Lalka dla odważnych
W 1870 roku wrócił do Warszawy z niewielkim funduszem: „Przez pół roku szukał zajęcia, z daleka omijając handle korzenne, których po dzisiaj dzień nienawidzi, aż nareszcie przy protekcji swego dzisiejszego dysponenta, Rzeckiego, wkręcił się do sklepu Minclowej, która akurat została wdową, i - w rok potem ożenił się z babą grubo starszą od niego”. Siadał wówczas w kantorku przy oknie, gdzie mieściło się jego stanowisko pracy. Z lokalu wychodził rzadko.. O ósmej, wraz ze służącą, przychodziła do sklepu mama starego Mincla, przynosząc pracownikom kosz bułek i kawę. Stary Mincel był fanatykiem pracy: dosłownie w niedzielę przesiadywał w sklepie. Drzewo znajomej formy, jakiś obdarty pagórek, kolor obłoku, przelot ptaka, dosłownie powiew wiatru bez żadnego zresztą powodu budził we mnie tak szaloną rozpacz, że uciekałem od osób." Choćby Izabela domyślała się trudnego położenia swej rodziny, to jej duma nie pozwalała pogodzić się z nową sytuacją. Gardziła nim, mimo iż prócz kilkusekundowego spotkania, nie znała go całkiem dobrze: „- Nic znasz tych ludzi [pokroju Wokulskiego], a ja widziałam ich przy pracy.. Co ja teraz będę robił? czym będę żył?.. W towarzystwo arystokratyczne wprowadził go pan Łęcki, przedstawiając śmietankę towarzyską Warszawy. Wokulski, po otrzymaniu listu od Łęckigo, nie mógł usiedzieć w miejscu.
W trakcie obiadu gość celowo używał noża do ryb, czym poruszył ukochaną. Na pytanie o sposobność podziękowania za jego dotychczasowe uprzejmości, rycerskim tonem poprosił o licencja służenia jej w każdym momencie i we wszystkim, po czym pożegnał się i wyszedł. Poinformował ją o wynajętym pokoju, dał pieniądze na zagospodarowanie, na maszynę do szycia, i zapewnił, ażeby o nic się nie martwiła (powiedział, ze oczywiście poszukają się chętni na używanie z ich krawieckich usług). Nie wiedział jeszcze, jak bardzo się mylił… Rozdział XIX Pierwsze ostrzeżenie. Zaniósł jednakże korespondencję. Rzecki wspominał, ze u Hopfera był też dwudziestoletni młodzieniec – Leon, chłopak bardzo zdolny i motywujący Stacha do dalszej nauki. - Ja - odpowiedział jakiś niemalże obcy mi głos. Odbyło się nawet huczne wesele, w tydzień po którym młodszy małżonek zajął miejsce Mincla w sklepie i wziął się do roboty: nawiązał nowe kontakty z kupcami moskiewskimi, co potroiło obroty sklepu. Rosjanin, szczęśliwy z przyjazdu wspólnika, zabrał zmęczonego Stanisława do hotelu, gdzie objaśnił elementy ich przyszłego interesu (Wokulski miał zarobić pięćdziesiąt tysięcy rubli). Zaproponował Stanisławowi wejście w firmę i sfinansowanie dalszych badań nad jego obecnym wynalazkiem. Odnawiał dla niej swój dom, skupywał zagraniczne meble, a wręcz sporządził testament, w którym zapisał przyszłej małżonce wszystko, co posiadał. Na zakończenie opowieści Stanisław zapytał Izabelę: „Obudzisz się ty, moja królewno?”, a kobieta wymijająco odpowiedziała: „Nie wiem, może”. Pewnego dnia pojawił się u niego Maruszewicz i próbował wyłudzić od starego subiekta prowizje za pośrednictwo w dystrybucji kamienicy Łęckich. Jakby tego było niedużo, zatroszczył się o finansową przyszłe lata pani Heleny Stawskiej, z powodu której miał wyrzuty sumienia Cały czas analizował imię „Izabela”: zamierzał wręcz zakupić mały folwark pod Warszawą i nazwać go „Izabelinem”. Nie miał siły poinformować o ty czekającą na wiadomości Helenę. W trakcie wizyty Węgiełka, zamierzającego założyć fabrykę, Stanisław dowiedział się o trudnej historii małżeństwa i urazie do żony w skutek jej wcześniejszej znajomości ze Starskim (wyznał, iż to on 1-wszy ja „zbałamucił”).
[33698] [33699] [33700] [33701] [33702] [33703] [33704] [33705] [33706] [33707] [33708] [33709] [33710] [33711] [33712] [33713] [33714] [33715] [33716] [33717] [33718] [33719] [33720] [33721] [33722] [33723] [33724] [33725] [33726] [33727] [33728] [33729] [33730] [33731] [33732] [33733] [33734] [33735] [33736] [33737] [33738] [33739] [33740] [33741] [33742] [33743] [33744] [33745] [33746] [33747] [33748] [33749] [33750] [33751] [33752]