139 bufecie

Lalka dla odważnych

Snuli domysły, dlaczego porzucił sklep (na szczęście dobrze prosperujący pod opieką i zarządem przyjaciela „tego wariata” – Ignacego Rzeckiego) i wyjechał na wojnę turecką, biorąc gotówkę po zmarłej żonie.. Przez całe życie był bardzo sprawny i wyprostowany: „Trzymał się prosto jak sztaba, miał nieduże faworyty i wąs do góry; szyję okręcał czarną chustką i nosił srebrny kolczyk w uchu”. Wielokrotnie wręcz w nocy budził chłopca, każąc się gimnastykować: „Dobrze to pamiętam, gdyż ojciec komenderując: "Pół obrotu na prawo!" albo "Lewe ramię naprzód - marsz!. Kolejnym pracownikiem sklepu był August Katz, który obsługiwał stanowisko mydlarskie: „Mizerny ten człeczyna odznaczał się niezwykłą punktualnością. Po krótkim czasie umarł w fotelu oparty o książkę handlową. Miał nadzieję, że przyjaciel przejmie od niego dobrze prosperujący sklep wraz ze wszystkimi skrupulatnie prowadzonymi rachunkami, a on wtedy wyjedzie po dwudziestu pięciu latach na wysłużony urlop.”. W końcu poinformowała Izabelę, że długi wekslowe jej ojca ktoś wykupił, o co panna Łęcka posądzała swą ciotkę, hrabinę Krzeszowską. Tomasz wygadał się jeszcze, iż wygrywa w karty z kupcem, co wzbudziło w pannie gwarancję, że Wokulski specjalnie daje się ogrywać. W ich rękach stalowe szyny zwijają się jak wstążki.. Gospodarz poprosił, ażeby gość wypowiedział się o handlu z Rosją okowitą i zbożem, na co Wokulski stwierdził, iż zna się wyłącznie na handlu towarami (perkalem), opowiadając, jak można na tym zajęciu zarobić. Była nauczycielka przewidywała, że gdyby Wokulski kupił i kamienicę, i klacz, to bez wątpienia wkradłby się w łaski Izabeli.

Ujrzał powóz, w którym siedziała panna Łęcka z ojcem, hrabina i prezesowa. Przywitał się i zapewnił o wygranej klaczy Sułtanki, by nie stało się zadość zakładowi damy. Pan Tomasz poprosił, żeby 1szy zysk wypłacił mu z góry, a późniejszych ażeby nie oddawał mu do ręki, lecz dokładał do jego funduszu. Stanisław wspomniał o planowanym wyjeździe na wystawę do Paryża. W istocie baron nie był chory jedynie zły na nachodzących go komorników. Rano w sklepie pan Ignacy, który 1-szy raz zaspał (po zaprezentowaniu wstąpił do restauracji i wypił parę kieliszków), otrzymał anonimowy list, w którym jakaś kobieta oskarżała jego przyjaciela o dręczenie chorej kobiety. Z wywodów ojca Łęcka nie mogła pojąć, w jaki sposób, gdy od trzydziestu tysięcy dają dziesięć %, on otrzymał od Wokulskiego aż trzydzieści 5. Usłyszała, że w nocy wyjeżdża do Paryża. Chciał nabyć statki z galanterią, a Polak miał być jego tłumaczem. Po krótkiej chwili przyszła do niej Zasławska, która zachwalała Stanisława, mówiąc, że to wyborny i zacny człowiek. Wiedział już, że panienka wychodzi za Dalskiego z litości i wyrachowania, a tak w rzeczywistości kocha tego drugiego. W procesie, do którego doszło i który został połączony z innym przeciwko studentom (baronowa wytoczyła im sprawę za niepłacenie czynszu, co zbytnio ich nie zmartwiło i nie ukróciło żartów), Stanisław udowodnił, że przedmiot sporu został zakupiony w jego sklepie. Mając poczucie emocjonalnego wyniszczenia, upadając i powstając, usiłował popełnić samobójstwo i rzucił się pod koła pociągu. Dając dróżnikowi wiele sturublówek poradził, ażeby na drugi raz nie ściągał żadnego człowieka z torów. Zaczął w większości wypadków wychodzić do ośrodki miejskie, a dosłownie spotkał się z Wąsowską. Subiekt pisał również o wyjeździe Stacha do Moskwy w sprawie interesów z Suzinem , a dodatkowo o przyjęciu poprzez panią Stawską Mraczewskiego.

[84] [85] [86] [87] [88] [89] [90] [91] [92] [93] [94] [95] [96] [97] [98] [99] [100] [101] [102] [103] [104] [105] [106] [107] [108] [109] [110] [111] [112] [113] [114] [115] [116] [117] [118] [119] [120] [121] [122] [123] [124] [125] [126] [127] [128] [129] [130] [131] [132] [133] [134] [135] [136] [137] [138]