane z koniem…wierzył w zwycięstwo klaczy i od jej sukcesu uzależnił swoje powodzenie w miłości. Ujrzał powóz, w którym siedziała panna Łęcka z ojcem, hrabina i prezesowa. Zjawił się o umówionej godzinie. Łęcki zaproponował, że odda resztę gotówki pozostałych po spłaceniu długów, ze dystrybucji kamienicy (dwadzieścia procent) Wokulskiemu na %.

Rozdział XVII Kiełkowanie rozmaitych zasiewów i złudzeń Powrócił do lokalu wieczorem. Na biurku ujrzał dwa listy, jeden od magdalenek chwalących skierowaną po Wielkanocy dziewczynę, a drugi od Marianny. O trzynastej trzydzieści Wokulski był już Łazienkach (pani Meliton doniosła mu w liście, że Izabela będzie tam o czternastej). Po wejściu kolejnego gościa, Henryka Szlangbauma (pracownika Wokulskiego, a syna nowego posiadacza kamienicy), który oświadczył Łęckiemu, że jego ojciec ma możliwość w każdej chwili odsprzedać nowy nabytek za taką samą sumę, którą na niego wydał, Łęcki się zdziwił i zamarł. Pewnego wieczoru Ignacego niespodziewanie odwiedził dawny znajomy, niewidziany od piętnastu lat - kiper Machalski (byli razem na Węgrzech, a w późniejszym czasie pracowali w Łodzi). W piwnicy zrobiło się pusto. Po powrocie wyznał przyjacielowi, że do Hopfera już nie wróci, ponieważ jest uczonym i ma na to papiery od petersburskich towarzystw naukowych. Z zewnątrz trzypiętrowy budynek nie demonstrował się najlepiej. Rządca wprowadził go do jeszcze jednego lokalu, w którym wraz z uroczą córką i matką żyła pani Helena Stawska. Dał wynalazcy trzysta franków, obiecując, że kiedyś zjawi się u niego jako pracownik. Przez następne dni Wokulski dużo pracował. Do Izabeli jednak żadne argumenty nie docierały, dla niej w każdej chwili kupiec był człowiekiem drugiej kategorii. Coraz w większości wypadków również słyszała, jak niektóre damy „z towarzystwa” zachwalały bohatera jako dobrą partię na męża (twierdził tak wręcz sam książę). Kupił precyzyjną wagę i zaczął robić badania i analizy chemiczne. Odwiedzali go liczni znajomi, a pomiędzy nich doktor Szuman (w trakcie jednej z wizyt nazwał Wokulskiego „polskim romantykiem”) oraz Julian Ochocki, egzekutor testamentu prezesowej, który doniósł panu Ignacemu o śmierci Łęckiego (o apopleksję zakończoną śmiercią przyprawiło go odesłanie marszałka przez własną córkę) i w konsekwencji tego o wycofaniu się wszystkich adoratorów panny Izabeli. Niewierzący w takie zakończenie, przekonany o pobycie przyjaciela w pracowni Geista, stary subiekt postanowił otworzyć sklep będący konkurencją dla Szlangbauma.

[32951] [32952] [32953] [32954] [32955] [32956] [32957] [32958] [32959] [32960] [32961] [32962] [32963] [32964] [32965] [32966] [32967] [32968] [32969] [32970] [32971] [32972] [32973] [32974] [32975] [32976] [32977] [32978] [32979] [32980] [32981] [32982] [32983] [32984] [32985] [32986] [32987] [32988] [32989] [32990] [32991] [32992] [32993] [32994] [32995] [32996] [32997] [32998] [32999] [33000] [33001] [33002] [33003] [33004] [33005]