Lalka dla odważnych
Razem z nim na przerwę wychodził Klejn. Wielokrotnie wręcz w nocy budził chłopca, każąc się gimnastykować: „Dobrze to pamiętam, gdyż ojciec komenderując: "Pół obrotu na prawo!" lub "Lewe ramię naprzód - marsz!. Na łożu śmierci pożegnał syna słowami: „Pamiętaj!. Podkreślił, iż wszystko robił uczciwie i że jego pieniądze nie są naznaczone oszustwem: „- Nie bój się - ciągnął Wokulski. W pewnej chwili Wokulski zapytał o niejakiego Łęckiego, na co przyjaciel poinformował, iż to bankrut i w tym roku jego kamienica, w której zajmował ogromne mieszkanie, zostanie zlicytowana. W kolejnej części listu ciotka chwaliła tego człowieka: „Kilku takich Wokulskich, a czuję, że na starość zostałabym demokratką... Po wylewnym podziękowaniu, Wokulski zawrócił. Wokulski nie odmówił, ale zaproszenie nie zrobiło na nim wrażenia. Przed zobaczeniem zwierzęcia Wokulski uregulował jeszcze dług barona u dyrektora stajni za opiekę i schronienie dla konia, prosząc jednocześnie, ażeby na wyścigi wyprowadzano go bezimiennie. Choćby Wokulski wygrał pojedynek, postrzeliwszy barona w twarz, to mecenas zarzucił mu lekkomyślne zachowanie i ostrzegł przed arystokracją, mogącą w tym momencie odstąpić od planowanej spółki. Budynek miał być kupiony dla Wokulskiego, ale nie przez niego, gdyż figurantem na licytacji miał być Szlangbaum. Łęcka rozprawiała o Rossim, niedocenianym poprzez Warszawiaków wielkim artyście.
Ignacy przed sądem zobaczył Łęckiego rozmawiającego ze swoim adwokatem, a w budynku dostrzegł baronową Krzeszowską (także z mecenasem). Licytacja miała się rozpocząć za godzinę, więc poszedł do kościoła nieopodal i do cukierni, gdzie nasłuchał się różnorakich wywodów i rozważań Żydów na zagadnienie licytacji. Potem przyjmowała osób, którzy pożyczali kiedyś jej ojcu pieniądze, a w chwili obecnej, dowiedziawszy się o sfinalizowanej sprzedaży majątku, przychodzili odzyskać swą własność. Zapowiedziała jego jutrzejsze odwiedziny. Z zamieszania i prawdopodobnej awantury uratowało wszystkich przybycie Wokulskiego, który nakazał Żydom, by o osiemnastej przyszli do niego i wtedy dostaną pieniądze. - Ja - odpowiedział jakiś prawie obcy mi głos. Nareszcie przyszedł - w cudzej odzieży, zmizerowany, ale z zadartą głową. Nie mógł zrozumieć, dlaczego ukochana przedstawiła go Starskiemu jako plenipotenta ojca, dlaczego wyrażała się o nim z ogromną pogardą (nauki angielskiego się opłaciły, ponieważ tamci rozmawiali w tym języku). Schował podarunek z złoty medalion, który zawiesił na szyi jako szkaplerz. Rozdział IV Wiejskie rozrywki W Zasławku Wokulski zastał całą galerię arystokratycznych typów. Rozdział VII, VIII, IX Pamiętnik starego subiekta. Dzięki temu wszystko wyjaśniło się na korzyść pani Stawskiej. Ci zaczęli plotkować, iż była utrzymanką Stanisława. Gdy sklep został przejęty przez Henryka Szlangbauma, pan Rzecki nie widział już dla siebie miejsca pośród nowych subiektów. Gdy do subiekta przyszedł list od Węgiełka, pan Ignacy dowiedział się o wybuchu w zasławskim zamku, z czego doktor Szuman wysnuł hipotezę o śmierci Wokulskiego w ruinach. Niewierzący w takie zakończenie, przekonany o pobycie przyjaciela w pracowni Geista, stary subiekt postanowił otworzyć sklep będący konkurencją dla Szlangbauma.
[23904] [23905] [23906] [23907] [23908] [23909] [23910] [23911] [23912] [23913] [23914] [23915] [23916] [23917] [23918] [23919] [23920] [23921] [23922] [23923] [23924] [23925] [23926] [23927] [23928] [23929] [23930] [23931] [23932] [23933] [23934] [23935] [23936] [23937] [23938] [23939] [23940] [23941] [23942] [23943] [23944] [23945] [23946] [23947] [23948] [23949] [23950] [23951] [23952] [23953] [23954] [23955] [23956] [23957] [23958]