Lalka dla odważnych
Około dziewiątej spóźniony wbiegł trzeci subiekt, pan Mraczewski (blondynek z wąsikami), tłumacząc pośpiesznie powody spóźnienia. Wracali mniej więcej czternastej, a wówczas na przerwę wychodzili Lisiecki z Mraczewskim. Także pan Raczek był gotów wziąć go do siebie. jak mi Bóg miły!. Izabela Łęcka była ładną kobietą, wychowaną w komfortowych postanowieniach, sypiającą w puchach, mającą wszystko, o czym mogła zamarzyć. Każde jej życzenie czy marzenie było spełniane w tym samym momencie. Gdyby nasze obowiązki były do spełnienia łatwe, nie istniałaby zasługa.”. Rozmyślania przerwało wejście panny Florentyny, niosącej list od hrabiny Karolowej, ciotki Łęckiej, która proponowała wykup srebra za trzy tysiące rubli: „(…) proponuję ci zatem, jeżeli zgodzisz się, trzy tysiące rubli kredyty na zastaw wspomnianego serwisu i sreber.. Wpatrzył się dużo lepiej w jej rozmarzone oczy i nie wiadomo skąd przypomniał sobie niezmierny spokój syberyjskich pustyń, gdzie bywa niekiedy tak cicho, że nieomalże słychać szelest duchów wracających ku zachodowi. Uczuć swoich nie nazwałby miłością i ogólnie rzecz ujmując nie był niewątpliwy, czy dla oznaczenia ich istnieje w ludzkim języku stosowny wyraz. Wraz z rodziną żył w strasznej biedzie: zimę spędzili u jego brata, a w chwili obecnej nie posiadają na komorne, zdechł mu koń i pozostają bez środków na utrzymanie. Rozdział IX Kładki, na których spotykają się ludzie różnych światów.
Do własnej dyspozycji miał nawet powóz. Po zakończeniu wspomnień, Rzecki zadał sobie wiele pytań odnośnie nieszablonowego jak na kupca postępowania Wokulskiego, który kupił powóz i ogromne mieszkanie, zaopiekował się nierządnicą i dał pracę Wysockiemu. Rozmowa uspokoiła Stacha – Julian nie był jego rywalem. Razem pojechali obejrzeć nowy zakup posiadacza sklepu – klacz. U Karolowej miał pojawić się Rossi – tragik i artysta włoski, którego obie panie poznały dosyć dawno podczas pobytu w Paryżu. Obserwujący oddalającą się parę, hrabina Karolowa i pan Tomasz, komentowali słabość kupca galanteryjnego do pięknej Izabeli. Po wejściu kolejnego gościa, Henryka Szlangbauma (pracownika Wokulskiego, a syna nowego właściciela kamienicy), który oświadczył Łęckiemu, że jego ojciec może zawsze odsprzedać nowy nabytek za taką samą sumę, którą na niego wydał, Łęcki się zdziwił i zamarł. Nazajutrz Łęcki wysłał do bohatera list z prośbą, ażeby przyszedł i uregulował jego długi u Żydów. Nie był to jedyny gość - ze względu na obecność Wokulskiego, do sklepu Minclów przychodziła Kasia Hopfer. Zastali tam też pana Leona i parę innych ludzi: „Poszliśmy tam dobrze po dziewiątej i gdzież żeby, jeżeli już nie do jego ulubionej piwnicy, w której przy migotaniu trzech łojowych świeczek zobaczyłem kilkanaście osób, a między nimi pana Leona. Twierdziła, że jej mąż posyła kwiaty pewnej pani z tego budynku, która się źle prowadzi. W marzeniach widział Stacha przy boku Heleny. Kilka razy zmieniał pociągi, jakby chciał uciec od prześladującej go Izabeli. Po pożegnaniu i deklaracji Juliana o rychłych odwiedzinach, Wokulski wstąpił jeszcze po Węgiełka i razem udali się w kierunku miasta. Po namowach starszego przyjaciela, wieczór spędził w towarzystwie pani Stawskiej. Ta rozmowa dostarczyła Stanisławowi energii.
[11885] [11886] [11887] [11888] [11889] [11890] [11891] [11892] [11893] [11894] [11895] [11896] [11897] [11898] [11899] [11900] [11901] [11902] [11903] [11904] [11905] [11906] [11907] [11908] [11909] [11910] [11911] [11912] [11913] [11914] [11915] [11916] [11917] [11918] [11919] [11920] [11921] [11922] [11923] [11924] [11925] [11926] [11927] [11928] [11929] [11930] [11931] [11932] [11933] [11934] [11935] [11936] [11937] [11938] [11939]