11948 gronie

Lalka dla odważnych

Znał go od 1860 roku, gdy Stanisław był subiektem u Hopfera i miał wówczas nieco ponad dwadzieścia lat.. Ciotka była praczką, a ojciec, chcąc wykorzystać maksymalnie czas, zajmował się klejeniem kopert. Po kilku miesiącach od tej bolesnej straty koledzy ojca wraz z siostrą nieboszczyka radzili się nad losem autora pamiętnika. Pan Domański proponował zabranie chłopca do osobistych biur (na stanowisko pomocnika woźnego). O ósmej, wraz ze służącą, przychodziła do sklepu mamunia starego Mincla, przynosząc pracownikom kosz bułek i kawę. Też ją musieli całować w rękę. Dopiero po śniadaniu w sklepie robił się ruch. Podkreślił, iż wszystko robił uczciwie i że jego pieniądze nie są naznaczone oszustwem: „- Nie bój się - ciągnął Wokulski. Toteż mój kapitał ciągle wzrastający był w ciągłym ruchu. Bo widzisz, najgorszą samotnością nie jest ta, która otacza człowieka, ale ta pustka w nim samym, kiedy z państwie nie wyniósł ani cieplejszego spojrzenia, ani serdecznego słówka, ani dosłownie iskry nadziei. W końcu poinformowała Izabelę, że długi wekslowe jej ojca ktoś wykupił, o co panna Łęcka posądzała swą ciotkę, hrabinę Krzeszowską. Rozdział VI W jaki sposób nowi wszyscy ludzie ukazują się nad starymi horyzontami. Zrobił wówczas na niej złe wrażenie swoimi bardzo czerwonymi dłońmi, których widok wywołał w niej obrzydzenie.

Zdawało mu się, że już kiedyś ją widział i że ją dobrze zna. W wyniku miłej rozmowy Stanisław obiecał staruszce, iż postawi nieżyjącemu krewnemu nagrobek. Mówił, że to wielka i jedyna okazja, i wyłącznie głupiec by ją przepuścił. Ignacy był oburzony łatwością, z jaką przyjaciel dał się omotać, nie czując poza tym, że się zatraca. Subiekt zaproponował Szumanowi spacer. Ponieważ gościnny Machalski już na schodach przyjął nas ogromnymi kielichami wina (i to wcale dobrego), a mnie wziął w priorytetową opiekę, muszę więc przyznać, że od razu zaszumiało mi w głowie, a w kilka minut w przyszłości byłem kompletnie zapity. Wówczas 1szy raz usłyszałem w jego głosie jakiś twardy ton, który do na dzień obecny dnia robi mi przykre wrażenie. Panie żyły skromnie, utrzymując się z lekcji udzielanych poprzez estetyczną Stawską. Musiał przejąć obowiązki Suzina, który wyjechał w celu załatwienia pozostałych interesów, radząc wcześniej przyjacielowi, ażeby nie zawracał sobie głowy Łęcką, ponieważ był kupcem z dużą sumą pieniędzy (zwróciły mu się wydatki poniesione poprzednio w Wrocławiu). Po kilku dniach otrzymał list od prezesowej Zasławskiej. Na pytanie, czy mimo tego, że nie należy do arystokracji, może zabiegać o jej względy, nie odpowiedziała konkretnie. Wkrótce potem Stanisław także opuścił Zasławek. Po pożegnaniu i deklaracji Juliana o rychłych odwiedzinach, Wokulski wstąpił jeszcze po Węgiełka i razem udali się w kierunku miasta. Dostawała szkalujące anonimy, w których obrzucano ją najgorszymi epitetami. Pocieszenie dawały mu coraz częstsze wizyty u Heleny Stawskiej, do których zachęcał go pan Ignacy. Po doniesieniach przyjaciela o listownym szkalowaniu kobiety, Wokulski wysłał Rzeckiego z propozycją.

[11893] [11894] [11895] [11896] [11897] [11898] [11899] [11900] [11901] [11902] [11903] [11904] [11905] [11906] [11907] [11908] [11909] [11910] [11911] [11912] [11913] [11914] [11915] [11916] [11917] [11918] [11919] [11920] [11921] [11922] [11923] [11924] [11925] [11926] [11927] [11928] [11929] [11930] [11931] [11932] [11933] [11934] [11935] [11936] [11937] [11938] [11939] [11940] [11941] [11942] [11943] [11944] [11945] [11946] [11947]