16791 Poznaniu

Lalka dla odważnych

Znał go od 1860 roku, gdy Stanisław był subiektem u Hopfera i miał wówczas nieco ponad dwadzieścia lat. Lubił czasem wystawiać na stół sklepowe zabawki, ażeby po nakręceniu ich wszystkich równocześnie, oddawać się chwili radości i wspomnień z dzieciństwa. Chciałem teraz wyjąć pestkę, która wcisnęła się mi między zęby, gdy uczułem na plecach coś jakby mocne dotknięcie rozpalonego żelaza”. Przeglądając księgę dłużników właściciel sklepu wyczytał, iż choć wspominany Tomasz Łęcki ma dług wynoszący sto czterdzieści tysięcy rubli, to ostatnio jego córka Izabela powiększył go zakupem portmonetki. Czekając na gospodarza nie nudził się, otaczały go bowiem rzeczy, które warto było oglądać. Zamykając się w świecie luksusu i zachcianek, nie znała prawdziwych realiów życia: „Dla niej nie istniały pory roku, jedynie wiekuista wiosna, pełna łagodnego światła, żywych kwiatów i woni. Wraz z familią żył w strasznej biedzie: zimę spędzili u jego brata, a w tej chwili nie posiadają na komorne, zdechł mu koń i pozostają bez środków na utrzymanie. Do osobistej dyspozycji miał wręcz powóz. Miejscem, w którym pracował przed wyjazdem kierował wtedy już Jan Mincel, świeżo poślubiony małżonek Małgorzaty Pfeifer. Gościem był również doktor Szuman, który w rozmowie z Rzeckim rozwodził się nad dwoistością natury Stacha. Wiedział, iż te dwie sprawy musi załatwić anonimowo. Wokulski poprosił adwokata o wzięcie w jego imieniu udziału w sprzedaży budynku. Razem pojechali obejrzeć nowy zakup właściciela sklepu – klacz. Nazajutrz poszedł do fryzjera, założył garnitur frakowy i pojechał do Łęckich.

Rozdział XVI „Ona” i „On” – i ci inni. Wokulski przyjął takie warunki. Wydedukował sobie, że Wokulski z pewnością nie zrobiłby takiego głupstwa i nie stracił tylu kasy w złym interesie. Zaniósł jednak korespondencję. Rozdział XX Pamiętnik starego subiekta. Musiałem być bardzo nietrzeźwy, skoro przywidziało mi się, że pan Leon proponuje, ażeby kto z obecnych skoczył z Nowego Zjazdu na bruk idącej pod nim ulicy, i że na to wszyscy ludzie umilkli jak jeden mąż, a wielu pochowało się za beczki. Zamieszkał sam na Starym Mieście, otaczając się mnóstwem książek. Gdy Wokulski obsłużył już dziwnych gości (pułkownika oferującego oferty kursu po Paryżu, pana Escabeau sprzedającego karabiny , a dodatkowo proszącą o pożyczkę baronową malującą portrety), ponownie wyszedł z hotelu podziwiać wspaniałą architekturę Paryża. Po kilku dniach otrzymał list od prezesowej Zasławskiej. Poprzez wiele następnych dni Wokulski dużo czasu spędzał na spacerach i rozmowach z Łęcką. Gdy Stanisław znalazł proboszcza, który zgodził się na lokalizacja pamiątkowego napisu na zamkowym kamieniu i polecił człowieka, który go wykona, bohater poznał miejscowego rzemieślnika – Węgiełka. Kobieta zaprowadziła tam nowe porządki: podwyższyła natychmiastowo czynsz i odmówiła lokalu mieszkalnego studentom. Szuman wygłosił także pochwałę pieniądza, siły napędowej społeczeństwa (podziwiał majątkowe zdolności Żydów). Na początku czerwca jego obowiązki i pozycję społeczną przejął Henryk Szlangbaum. Po jakimś czasie otworzył list z Paryża, który otrzymał niedawno. Gdy pan Ignacy, podupadający na zdrowiu i tęskniący za Augustem Katzem, zachęcał go do złożenia wizyty pani Helenie, ten puszczał jego ofertę pomimo uszu i obwieścił planowany wyjazd w interesach do Moskwy.

[16736] [16737] [16738] [16739] [16740] [16741] [16742] [16743] [16744] [16745] [16746] [16747] [16748] [16749] [16750] [16751] [16752] [16753] [16754] [16755] [16756] [16757] [16758] [16759] [16760] [16761] [16762] [16763] [16764] [16765] [16766] [16767] [16768] [16769] [16770] [16771] [16772] [16773] [16774] [16775] [16776] [16777] [16778] [16779] [16780] [16781] [16782] [16783] [16784] [16785] [16786] [16787] [16788] [16789] [16790]