Lalka dla odważnych
Wracali około czternastej, a wówczas na przerwę wychodzili Lisiecki z Mraczewskim. Mógł tak leżeć godzinami: „Lecz im mniej wychodził, tym w wielu wypadkach marzył o jakiejś dalekiej podróży na wieś lub za granicę. Potem drzwiami od podwórka wbiegał stary Mincel mrucząc: Morgen!, poprawiał szlafmycę, dobywał z szuflady księgę, wciskał się w fotel i parę razy ciągnął za sznurek kozaka. W końcu poinformowała Izabelę, że długi wekslowe jej ojca ktoś wykupił, o co panna Łęcka posądzała swą ciotkę, hrabinę Krzeszowską. Chciał ujrzeć płat nadrzecznej świata zasypanej śmieciami.. Na jednym z postojów w węgierskiej chacie rozżalony brakiem równości i wolności na świecie Katz popełnił samobójstwo. Najbardziej niepokoił subiekta fakt, iż przyjaciel coraz w bardzo wielu sytuacjach przebywał w kręgach arystokracji, co irytowało kupieckie środowiska, rozczarowane wielkopańską postawą Stanisława. Rozmowa uspokoiła Stacha – Julian nie był jego rywalem. Drugim tematem, o którym czytał Wokulski, była klacz Krzeszowskich, którą baronowa odkupiła od męża i wystawiła do wyścigu. W dzień wyścigów na Polach Mokotowskich Wokulski pojechał ujrzeć swoją klacz. Przywitał się i zapewnił o wygranej klaczy Sułtanki, żeby nie stało się zadość zakładowi damy. Przed kilku laty Łęcka była w nim zakochana, zresztą ma możliwość w chwili obecnej również… Właśnie przyjechał do Warszawy na występy i choć obiecał odwiedziny, czekały cztery godziny na próżno. Rzecki udał się do działu tkanin, gdzie pracował Henryk (syn starego Żyda Śzlangbauma), ale pomimo licznych pytań dotyczących jego ojca, nie dowiedział się detali.
Pan Rzecki po powrocie do sklepu zastał czekającego Mraczewskiego, rozprawiającego o tym, jak to można Wokulski straci kilkadziesiąt tysięcy rubli, nie wchodząc w interes z Suzinem. Przypomniał sobie kupno powozu, wyścigi, ofiary na cele dobroczynne, kwiaty dla Rossiego. Wokulski był wówczas młodzieńcem, pracującym u Hopfera od czterech lat.. Jej mąż Ludwik, oskarżony o morderstwo na lichwiarce, uciekł za granicę, a gdy prawdziwego mordercę znaleziono, a jego uniewinniono, nie dał znaku życia. Miał mu w tym pomóc pan Iumart, wykształcony pracownik Rosjanina, władający czterema językami. Profesor był chemikiem-wynalazcą, a całą fortunę utopił w badaniach i odkryciach. Zdziwiona nieobecnością swego galanteryjnego amanta przy powitaniu, Łęcka udała się na odpoczynek. Gdy Stanisław dowiedział się o przyjeździe kobiety, był tak przejęty, iż nerwy odmawiały mu posłuszeństwa. Zaczęła czynić mu ewidentne nadzieje. Na pytanie, czy mimo tego, że nie trzeba do arystokracji, może zabiegać o jej względy, nie odpowiedziała konkretnie. Na pytanie o prawdziwość plotki o oświadczynach Stanisława, Izabela odpowiedział wymijająco: „ma możliwość tak, może nie”. Baronowa Krzeszowska bardzo się zmieniła, czuła się samotna w wielkim mieszkaniu. Małżeństwo się pogodziło. Bohater przypominał sobie, w jaki sposób dostał się ze Skierniewic do Warszawy. Baronowa, której powierzył misję odszukania Ludwika Stawskiego donosiła, iż mężczyznanie żyje.
[45748] [45749] [45750] [45751] [45752] [45753] [45754] [45755] [45756] [45757] [45758] [45759] [45760] [45761] [45762] [45763] [45764] [45765] [45766] [45767] [45768] [45769] [45770] [45771] [45772] [45773] [45774] [45775] [45776] [45777] [45778] [45779] [45780] [45781] [45782] [45783] [45784] [45785] [45786] [45787] [45788] [45789] [45790] [45791] [45792] [45793] [45794] [45795] [45796] [45797] [45798] [45799] [45800] [45801] [45802]