Lalka dla odważnych
Czas upływał im na rozmowie o Wokulskim. Uczęszczał najpierw do Szkoły Przygotowawczej, a po pomyślnie zdanych egzaminach końcowych do Szkoły Głównej, którą rzucił po roku nauki i wyjechał do Irkucka. Siadał wówczas w kantorku przy oknie, gdzie mieściło się jego stanowisko pracy. Nie pozwalał sobie na to jednak zbyt w bardzo wielu sytuacjach, a jeśli już, to w okamgnieniu uciechy, zezłoszczony na chwilę zapomnienia, śpiesznie chował zabawki z powrotem na półki: "Głupstwo handel. Miał nadzieję, że przyjaciel przejmie od niego dobrze prosperujący sklep wraz ze wszystkimi skrupulatnie prowadzonymi rachunkami, a on wówczas wyjedzie po dwudziestu pięciu latach na wysłużony urlop. Drzewo znajomej formy, jakiś obdarty pagórek, kolor obłoku, przelot ptaka, wręcz powiew wiatru bez żadnego zresztą powodu budził we mnie tak szaloną rozpacz, że uciekałem od ludzi..”. Przeglądając księgę dłużników właściciel sklepu wyczytał, iż choćby wspominany Tomasz Łęcki posiada dług wynoszący sto czterdzieści tysięcy rubli, to ostatnimi czasy jego córka Izabela powiększył go zakupem portmonetki. Tak było kiedyś… W obecnej chwili, gdy rozeszła się już wieść o bankructwie Łęckich, ludzie przestali ich zapraszać, a dosłownie odwiedzać. Nie istniały pory dnia, gdyż nieraz poprzez pełne miesiące kładła się spać o ósmej rano, a jadała obiad o drugiej po północy. Zresztą, mój Boże, któż nam broni posiadać na dnie duszy jakiś ideał, o którym myśl osładza najcięższe chwile ? Na koniec, mogę cię zagwarantować, że położenie pięknej kobiety, mającej starego męża, nie należy do najgorszych. Piętnowana i oskarżana Łęcka próbowała się tłumaczyć, niemniej jednak do hrabiny żadne argumenty nie trafiały. W Wielką Środę o jedenastej rano panna Izabela z Florentyną pojechały powozem do sklepu Stanisława Wokulskiego.
. Motywował własną prośbę faktem, iż zaprosił już wszystkich przyjaciół na „sesję” powstającej firmy do handlu ze Wschodem, podczas której Stanisław będzie gościem honorowym (chciano porozmawiać z nim o interesach). Wokulski uświadomił sobie, że widział go poprzednio w towarzystwie Izabeli. Autorka listu przewidywała dalszy bieg wydarzeń po odkupieniu budynku przez kobietę: by nie popaść w ruinę Izabela, dla wspaniała swego i ojca, będzie musiała wyjść za mąż za jakiegoś marszałka czy barona. Wahała się między podziwem dla jego niespożytej energii, odwagi i zapału, a z drugiej strony pogardą dla jego kupieckiej profesji. Wyznała, że jej smutno, gdy po przedstawieniach zamiast bukietów kwiatów, tragik nagradzany jest jedynie skromnymi brawami. Licytacja miała się rozpocząć za godzinę, więc poszedł do kościoła nieopodal i do cukierni, gdzie nasłuchał się różnorakich wywodów i rozważań Żydów na temat licytacji. Nie zaprzeczył, mówiąc również, że usuwa jej wszystkie przeszkody spod nóg. Wokulski był wtedy młodzieńcem, pracującym u Hopfera od czterech lat. Co się tam działo, dobrze nie wiem, bo najdziksze fantazje przebiegały mi po głowie. Wokulski pojechał do Paryża. Tym samym Izabela nie mogła liczyć na oświadczyny Starskiego, który już kiedyś zapowiedział, że nigdy nie poślubiłby „gołej panny”. Coraz w większości także słyszała, jak niektóre damy „z towarzystwa” zachwalały bohatera jako dobrą partię na męża (twierdził tak dosłownie sam książę). Kazimiera opowiadała, jak przy łóżku chorej prezesowej czuwał Starski w oczekiwań na pierwsze miejsce w jej testamencie. W czasie Wielkiego Postu do Warszawy przyjechał słynny skrzypek Molinari. Podczas koncertu Molinariego Wokulski odkrył niczym nieuzasadnioną fascynację Izabeli kiepskim artystą (nie odstępował go na krok).
[52127] [52128] [52129] [52130] [52131] [52132] [52133] [52134] [52135] [52136] [52137] [52138] [52139] [52140] [52141] [52142] [52143] [52144] [52145] [52146] [52147] [52148] [52149] [52150] [52151] [52152] [52153] [52154] [52155] [52156] [52157] [52158] [52159] [52160] [52161] [52162] [52163] [52164] [52165] [52166] [52167] [52168] [52169] [52170] [52171] [52172] [52173] [52174] [52175] [52176] [52177] [52178] [52179] [52180] [52181]