30563 dachem

Lalka dla odważnych

Rzecki podliczał wówczas dzienny utarg i robił plany na następny dzień pracy. Rano zazwyczaj klientami byli służący lub biedacy. W 1846 roku handel w sklepie nieco osłabł, wtedy to w końcu pełnoprawnym subiektem został Ignacy Rzecki. W 1850 roku Franc został na miejscu (na Podwalu) z towarami kolonialnymi, a Jan z galanterią przeniósł się do sklepu na Krakowskie Przedmieście (którym w czasie akcji powieści kieruje Ignacy Rzecki). Ogarnęła go tam dziwna choroba, przejawiająca się „bólem duszy”, doskwierającym mu do tego stopnia, iż chciało mu się „wyć” z bólu... Chciał ujrzeć płat nadrzecznej świata zasypanej śmieciami. Po szybkim pożegnaniu z poznanymi gośćmi wyszedł. Na te słowa mężczyźnie wrócił cały zapał i siły. Pożegnał dziękującą mu za wszystko Łęcką, po czym w perfekcyjnym humorze pojechał do doktora Szumana, prosząc, aby był jego sekundantem podczas pojedynku. Panna Łęcka dużo rozmyślała o Wokulskim, który cały czas ją zaskakiwał. Była zawiedziona. Po wejściu do domu bohater zabrał się do rachunków i postanowił, że złoży wizytę baronowi Krzeszowskiemu.

Po powrocie do lokalu mieszkalnego Wokulski zlecił Obermanowi kupienie na jutrzejsze pokazanie w Teatrze Wielkim mnóstwa bukietów i wieńców kwiatów. Twierdził, że został nędzarzem, ponieważ po zabraniu przez komorników należnych im kwot pozostało mu jedynie trzydzieści tysięcy. Zapytała, czy to prawda, że kupił ich kamienicę i skupuje ich rzeczy. Mężczyźni uzgodnili ostatnie warunki pożyczki i starszy z nich zapytał, czy to prawda, że Wokulski kupił jego kamienicę. Nareszcie przyszedł - w cudzej odzieży, zmizerowany, ale z zadartą głową. Zamieszkał sam na Starym Mieście, otaczając się mnóstwem książek. Tom II Rozdział I Szare dni i krwawe godziny. Spotkaniez uczonym, który miał opinię szarlatana oraz nawiedzonego szaleńca, w Wokulskim wywołało decyzję wyboru nowej drogi życiowej – chciał służyć ludzkości oraz zdobyć sławę. Kolejne trzy rozdziały powieści zajmują zapiski starego subiekta. Ignacy Rzecki relacjonował opinie i sądy krążące po Warszawie o Stanisławie Wokulskim, którego jedni uważali za nieuczciwego hochsztaplera (plotki uznawały o zamiarze sprzedania sklepu i ożenku z panną Łęcką), inni posądzali o rozchwianie umysłu. Kobieta dostrzegła w galanteryjnym kupcu wartościowego i silnego mężczyznę, a on w niej anielskie serce. Niecne plotki doszły także do uszu Ignacego Rzeckiego i wywołały w starszym mężczyźnie falę przygnębienia. Zadłużony na trzydzieści dziewięć tysięcy rubli baron Krzeszowski powrócił do lokalu mieszkalnego z jedną walizką, wiernym służącym Leonem i kucharzem, co spowodowało koniec procesów żony z lokatorami. Do opowieści konkurenta o rękę Heleny odnosił się z dystansem i chłodem, nadal bowiem marzył o małżeństwie Stacha z tą dobrą kobietą. Tytuł rozdziału odnosi się do stanu emocjonalnego Wokulskiego po rozstaniu z Łęcką. Nie zainteresował go dosłownie fakt, iż Żyd złamał obietnicę pozostawienia w sklepie jego pracowników.

[30508] [30509] [30510] [30511] [30512] [30513] [30514] [30515] [30516] [30517] [30518] [30519] [30520] [30521] [30522] [30523] [30524] [30525] [30526] [30527] [30528] [30529] [30530] [30531] [30532] [30533] [30534] [30535] [30536] [30537] [30538] [30539] [30540] [30541] [30542] [30543] [30544] [30545] [30546] [30547] [30548] [30549] [30550] [30551] [30552] [30553] [30554] [30555] [30556] [30557] [30558] [30559] [30560] [30561] [30562]