16794 Stanisławie

Lalka dla odważnych

W tym samym momencie dało się zauważyć, iż najlepsze podejście do klientów i dar przekonywania do zakupu towarów miał Mraczewski.. Kobiety i mężczyźni interesują się nią, mówią o niej, składają hołdy jej poświęceniu, a znowu stary mąż jest mniej wymagający od męża w średnim wieku.". Wokulski dał mu dziesięć rubli i powiedział, że od jutra ma przyjść do niego do pracy przy przewozach. Poprzez całą tę scenę małżeństwo nie zamieniło ze sobą ani słowa. Gdy już nalazł się w kaplicy, podszedł do panny Łęckiej i hrabiny Karolowej, kwestujących na rzecz ochronki sierot, i złożył na ich tacy ofiarę w postaci rulonu imperiałów wartości sztuki złota. Pani Meliton, w młodości nauczycielka, a na dzień dzisiejszy swatka, miała ciężkie życie. Słuchacze zadeklarowali się, że wchodzą z nim w spółkę. Rozdział XII Wędrówki za cudzymi interesami. Potem od mecenasa dowiedział się o sumie, z jaką baronowa stanie do licytacji – sześćdziesiąt tysięcy rubli. Gdy hrabia oznajmił, że baron jest gotów przeprosić Wokulskiego listownie, pan Ignacy nie wyraził zgody. Stanisław wspomniał o planowanym wyjeździe na wystawę do Paryża. W trakcie obiadu gość celowo używał noża do ryb, czym poruszył ukochaną.

Poinformował ją o wynajętym pokoju, dał pieniądze na zagospodarowanie, na maszynę do szycia, i zapewnił, by o nic się nie martwiła (powiedział, ze ze 100% pewnością wyszukają się chętni na wykorzystywanie z ich krawieckich usług). Do sklepu przyszli pan Mraczewski z Rosjaninem Suzinem, partnerem Stanisława w interesach, który próbował namówić wspólnika na interes w Paryżu i duży zarobek. Rzecki był bardzo oszołomiony tą decyzją i następnego dnia po południu poprosił pana Lisieckiego o zastępstwo przy kasie, a sam udał się do sądu. Po powrocie do sądu zastał już tam tłum osób, bardzo często starozakonnych. Po opuszczeniu gmachu sądu pan Ignacy odrobinę się uspokoił, przekonując się w duchu, iż ktoś napisał zwyczajne plotki w anonimie. Adresatka listu była wstrząśnięta jego tekstem. Usiadłem zatem z dala od uczty, w głębokiej framudze, i odurzony, w półśnie, półjawie, współbiesiadnikom. Zgodny chór jednak osłabnął, gdy pan Leon zaczął tłomaczyć, że należy nareszcie wypróbować owej gotowości do czynu. Musiałem być bardzo nietrzeźwy, skoro przywidziało mi się, że pan Leon proponuje, żeby kto z obecnych skoczył z Nowego Zjazdu na bruk idącej pod nim ulicy, i że na to kobiety i mężczyźni umilkli jak jeden mąż, a wielu pochowało się za beczki. Z zewnątrz trzypiętrowy budynek nie ilustrował się najlepiej. Rosjanin, szczęśliwy z przyjazdu wspólnika, zabrał zmęczonego Stanisława do hotelu, gdzie objaśnił elementy ich przyszłego interesu (Wokulski miał zarobić pięćdziesiąt tysięcy rubli). Z zdarza się, że przyzwyczaił się do tego „dziwnego” ośrodki miejskie, dużo zwiedzał, chodził w najodleglejsze miejsca oraz do teatru, kawiarni, muzeów. Pewnego dnia pomiędzy interesantów, w salonie przyjęć odwiedził Wokulskiego uczony o tajemniczym niemieckim nazwisku Geist (słyszał, że Polak latał kiedyś balonem i interesował się naukowymi odkryciami). Musiał przejąć obowiązki Suzina, który wyjechał w celu załatwienia pozostałych interesów, radząc wcześniej przyjacielowi, by nie zawracał sobie głowy Łęcką, ponieważ był kupcem z dużą sumą pieniędzy (zwróciły mu się wydatki poniesione poprzednio w Gdańsku). Nie krył swojego obrzydzenia i poirytowany opuścił towarzystwo, co skomentowali Ochocki i Wąsowska. Spod kół wyciągnął go dróżnik Wysocki, brat furmana, któremu kiedyś pomógł (na jego prośbę kolejarza przeniesiono z Częstochowy do Skierniewic).

[16739] [16740] [16741] [16742] [16743] [16744] [16745] [16746] [16747] [16748] [16749] [16750] [16751] [16752] [16753] [16754] [16755] [16756] [16757] [16758] [16759] [16760] [16761] [16762] [16763] [16764] [16765] [16766] [16767] [16768] [16769] [16770] [16771] [16772] [16773] [16774] [16775] [16776] [16777] [16778] [16779] [16780] [16781] [16782] [16783] [16784] [16785] [16786] [16787] [16788] [16789] [16790] [16791] [16792] [16793]