Lalka dla odważnych
W lewym znowu oknie, napełnionym okazami krawatów, rękawiczek, kaloszy i perfum, miejsce środkowe zajmowały zabawki, w ogromnej liczbie przypadków poruszające się”. Pan Ignacy wraz z nim i jego siostrą mieszkał w dwóch maleńkich i skromnych pokoikach na Starym Mieście. „I tak się to zaczęło…” Rzecki wspomina, iż sklep Niemca w każdym momencie mu się podobał, ilekroć ciotka go po coś do niego wysyłała: „biegłem po sprawunki i patrzyłem na okna wystawowe”. Rano w ogromnej liczbie przypadków klientami byli służący albo biedacy. Jego serce wypełniało szczęście z niespodziewanego powrotu wojaka. Nie zapomniał także o tym, iż mężczyzna wraz ze swą córką miał w ich sklepie otwarty kredyt. Właściwie każde jej życzenie czy marzenie było spełniane w tym samym momencie." Paradne są te wielkie damy; próżniak, szuler, wręcz złodziej, byle miał nazwisko, stanowi dla nich dobre towarzystwo, choćby fizjognomią zamiast ojca przypominał lokaja swej matki. Chciał spostrzec płat nadrzecznej ziemi zasypanej śmieciami. Pani Meliton, w młodości nauczycielka, a dzisiaj swatka, miała ciężkie życie. Stanisław przystał na tę propozycję i złożył wizytę Żydowi, którego poprosił o wzięcie udział w licytacji budynku i jego kupno za dziewięćdziesiąt tysięcy rubli (miał zrobić to w jego imieniu, niemniej jednak w zupełnej tajemnicy). Choć Wokulski wygrał pojedynek, postrzeliwszy barona w twarz, to mecenas zarzucił mu lekkomyślne zachowanie i ostrzegł przed arystokracją, mogącą w tej chwili odstąpić od planowanej firmy. Zaszedł jeszcze do sklepu, gdzie okazało się, że inkasent Oberman zgubił ponad czterysta rubli, które należały do korporacji Wokulskiego. Wokulski po przeczytaniu kartek, wpadł na pomysł rozwiązania sytuacji.
W istocie baron nie był chory jedynie zły na nachodzących go komorników. W końcu i Ignacy musiał pójść, ponieważ Wokulski go poprosił, ażeby w antrakcie spektaklu wręczył aktorowi Rossiemu album z widokami Warszawy. Wystraszona, przewidywała, że będzie ją chciał wyrzucić z lokalu mieszkalnego i prosiła o wstawiennictwo w sprawie niskiego czynszu. Nie zaprzeczył, mówiąc także, że usuwa jej wszystkie przeszkody spod nóg. W bardzo wielu przypadkach odwiedzał go ojciec, zabierając mu zarobione pieniądze. Marzyło mi się, że pan Leon mówi, jak zwykle, o potędze wiary, o upadku duchów i o potrzebie poświęcenia, czemu głośno wtórowali obecni. Spojrzałem. na drugi dzień nie mogłem go poznać: w starcu ocknął się mój Stach Wokulski: Wyprostował się, oko nabrało blasku, głos siły. Z zewnątrz trzypiętrowy budynek nie przedstawiał się najlepiej. Fachowcowi poprzedniego roku spaliło się gospodarstwo z warsztatem, a w tej chwili razem z matką mieszkał w ogrodowej chałupie. Nie poddając się, wciąż planował związek głównego bohatera z córką pani Misiewiczowej. Pewnego dnia kuzynkę odwiedziła pani Wąsowska wraz z Julianem Ochockim. Kobietaprzyjęła dowód miłości i poinformowała o tym panią Wąsowską, chłodno nastawioną do ich związku. Malwersant pojawił się po paru dniach u Stanisława. Fakt przyjęcia oświadczyn przez Izabelę wywołał w bohaterze „dziwną rzewność i współczucie”, poczuł „niepokonaną potrzebę robienia wspaniała innym”. Spotkał się jeszcze dwa razy z Wąsowską, adwokatem i rejentem, a po uregulowaniu wszystkich spraw wyjechał, a jego majątek (sprzęty, konie, powóz i inne rzeczy) wykupił Henryk Szlangbaum.
[10993] [10994] [10995] [10996] [10997] [10998] [10999] [11000] [11001] [11002] [11003] [11004] [11005] [11006] [11007] [11008] [11009] [11010] [11011] [11012] [11013] [11014] [11015] [11016] [11017] [11018] [11019] [11020] [11021] [11022] [11023] [11024] [11025] [11026] [11027] [11028] [11029] [11030] [11031] [11032] [11033] [11034] [11035] [11036] [11037] [11038] [11039] [11040] [11041] [11042] [11043] [11044] [11045] [11046] [11047]