4015 miesięcy

Lalka dla odważnych

Wokulski przez szkło butelek Na początku 1878 roku świat nękały liczne kłopoty. W prawie każdy wieczór w renomowanej jadłodajni zbierali się „właściciele składów bielizny i składów win, fabrykanci powozów i kapeluszy, poważni ojcowie rodzin utrzymujący się z indywidualnych funduszów i posiadacze kamienic bez zajęcia” i rozmawiali zarówno na temat polityki jak o przyszłości sklepu. Snuli domysły, dlaczego porzucił sklep (na szczęście dobrze prosperujący pod opieką i zarządem przyjaciela „tego wariata” – Ignacego Rzeckiego) i wyjechał na wojnę turecką, biorąc gotówkę po zmarłej żonie.. Mniej więcej 1840 roku ojciec pana Ignacego zaczął opadać z sił i wkrótce umarł. Po lekturze w Łęckiej zrodziła się pogarda i zniecierpliwienie dla poczynań tego człowieka. Oni umieją łamać, usidlać, płaszczyć się, wszystko ryzykować, dosłownie – cierpliwie czekać. Zdał sobie sprawę, jak dużo zawdzięczał pobytowi na Syberii. Dopiero w przyszłości przyszło mu na pomysł, że on nigdzie i nigdy jej nie widział, niemniej jednak - że jest tak coś - jakby na nią od dawna czekał. W drodze powrotnej znowu miał przywidzenia z przeszłości, nieustająco bił się z dręczącymi go myślami. W towarzystwo arystokratyczne wprowadził go pan Łęcki, przedstawiając śmietankę towarzyską Warszawy. Głowę zaprzątała mu tylko jedna myśl – nie zdąży na „przypadkowe spotkanie” z ukochaną. Stanisław natomiast wychwalał wyjątkowość autorki listu, żadne słowa subiekta nie docierały do jego „prywatnego szczęścia”. Adresatka listu była wstrząśnięta jego tekstem.

Mężczyźni uzgodnili ostatnie okoliczności pożyczki i starszy z nich zapytał, czy to prawda, że Wokulski kupił jego kamienicę. Usłyszała, że w nocy wyjeżdża do Paryża. Zdziwiona jego chłodem, pobiegła do ojca, lecz Łęcki nie był w stanie wyjaśnić jej przyczyn takiego zachowania bohatera. Wokulski był wówczas młodzieńcem, pracującym u Hopfera od czterech lat. Marzyło mi się, że pan Leon mówi, jak zazwyczaj, o potędze wiary, o upadku duchów i o potrzebie poświęcenia, czemu głośno wtórowali obecni. Przy dogorywającej świeczce stał Wokulski. Jej mąż Ludwik, oskarżony o morderstwo na lichwiarce, uciekł za granicę, a gdy prawdziwego mordercę znaleziono, a jego uniewinniono, nie dał znaku życia. Dzięki zaproszeniu od pani Stawskiej, Ignacy miał pretekst do kolejnych odwiedzin. Opowiedziała dosłownie o tym, jak kiedyś kochała się w jego stryju. Pan Rzecki nie przestawał marzyć o ożenku Stacha z panią Heleną, żeby nie być teoretykiem, podjął się swatania pary. Podzielił się ze swym dobroczyńcą pragnieniem ślubu z Marianną. Baronowa zaczęła po cichu spłacać długi męża, a on w swoim zwyczaju ożywił domowe pielesze wizytami ludzi z towarzystwa. Wysiadł w Skierniewicach (oświadczając Łęckiemu, że chce „powracać na lokomotywie, niż czekać parę godzin na pociąg do Warszawy” , a oprócz tego Starskiemu, że może żądać od niego satysfakcji, ponieważ do tej pory nie był świadomy, iż wchodzi do czyjegoś ogródka). Tytuł rozdziału odnosi się do stanu emocjonalnego Wokulskiego po rozstaniu z Łęcką. Z namiętnością czytał książki z lat młodzieńczych, zwłaszcza zaś „Don Kichota” – powieść o błędach idealizmu. Nie miał siły poinformować o ty czekającą na wiadomości Helenę.

[3960] [3961] [3962] [3963] [3964] [3965] [3966] [3967] [3968] [3969] [3970] [3971] [3972] [3973] [3974] [3975] [3976] [3977] [3978] [3979] [3980] [3981] [3982] [3983] [3984] [3985] [3986] [3987] [3988] [3989] [3990] [3991] [3992] [3993] [3994] [3995] [3996] [3997] [3998] [3999] [4000] [4001] [4002] [4003] [4004] [4005] [4006] [4007] [4008] [4009] [4010] [4011] [4012] [4013] [4014]