26198 kasiorki

Lalka dla odważnych

Radca zaczął opowiadać o prywatnej osiemnastoletniej znajomości z Wokulskim. O szóstej trzydzieści wraz ze służącym Piotrem, do obowiązków którego należało zamiatanie podłogi, wchodził do swojego miejsca pracy. O ósmej, wraz ze służącą, przychodziła do sklepu mamusia starego Mincla, przynosząc pracownikom kosz bułek i kawę. Tak było kiedyś… W obecnej chwili, gdy rozeszła się już wieść o bankructwie Łęckich, Ci przestali ich zapraszać, a nawet odwiedzać.”. Doszła do wniosku, że mężczyzna ją osacza i że stara się wkraść się, przez planowane z nią małżeństwo, do sfery arystokracji.. Z zamyślenia wyrwało go spotkanie z Wysockim, robotnikiem najemnym, byłym pracownikiem przy rozładowywaniu transportu w Olsztynie, który opowiedział o swoim ciężkim życiu. W wyniku miłej rozmowy Stanisław obiecał staruszce, iż postawi nieżyjącemu krewnemu nagrobek. Był przyrodnikiem, chemikiem , a dodatkowo wynalazcą pasjonatem, zakochanym w indywidualnych naukowych i technicznych odkryciach, marzącym o budowie maszyny latającej. Pani Meliton informowała, iż pan Maruszewicz, znajomy skłóconego małżeństwa, ma zaproponować Stanisławowi zakup zwierzęcia, ulubieńca panny Łęckiej. Potem od mecenasa dowiedział się o sumie, z jaką baronowa stanie do licytacji – sześćdziesiąt tysięcy rubli. Przed zobaczeniem zwierzęcia Wokulski uregulował jeszcze dług barona u dyrektora stajni za opiekę i schronienie dla konia, prosząc jednocześnie, by na wyścigi wyprowadzano go bezimiennie. Miał za ogromne plany związane z koniem…wierzył w zwycięstwo klaczy i od jej sukcesu uzależnił osobiste powodzenie w miłości.

Na pytanie o sposobność podziękowania za jego teraźniejsze uprzejmości, rycerskim tonem poprosił o certyfikat służenia jej w każdej chwili i we Tobie, po czym pożegnał się i wyszedł. Wydedukował sobie, że Wokulski na 100% nie zrobiłby takiego głupstwa i nie stracił tylu kasy w złym interesie. Stanisław natomiast wychwalał wyjątkowość autorki listu, żadne wyrazu subiekta nie docierały do jego „prywatnego szczęścia”. Zubożały arystokrata wrócił do lokalu mieszkalnego powozem Wokulskiego i opowiedział córce o wyniku licytacji. Zapowiedziała jego jutrzejsze odwiedziny. Z kolei Florentyna dała Izabeli list od baronowej Krzeszowskiej, która pisała, że ich kamienicę kupił Stanisław Wokulski poprzez lichwiarza Żyda, a dodatkowo podstawiając w sądzie fałszywych licytantów. Stach odjechał, nie podając terminu powrotu. Przez zaborczość i zazdrość posunęła się wręcz do śledzenia, choćby Wokulski nie dawał jej powodów do takiego zachowania, był na każde jej skinienie. Rzecki pamięta, jak pewnego razu nasmarowała się jakimś mazidłem: „I zmarło biedactwo niespełna we dwie doby na zakażenie krwi, tyle tylko mając przytomności, żeby wezwać rejenta i cały majątek przekazać swemu Stasiulkowi. Schował podarunek z złoty medalion, który zawiesił na szyi jako szkaplerz. Tym samym Izabela nie mogła liczyć na oświadczyny Starskiego, który już kiedyś zapowiedział, że nigdy nie poślubiłby „gołej panny”. Rozdział XIII Czas ucieka, wieczność pozostaje. W tym okresie czasu wykonał wiele dobroczynnych gestów, między innymi swoim byłym subiektom, Lisieckiemu i Klejnowi, zapisał po cztery tysiące rubli tytułem zadośćuczynienia szkodom, jakich doznali, gdy sprzedał sklep Szlangbaumowi. Bohater czuł się zdruzgotany i wykończony psychicznie. Rozdział XIV Pamiętnik starego subiekta. Kamieniarz wyznał, że od poznania tej tajemnicy, zmienił metodę traktowania Marianny.

[26143] [26144] [26145] [26146] [26147] [26148] [26149] [26150] [26151] [26152] [26153] [26154] [26155] [26156] [26157] [26158] [26159] [26160] [26161] [26162] [26163] [26164] [26165] [26166] [26167] [26168] [26169] [26170] [26171] [26172] [26173] [26174] [26175] [26176] [26177] [26178] [26179] [26180] [26181] [26182] [26183] [26184] [26185] [26186] [26187] [26188] [26189] [26190] [26191] [26192] [26193] [26194] [26195] [26196] [26197]