Lalka dla odważnych
Wokulski poprzez szkło butelek Na początku 1878 roku świat nękały liczne kwestie. Byli w gronie nich ajent handlowy Szprot, fabrykant powozów pan Deklewski oraz radca Węgrowicz. Przeglądał towary w gablotach (spinki, rękawiczki, albumy itd przedmioty), ażeby punktualnie o godzinie ósmej otworzyć drzwi wejściowe sklepu. Prawe okno przeznaczone dla galanterii zbytkownych mieściło zwykle jakiś brąz, porcelanową wazę, całą zastawę buduarowego stolika, dokoła których ustawiały się albumy, lichtarze, portmonety, wachlarze, w towarzystwie lasek, parasoli i niezliczonej ilości drobnych a eleganckich przedmiotów. Niejednokrotnie nawet w nocy budził chłopca, każąc się gimnastykować: „Dobrze to pamiętam, gdyż ojciec komenderując: "Pół obrotu na prawo!" lub "Lewe ramię naprzód - marsz!. Dopiero po śniadaniu w sklepie robił się ruch. Wokulski wyznał, iż to dzięki trwającemu konfliktowi zbrojnemu wzbogacił się, a szczegółowo dzięki bogatemu wspólnikowi i celnym inwestycjom. Bo widzisz, najgorszą samotnością nie jest ta, która otacza człowieka, ale ta pustka w nim samym, kiedy z państwie nie wyniósł ani cieplejszego spojrzenia, ani serdecznego słówka, ani wręcz iskry nadziei. Nie zapomniał również o tym, iż mężczyzna wraz ze swą córką miał w ich sklepie otwarty kredyt. Po powrocie do pokoju służący Piotr przyniósł mężczyznom obiad. Przed godziną byłem pełen trucizny, a właśnie jestem tak spokojny i - jakiś pusty, jakby uciekła ze mnie dusza i wnętrzności, a została wyłącznie skóra i odzież. Subiekt wspominał czasy powstania na Węgrzech w latach 1846-1847, gdy podejmował bodaj najważniejsze decyzje w swoim życiu. Wciąż jednak myślami był na Starym Mieście i Podwalu. Gospodarz poprosił, by gość wypowiedział się o handlu z Rosją okowitą i zbożem, na co Wokulski stwierdził, iż zna się jedynie na handlu towarami (perkalem), opowiadając, jak można na tym zajęciu zarobić.
Dopiero po powrocie do domu przypomniała sobie, że posiada ich odwiedzić Wokulski. Nazajutrz Łęcki wysłał do bohatera list z prośbą, ażeby przyszedł i uregulował jego długi u Żydów. Po wejściu służącego, proszącego w imieniu pana do gabinetu, Wokulski opuścił roześmiane towarzystwo. Subiekt zaproponował Szumanowi spacer. Przypomniały mu się czasy młodości, gdy w roku 1857, pracując w winiarni u Hopfera, pierwszy raz spotkał się z przyjacielem. Mężczyznaten wmawiał synowi, żeby nie wydawał na książki, lecz dokładał mu na kontynuację sprawy.. Gdy wysiedli, baron rozmową umilał czas nadzieja na konie. Dzięki wizycie w Zasławku, Wokulski na swoje oczy widział przykład rozumnego gospodarowania. Gdy Stanisław znalazł proboszcza, który zgodził się na zlokalizowanie pamiątkowego napisu na zamkowym kamieniu i polecił człowieka, który go wykona, bohater poznał miejscowego rzemieślnika – Węgiełka. Jakby tego było niedużo, zatroszczył się o finansową przyszłe lata pani Heleny Stawskiej, z powodu której miał wyrzuty sumienia Nieustannie analizował imię „Izabela”: zamierzał dosłownie kupić niewielki folwark pod Warszawą i nazwać go „Izabelinem”. W myślach był na siebie zły za romantyczny idealizm, który sprawił ubóstwianie niegodnej tego kobiety. Nie miał siły poinformować o ty czekającą na wiadomości Helenę. Gdy Szuman próbował go od tego odwieść, starania doktora spełzły na niczym. W rozmowie ze starym subiektem młody wynalazca przedstawił własne zdanie o bezczynności arystokracji , a dodatkowo zapewnił o ogromnym szacunku, którym darzył Wokulskiego. Przybyli do jego lokalu mieszkalnego na zawołanie służącego, doktor Szuman z Ochockim i Maruszewiczem dowiedzieli się od wynalazcy o zamiarze wstąpienia panny Izabeli do klasztoru.
[2350] [2351] [2352] [2353] [2354] [2355] [2356] [2357] [2358] [2359] [2360] [2361] [2362] [2363] [2364] [2365] [2366] [2367] [2368] [2369] [2370] [2371] [2372] [2373] [2374] [2375] [2376] [2377] [2378] [2379] [2380] [2381] [2382] [2383] [2384] [2385] [2386] [2387] [2388] [2389] [2390] [2391] [2392] [2393] [2394] [2395] [2396] [2397] [2398] [2399] [2400] [2401] [2402] [2403] [2404]