Lalka dla odważnych
Drugim subiektem był pan Lisiecki, który po przyjściu wdał się w dyskusję z Rzeckim. Mniej więcej dziewiątej spóźniony wbiegł trzeci subiekt, pan Mraczewski (blondynek z wąsikami), tłumacząc pośpiesznie powody spóźnienia. Poświęcał też siły na wiedzę jedynego syna, którego nauczył pisać, czytać, a też wpoił mu musztrę. Jak nietrudno się domyślić, cel ich wizyt był za każdym razem jednakowy – nieustanne rozmowy o wybitnym francuskim cesarzu. Po kilku miesiącach od tej bolesnej straty koledzy ojca wraz z siostrą nieboszczyka radzili się nad losem autora pamiętnika. Pan Domański proponował zabranie chłopca do własnych biur (na stanowisko pomocnika woźnego). Rozmyślania przerwał mu nagły szmer dochodzący z sieni. Pan Tomasz bywał kiedyś nawet na dworach: francuskim, wiedeńskim i włoskim, a poprzez jego lokal mieszkalny przewijała się ówczesna śmietanka towarzyska. Zrobił wówczas na niej złe złudzenie swoimi bardzo czerwonymi dłońmi, których widok wywołał w niej obrzydzenie.)A jak ona rozmawiała ze mną. Skierował osobiste kroki ulicą Karową w kierunku Wisły. Przypomniał sobie, jak znajomy wspominał o bulwarach znajdujących się w tamtej części Warszawy i postanowił je obejrzeć. Odtąd niewiele pamiętał o sklepie i o prywatnych książkach, lecz nieustannie szukał okazji do widywania panny Izabeli w teatrze, na koncertach albo na odczytach. W dalszej części rozmowy Karolowa zaprosiła bohatera do siebie na święcone, po czym mężczyzna pożegnał się i odszedł do bocznej nawy.
Wokulski zaproponował jej edycję „pracy” (utrzymywała się nierządu) i by nie pozostać gołosłownym dał jej list polecający do magdalenek. Motywował własną prośbę faktem, iż zaprosił już wszystkich przyjaciół na „sesję” powstającej korporacji do handlu ze Wschodem, podczas której Stanisław będzie gościem honorowym (chciano porozmawiać z nim o interesach). Następnego dnia bohater odebrał dwa listy: jeden od pani Meliton, donoszący, jak zazwyczaj, o planach panny Łęckiej, a drugi od adwokata, zapraszającego go do siebie. Rozdział XVIII Zdumienia, przywidzenia i obserwacje starego subiekta. Z listu wynikało a dodatkowo, że Wokulski kupuje kamienicę Łęckich, a Klejn dopowiedział, że robi to za pośrednictwem Szlangbauma. Miał nadzieję sprzedać kamienicę za sto dwadzieścia tysięcy rubli (choćby była warta siedemdziesiąt). Łęcki poinformował, że lekarze zabronili mu wyjazdu do Paryża i zalecili udanie się na wieś. Subiekt odwiózł zmienionego towarzysza na dworzec. W piwnicy zrobiło się pusto. Rzecki pamięta, jak pewnego razu nasmarowała się jakimś mazidłem: „I zmarło biedactwo niespełna we dwie doby na zakażenie krwi, tyle wyłącznie mając przytomności, by wezwać rejenta i cały majątek przekazać swemu Stasiulkowi. Wówczas subiekt zaproponował mu wyjście do teatru, na co młodszy przyjaciel po pewnym czasie przystał: „Poszedł do teatru i. Nie mógł zrozumieć, dlaczego ukochana przedstawiła go Starskiemu jako plenipotenta ojca, dlaczego wyrażała się o nim z ogromną pogardą (nauki angielskiego się opłaciły, ponieważ tamci rozmawiali w tym języku). Z czasem przyzwyczaił się do tego „dziwnego” aglomeracje, dużo zwiedzał, chodził w najodleglejsze miejsca oraz do teatru, kawiarni, muzeów. W pociągu jadącym do Zasławka spotkał barona Dalskiego, starszego mężczyznę także jadącego do majątku. Plany Rzeckiego jednak się nie spełniły: przypadkiem ujrzał Stacha spacerującego pod oknami pałacu księcia, tęsknie spoglądającego w jego okna. Na początku czerwca jego obowiązki i pozycję społeczną przejął Henryk Szlangbaum.
[43926] [43927] [43928] [43929] [43930] [43931] [43932] [43933] [43934] [43935] [43936] [43937] [43938] [43939] [43940] [43941] [43942] [43943] [43944] [43945] [43946] [43947] [43948] [43949] [43950] [43951] [43952] [43953] [43954] [43955] [43956] [43957] [43958] [43959] [43960] [43961] [43962] [43963] [43964] [43965] [43966] [43967] [43968] [43969] [43970] [43971] [43972] [43973] [43974] [43975] [43976] [43977] [43978] [43979] [43980]