Lalka dla odważnych
. Potem drzwiami od podwórka wbiegał stary Mincel mrucząc: Morgen!, poprawiał szlafmycę, dobywał z szuflady księgę, wciskał się w fotel i parę razy ciągnął za sznurek kozaka. Gruba gra?.”. Po obiedzie panna Łęcka otrzymała drugi list od ciotki (hrabina przepraszała za ofertę w sprawie sreber , a dodatkowo donosiła, iż Wokulski zaofiarował kolejną sumę wspomagającą jej działalność dobroczynną – zobowiązał się pokryć koszty odrestaurowania i wystroju grobu w kościele). To straszni wszyscy. Wokół damy kręcił się pan Mraczewski, pomagając w wyborze. Gdy już nalazł się w kaplicy, podszedł do panny Łęckiej i hrabiny Karolowej, kwestujących na rzecz ochronki sierot, i złożył na ich tacy ofiarę w postaci rulonu imperiałów wartości sztuki złota. Najbardziej niepokoił subiekta fakt, iż przyjaciel coraz w bardzo wielu przypadkach przebywał w kręgach arystokracji, co irytowało kupieckie środowiska, rozczarowane wielkopańską postawą Stanisława. Wraz z powiększeniem sklepu grono subiektów zasilił zasymilowany Żyd Szlangbaum (bez przerwy wytyka mu się jego pochodzenie). Nawet pan Mraczewski odnalazł dla siebie miejsce w Moskwie – przywozi bowiem z Petersburga nowe idee, głoszące bezpodstawność bogactwa arystokratycznej warstwy społeczeństwa. Ten doradził mu jednakże scedowanie licytacji kamienicy staremu Szlaungbaumowi. Doktor, zaskoczony udziałem przyjaciela w wyścigach, zgodził się. Stanisław wspomniał o planowanym wyjeździe na wystawę do Paryża.
Rozmawiali o etykiecie: Stanisław wygłosił opinię, iż nie preferuje być niewolnikiem zasad, gdyż widział towarzystwo, gdzie o nich zapominano. W istocie baron nie był chory jedynie zły na nachodzących go komorników. Obserwujący oddalającą się parę, hrabina Karolowa i pan Tomasz, komentowali słabość kupca galanteryjnego do pięknej Izabeli. Gdy ojciec się położył, zaczęła podejrzewać, iż zbliża się nieuchronnie termin jej zamążpójścia (nie brała pod uwagę Wokulskiego). Nazajutrz Łęcki wysłał do bohatera list z prośbą, aby przyszedł i uregulował jego długi u Żydów. Mężczyźni uzgodnili ostatnie warunki pożyczki i starszy z nich zapytał, czy to prawda, że Wokulski kupił jego kamienicę. Zdał sklep pod opiekę Lisieckiego i Szlangbauma, a sam poszedł pierwszy raz zobaczyć zakup przyjaciela. Jej mąż Ludwik, oskarżony o morderstwo na lichwiarce, uciekł za granicę, a gdy prawdziwego mordercę znaleziono, a jego uniewinniono, nie dał znaku życia. Profesor był chemikiem-wynalazcą, a całą fortunę utopił w badaniach i odkryciach. Nazajutrz rano, po liście wzywającym ją do Warszawy, Łęcka wyjechała. Udało mu się wręcz nakłonić Stacha do złożenia wizyty swoim lokatorom. Pewnego razu Wokulski spotkałKazimierę Wąsowska. Jakby tego było niedużo, zatroszczył się o finansową przyszłe dni pani Heleny Stawskiej, z powodu której miał wyrzuty sumienia Bez przerwy analizował imię „Izabela”: zamierzał nawet zakupić mały folwark pod Warszawą i nazwać go „Izabelinem”. Dając dróżnikowi kilka sturublówek poradził, aby na drugi raz nie ściągał żadnego człowieka z torów. Ta rozmowa dostarczyła Stanisławowi energii. Na pytanie Szumana, kto zostanie w Bydgoszczy, jednogłośnie odpowiedzieli: Henryk Szlangbaum, żydowski lichwiarz, i Maruszewicz, polski malwersant.
[1865] [1866] [1867] [1868] [1869] [1870] [1871] [1872] [1873] [1874] [1875] [1876] [1877] [1878] [1879] [1880] [1881] [1882] [1883] [1884] [1885] [1886] [1887] [1888] [1889] [1890] [1891] [1892] [1893] [1894] [1895] [1896] [1897] [1898] [1899] [1900] [1901] [1902] [1903] [1904] [1905] [1906] [1907] [1908] [1909] [1910] [1911] [1912] [1913] [1914] [1915] [1916] [1917] [1918] [1919]