56984 Wrocławiu

Lalka dla odważnych

Kupcy warszawscy , a dodatkowo okoliczna inteligencja interesowali się przyszłością galanteryjnego sklepu pod spółką J. „Równie jak pokój, nie zmieniły się od ćwierć wieku zwyczaje pana Ignacego”: budził się o szóstej rano, ubierał, wypuszczał swego starego psa imieniem Ir na podwórze, żeby pół godziny później otworzyć tylne drzwi sklepu. Przeglądał towary w gablotach (spinki, rękawiczki, albumy i tak dalej przedmioty), by punktualnie o godzinie ósmej otworzyć drzwi wejściowe sklepu. Drugim subiektem był pan Lisiecki, który po przyjściu wdał się w dyskusję z Rzeckim. Potem drzwiami od podwórka wbiegał stary Mincel mrucząc: Morgen!, poprawiał szlafmycę, dobywał z szuflady księgę, wciskał się w fotel i parę razy ciągnął za sznurek kozaka. W 1846 roku handel w sklepie nieco osłabł, wówczas to w końcu pełnoprawnym subiektem został Ignacy Rzecki. Autor pamiętnika na jego kartach wyjaśnił genezę zajmowania obecnego sklepu: Wokulski ożenił się z wdową po Janie Minclu, a po jej śmierci odziedziczył majątek Niemców wraz ze sklepem. Poszła się położyć, ponieważ nie mogła już wysłuchiwać samych pochwał na temat Wokulskiego. Tomasz wygadał się jeszcze, iż wygrywa w karty z kupcem, co wzbudziło w pannie zapewnienie, że Wokulski specjalnie daje się ogrywać. Z kolei, gdy ona wyszła, wrócił baron z zapytaniem, o co „ta dama” pytała i co mówiła. Pomimo wstawiennictwa Rzeckiego, Wokulski był nieugięty i na wolne miejsce przyjął pana Ziębę. Zaskoczona hrabina podziękowała wylewnie, a Łęcka podejrzewając, iż Wokulski nie zna angielskiego, zaczęła komentować jego zachowanie (właśnie bohater podjął decyzję o nauce tego języka). Panie tak samo jak równieżnni znajomi Wokulskiego wstawiły się za Mraczewskim w sprawie ponownego przyjęcia do pracy i to spowodowało, iż ten obiecał dać mu posadę w Moskwie. Wraz z pięcioma towarzyszami przebrał się w chłopskie odzienie i udał na tułaczkę w kierunku Turcji.

Po zakończeniu wspomnień, Rzecki zadał sobie kilka pytań odnośnie nietypowego jak na kupca postępowania Wokulskiego, który kupił powóz i ogromne mieszkanie, zaopiekował się nierządnicą i dał pracę Wysockiemu. Ujrzał powóz, w którym siedziała panna Łęcka z ojcem, hrabina i prezesowa. Przypomniał sobie kupno powozu, wyścigi, ofiary na cele dobroczynne, kwiaty dla Rossiego. Twierdził, że został nędzarzem, ponieważ po zabraniu przez komorników należnych im kwot pozostało mu wyłącznie trzydzieści tysięcy. Mężczyźni uzgodnili ostatnie okoliczności kredyty i starszy z nich zapytał, czy to prawda, że Wokulski kupił jego kamienicę. Usłyszała, że w nocy wyjeżdża do Paryża. - Więc nawet jedna osoba?. Po zapytaniu o lokatorów, otrzymał informację, że połowa z nich płaci czynsz, a połowa nie. Wydawało się mu, że jego lustrzane odbicie to prawdziwa osoba. Profesor był chemikiem-wynalazcą, a całą fortunę utopił w badaniach i odkryciach. Rozdział IV Wiejskie rozrywki W Zasławku Wokulski zastał całą galerię arystokratycznych typów. Rozdział VI Lasy, ruiny i czary. Wypowiedział się również o marnowaniu talentu przez Ochockiego, a przyczynę takiego stanu widział w zadufanej arystokracji, z której Julian się wywodził. W gorączce uniesienia i wzburzenia Stanisław na najbliższej stacji poprosił konduktora, by ten przyniósł mu fikcyjny telegram wzywający do natychmiastowego powrotu do Warszawy. W trakcie tej rozmowy Stanisław zaproponował wspólny wypad do Paryża, do pracowni profesora Geista. Do uszu Rzeckiego dochodziły liczne plotki o miejscu pobytu Wokulskiego.

[56929] [56930] [56931] [56932] [56933] [56934] [56935] [56936] [56937] [56938] [56939] [56940] [56941] [56942] [56943] [56944] [56945] [56946] [56947] [56948] [56949] [56950] [56951] [56952] [56953] [56954] [56955] [56956] [56957] [56958] [56959] [56960] [56961] [56962] [56963] [56964] [56965] [56966] [56967] [56968] [56969] [56970] [56971] [56972] [56973] [56974] [56975] [56976] [56977] [56978] [56979] [56980] [56981] [56982] [56983]