12123 Radca

Lalka dla odważnych

Mincel i S. Radca zaczął opowiadać o indywidualnej osiemnastoletniej znajomości z Wokulskim. Do lokalu mieszkalnego rodziny Rzeckich przychodziło w większości przypadków dwóch kolegów głowy rodziny: pan Domański (także woźny) i pan Raczek (miał stragan z zieleniną): „Prości to byli inni ludzie (nawet pan Domański odrobinę lubił anyżówkę), niemniej jednak roztropni politycy”. Właśnie, gdzieś z ulicy zjawiał się August Katz, zdejmował surdut, kładł fartuch i milcząc stawał między beczką mydła szarego a kolumną ułożoną z cegiełek mydła żółtego. O ósmej, wraz ze służącą, przychodziła do sklepu mama starego Mincla, przynosząc pracownikom kosz bułek i kawę. Po południu przychodzili nabywcy nie gorzej ubrani i bardziej zamożni. Po incydencie z wybiciem sklepowej szyby, o który policja podejrzewała właściciela, Niemiec zaczął słabnąć, chudnąć. Poprzez wiele lat po śmierci stryja sklep prowadzili Minclowie.Klepie go po wypukłej piersi, ściska za prawą i za lewą rękę, a nareszcie oparłszy na jego ostrzyżonej głowie własną dłoń wykonywa nią taki ruch, jakby mu chciał maść wetrzeć w okolicę ciemienia”.. Zrobiła na nim szczególne złudzenie. Czuł jedynie, że stała się ona jakimś mistycznym punktem (…)”. Wraz z panią Meliton zaplanował nonszalancki spacer po Łazienkach. Autorka listu przewidywała dalszy bieg wydarzeń po odkupieniu budynku poprzez kobietę: żeby nie popaść w ruinę Izabela, dla wspaniała swego i ojca, będzie musiała wyjść za mąż za jakiegoś marszałka czy barona.

Przed zobaczeniem zwierzęcia Wokulski uregulował jeszcze dług barona u dyrektora stajni za opiekę i schronienie dla konia, prosząc jednocześnie, żeby na wyścigi wyprowadzano go bezimiennie. Rozważała, ze gdyby posiadał wspaniała ziemskie, a nie był parweniuszem, wtedy może i miałby u niej szanse. Wokulski przyjął takie warunki. Miał nadzieję sprzedać kamienicę za sto dwadzieścia tysięcy rubli (choćby była warta siedemdziesiąt). Rzecki pamięta, jak pewnego razu nasmarowała się jakimś mazidłem: „I zmarło biedactwo niespełna we dwie doby na zakażenie krwi, tyle tylko mając przytomności, żeby wezwać rejenta i cały majątek przekazać swemu Stasiulkowi. W jednym domu mieszkało trzech studentów, którzy nie dość, że od paru miesięcy nie płacili czynszu, to i hardo twierdzili, że płacić nie będą (motywowali to górnolotnymi ideami i celami społecznymi). W chwili, gdy Wokulski z panią Wąsowską galopowali konno do majątku, do Zasławka przyjechała panna Izabela Łęcka (wiedziała, kogo tu zastanie - ciotka poinformowała ją o przyjeździe Stanisława w liście). Wyjechali na grzybobranie. Poprzednio zgodziła się na odwiedziny Wokulskiego w warszawskim mieszkaniu. Udało mu się wręcz nakłonić Stacha do złożenia wizyty swoim lokatorom. Dowiedział się, że przyjaciel sprzedał sklep Szlangbaumom oraz dodatkowo o tym, że ludzie śmieją się ze Stacha, który według nich na siłę wpycha się do salonów. Między bohaterem a inteligentną Stawską zawiązała się nić przyjaźni: u niej czuł się dobrze i bezpiecznie. Małżeństwo się pogodziło. Ta bolesna wiadomość spowodował, że Wokulski doznał szoku, czuł, że „coś w nim pękło, coś go oświeciło i coś się skończyło”. Z namiętnością czytał książki z lat młodzieńczych, zwłaszcza zaś „Don Kichota” – powieść o błędach idealizmu. Nie miał siły poinformować o ty czekającą na wiadomości Helenę.

[12068] [12069] [12070] [12071] [12072] [12073] [12074] [12075] [12076] [12077] [12078] [12079] [12080] [12081] [12082] [12083] [12084] [12085] [12086] [12087] [12088] [12089] [12090] [12091] [12092] [12093] [12094] [12095] [12096] [12097] [12098] [12099] [12100] [12101] [12102] [12103] [12104] [12105] [12106] [12107] [12108] [12109] [12110] [12111] [12112] [12113] [12114] [12115] [12116] [12117] [12118] [12119] [12120] [12121] [12122]