Lalka dla odważnych
Mniej więcej trzynastej każdego dnia Rzecki zdawał kasę Lisieckiemu, ponieważ miał do niego całe zaufanie i szedł do swego pokoju zjeść obiad przyniesiony z restauracji.. Stary Mincel był fanatykiem pracy: dosłownie w niedzielę przesiadywał w sklepie. Miesięcznym wynagrodzeniem młodego ucznia było dziesięć zł, z których musiał się wyliczyć przed Niemcem, i powiedzieć, jak wiele zaoszczędził.. Ponadto opowiadał o trudach i cierpieniach przeżytych na wojnie, pośród których najtrudniejsza do zniesienia była samotność i tęsknota za ojczyzną: „- Nie masz pojęcia, co ja wycierpiałem, oddalony od wszystkich, niepewny, czy już kogo zobaczę, tak strasznie samotny. Pan Tomasz utrzymywał już wyłącznie kontakty z rodziną, a córka odwiedzała jedynie hrabinę Karolową.”.". Mimo wstawiennictwa Rzeckiego, Wokulski był nieugięty i na wolne miejsce przyjął pana Ziębę. To wszystko nie wzbudziło w Wokulskim takiego podniecenia, jakie odczuł w chwili, gdy dostrzegł Izabelę. Rzecki opisał przyjęcie zorganizowane w Hotelu Europejskim z racji poświęcenia nowego sklepu, w którym udział wzięli bogaci kupcy oraz dodatkowo arystokraci. Pani Meliton, w młodości nauczycielka, a dziś swatka, miała ciężkie życie. Stanisław przystał na tę ofertę i złożył wizytę Żydowi, którego poprosił o wzięcie udział w licytacji budynku i jego kupno za dziewięćdziesiąt tysięcy rubli (miał zrobić to w jego imieniu, ale w zupełnej tajemnicy).
Po śnie, w którym Wokulski opiekował się jej domem, dbał o posag, postanowiła zaprosić go na obiad (ażeby wykorzystać jego doskonały charakter). Rozdział XVI „Ona” i „On” – i ci inni. Weszli do salonu, w którym siedziała Izabela i panna Florentyna. Rano w sklepie pan Ignacy, który pierwszy raz zaspał (po pokazaniu wstąpił do restauracji i wypił parę kieliszków), otrzymał anonimowy list, w którym jakaś kobieta oskarżała jego przyjaciela o dręczenie chorej kobiety. Nagle w czasie rozmowy w salonie pojawił się Starski. Zobowiązała się spędzić lato ze swym rozmówcą na wsi. Nie był to jedyny gość - ze względu na obecność Wokulskiego, do sklepu Minclów przychodziła Kasia Hopfer. Po zapytaniu o lokatorów, otrzymał informację, że połowa z nich płaci czynsz, a połowa nie. Droga upływała mu na niespokojnych myślach, ogarnęła go melancholia. Wokulski zgodził się na tę propozycję. Któregoś dnia pan Ignacy poinformował przyjaciela o ważnej nowinie: Ludwik Stawski żył pod przybranym nazwiskiem w Algierze, wskutek czego jego żona zrezygnowała z założenia sklepu i, aby uniknąć dalszego wstydu - zastanawiała się nad wyjazdem pod Częstochowę. Wokulski, pochłonięty jedynie świadomością, że ukochana przyjęła oświadczyny i gotów „umrzeć u nóg panny”, w przypływie wspaniałomyślności zniszczył sfałszowany i hańbiący Maruszewicza weksel, co potraktowano w środowisku jako wyraz bezsilności kupca (a wszakże uratował niegodziwca przed więzieniem). Oglądał reprodukcje malarstwa oraz rozważał ucieczkę do bezpiecznej przestrzeni pracowni profesora Geista. Po propozycji posiadacza mieszkania, odstąpił mężczyźnie indywidualne lokal mieszkalny. Rozdział XVI Pamiętnik starego subiekta. .
[52096] [52097] [52098] [52099] [52100] [52101] [52102] [52103] [52104] [52105] [52106] [52107] [52108] [52109] [52110] [52111] [52112] [52113] [52114] [52115] [52116] [52117] [52118] [52119] [52120] [52121] [52122] [52123] [52124] [52125] [52126] [52127] [52128] [52129] [52130] [52131] [52132] [52133] [52134] [52135] [52136] [52137] [52138] [52139] [52140] [52141] [52142] [52143] [52144] [52145] [52146] [52147] [52148] [52149] [52150]