Lalka dla odważnych
Mincel i S... Dopiero po śniadaniu w sklepie robił się ruch. Gdyby nasze obowiązki zostały do spełnienia łatwe, nie istniałaby zasługa. W następnej części listu ciotka chwaliła tego człowieka: „Paru takich Wokulskich, a czuję, że na starość zostałabym demokratką." Paradne są te wielkie damy; próżniak, szuler, wręcz złodziej, byle miał nazwisko, stanowi dla nich dobre towarzystwo, co najmniej fizjognomią zamiast ojca przypominał lokaja swej matki.. Po śnie, w którym Wokulski opiekował się jej domem, dbał o posag, postanowiła zaprosić go na obiad (by wykorzystać jego doskonały charakter). Zjawił się o umówionej godzinie. Wokulski przyjął takie warunki. Na te słowa podniecona dama również nabrała pragnienia do zagranicznego wojażu. Na pytanie o sposobność podziękowania za jego teraźniejsze uprzejmości, rycerskim tonem poprosił o licencja służenia jej w każdej chwili i we Wam, po czym pożegnał się i wyszedł. Choć Rzecki był bardzo zły, Stanisław znalazł rozwiązanie.
Po wejściu do lokalu mieszkalnego bohater zabrał się do rachunków i postanowił, że złoży wizytę baronowi Krzeszowskiemu. Do spotkania jednakże nie doszło, ponieważ służący Krzeszowskiego powiedział, że pan jest chory i nikogo nie przyjmuje. Następnego dnia bohater odebrał dwa listy: jeden od pani Meliton, donoszący, jak zwykle, o planach panny Łęckiej, a drugi od adwokata, zapraszającego go do siebie. Ignacy Rzecki był zdziwiony zaniedbywaniem pracy przez Wokulskiego na rzecz nagłego zainteresowania teatrem (podobnie prawa się przedstawiała, jeśli chodzi o innych subiektów i pana Obermana, nieoczekiwanych wielbicieli sztuki, którzy co wieczór też chodzili na przekazania). Była przerażona rozmiarem długów. Nazajutrz Łęcki wysłał do bohatera list z prośbą, ażeby przyszedł i uregulował jego długi u Żydów. Ignacy wspominał, jak w pół roku po śmierci Minclowej, Stach zmarniał w oczach. Miała na koncepcji studentów, do których w nocy schodziły się praczki i wspólnie urządzali głośne harce, przeszkadzając jej w spokojnym śnie. Twierdziła, że jej mąż posyła kwiaty pewnej pani z tego budynku, która się źle prowadzi. Wydawało się mu, że jego lustrzane odbicie to prawdziwa osoba. Miał mu w tym pomóc pan Iumart, wykształcony pracownik Rosjanina, władający czterema językami. Musiał przejąć obowiązki Suzina, który wyjechał w celu załatwienia pozostałych interesów, radząc wcześniej przyjacielowi, aby nie zawracał sobie głowy Łęcką, ponieważ był kupcem z dużą sumą kasy (zwróciły mu się wydatki poniesione przedtem w Szczecinie). Gdy Stanisław znalazł proboszcza, który zgodził się na lokalizacja pamiątkowego napisu na zamkowym kamieniu i polecił człowieka, który go wykona, bohater poznał miejscowego rzemieślnika – Węgiełka. Wieczorami odwiedzał panią Stawką, przez co coraz bardziej widział negatywne cechy Łęckiej (ujawniały się w kontraście z dobrą i prostolinijną naturą pani Heleny). Nie myliła się. Wokulski, pochłonięty wyłącznie świadomością, że ukochana przyjęła oświadczyny i gotów „umrzeć u nóg panny”, w przypływie wspaniałomyślności zniszczył sfałszowany i hańbiący Maruszewicza weksel, co potraktowano w środowisku jako wyraz bezsilności kupca (a wszakże uratował niegodziwca przed więzieniem).
[49594] [49595] [49596] [49597] [49598] [49599] [49600] [49601] [49602] [49603] [49604] [49605] [49606] [49607] [49608] [49609] [49610] [49611] [49612] [49613] [49614] [49615] [49616] [49617] [49618] [49619] [49620] [49621] [49622] [49623] [49624] [49625] [49626] [49627] [49628] [49629] [49630] [49631] [49632] [49633] [49634] [49635] [49636] [49637] [49638] [49639] [49640] [49641] [49642] [49643] [49644] [49645] [49646] [49647] [49648]