Lalka dla odważnych
Radca opowiadał jak półtora roku temu, po czterech latach małżeństwa, Minclowa zmarła, zostawiając mężowi sklep i trzydzieści tysięcy rubli w gotówce (na tę sumę pracowały dwa pokolenia Minclów): „Ten natomiast, wariat, rzucił wszystko i pojechał robić interesa na wojnie. Wielokrotnie dosłownie w nocy budził chłopca, każąc się gimnastykować: „Dobrze to pamiętam, gdyż ojciec komenderując: "Pół obrotu na prawo!" lub "Lewe ramię naprzód - marsz!. Dopiero po nim ukazywał się Jan Mincel i ucałowawszy stryja w rękę, stawał za swoim kontuarem, na którym w trakcie lata łapał muchy, a w zimie kreślił palcem lub pięścią jakieś figury... Po lekturze w Łęckiej zrodziła się pogarda i zniecierpliwienie dla poczynań tego człowieka. Oni umieją łamać, usidlać, płaszczyć się, wszystko ryzykować, wręcz – cierpliwie czekać... Chyba pojadę na wystawę do Paryża, a potem w Alpy. Mężczyzna po zakupie wielu produktów nakazał odesłanie ich do lokalu mieszkalnego. Poślubiła człowieka, który ją bił i był alkoholikiem. Pożegnał dziękującą mu za wszystko Łęcką, po czym w doskonałym humorze pojechał do doktora Szumana, prosząc, by był jego sekundantem podczas pojedynku. Na drugi dzień Rzecki z Szumanem pojechali do hrabiego – Anglika, sekundanta Krzeszowskiego, aby uzgodnić szczegóły pojedynku.
Choć Wokulski wygrał pojedynek, postrzeliwszy barona w twarz, to mecenas zarzucił mu lekkomyślne zachowanie i ostrzegł przed arystokracją, mogącą teraz odstąpić od planowanej korporacji. Stanisław się zgodził i obiecał, że tamten zarobi na tej lokacie i że procenty od kapitału (w szczególności wysokie) będzie otrzymywał co pół roku. Zaszedł jeszcze do sklepu, gdzie okazało się, że inkasent Oberman zgubił ponad czterysta rubli, które należały do spółki Wokulskiego. Marianna bardzo mu dziękowała. W istocie baron nie był chory jedynie zły na nachodzących go komorników. Pan Rzecki po powrocie do sklepu zastał czekającego Mraczewskiego, rozprawiającego o tym, jak to Wokulski straci kilkadziesiąt tysięcy rubli, nie wchodząc w interes z Suzinem. Ignacy był oburzony łatwością, z jaką przyjaciel dał się omotać, nie czując a dodatkowo, że się zatraca. Zastali tam też pana Leona i parę innych ludzi: „Poszliśmy tam dobrze po dziewiątej i gdzież by, o ile nie do jego ulubionej piwnicy, w której przy migotaniu trzech łojowych świeczek zobaczyłem kilkanaście osób, a między nimi pana Leona. Wcześniej zapytał pana Klejna, wynajmującego tam dom, o drogę. Twierdziła, że jej mąż posyła kwiaty pewnej pani z tego budynku, która się źle prowadzi. Wzruszony Rzecki w imieniu Wokulskiego umorzył im czynsz do października i na pożegnanie obiecał pani Stawskiej, że odszuka jej małżonka. Po pożegnaniu i deklaracji Juliana o rychłych odwiedzinach, Wokulski wstąpił jeszcze po Węgiełka i razem udali się w kierunku miasta. Do kobiety docierała w pewnych sytuacjach pomysł, iż to prawdopodobnie efekt częstej bytności u nich pana Stanisława i jego pomocy przy pomnażaniu kapitalików gości. Mając poczucie emocjonalnego wyniszczenia, upadając i powstając, usiłował popełnić samobójstwo i rzucił się pod koła pociągu. Bohater czuł się zdruzgotany i wykończony psychicznie. Nie miał siły poinformować o ty czekającą na wiadomości Helenę.
[52137] [52138] [52139] [52140] [52141] [52142] [52143] [52144] [52145] [52146] [52147] [52148] [52149] [52150] [52151] [52152] [52153] [52154] [52155] [52156] [52157] [52158] [52159] [52160] [52161] [52162] [52163] [52164] [52165] [52166] [52167] [52168] [52169] [52170] [52171] [52172] [52173] [52174] [52175] [52176] [52177] [52178] [52179] [52180] [52181] [52182] [52183] [52184] [52185] [52186] [52187] [52188] [52189] [52190] [52191]