Lalka dla odważnych
Sprzedał kalosze klientowi, choć ten za bardzo ich nie potrzebował. Razem z nim na przerwę wychodził Klejn. Kupiec Mincel zgodził się przyjąć ucznia do siebie w zamian za wikt i opierunek. O szóstej otwierałem główne drzwi tudzież okiennicę. O ósmej, wraz ze służącą, przychodziła do sklepu mama starego Mincla, przynosząc pracownikom kosz bułek i kawę. Podkreślił, iż wszystko robił uczciwie i że jego pieniądze nie są naznaczone oszustwem: „- Nie bój się - ciągnął Wokulski. Toteż mój kapitał nieustannie wzrastający był w ciągłym ruchu. Przy tym opowiadał o trudach i cierpieniach przeżytych na wojnie, pomiędzy których najtrudniejsza do zniesienia była samotność i tęsknota za ojczyzną: „- Nie posiadasz pojęcia, co ja wycierpiałem, oddalony od wszystkich, niepewny, czy już kogo zobaczę, tak strasznie samotny.. W ich rękach stalowe szyny zwijają się jak wstążki.. Wokół damy kręcił się pan Mraczewski, pomagając w wyborze. Pan Ignacy otrzymał od Stacha mieszkanie przy nowym sklepie, w którym zainstalował zgromadzone przez lata poprzez subiekta bibeloty związane z francuskim rodem cesarskim. Gospodarz poprosił, by gość wypowiedział się o handlu z Rosją okowitą i zbożem, na co Wokulski stwierdził, iż zna się wyłącznie na handlu towarami (perkalem), opowiadając, jak można na tym zajęciu zarobić.
Przywitał się i zapewnił o wygranej klaczy Sułtanki, żeby nie stało się zadość zakładowi damy. Licytacja miała się rozpocząć za godzinę, zatem poszedł do kościoła nieopodal i do cukierni, gdzie nasłuchał się różnych wywodów i rozważań Żydów na temat licytacji. Nie wiedział jeszcze, jak bardzo się mylił… Rozdział XIX Pierwsze ostrzeżenie. Ignacy był oburzony łatwością, z jaką przyjaciel dał się omotać, nie czując ponadto, że się zatraca. Stach odjechał, nie podając terminu powrotu. Na inne uczucia mogła liczyć Małgorzata Mincell, która często zapraszała najpierw Ignacego i Stacha do siebie na herbatę, aby po pewnym czasie ograniczyć zaproszenie wyłącznie dla tego drugiego. Od tej pory całkowicie zmienił tryb życia(…)”. Odezwał się dopiero po dwóch latach pisząc, że jest w Irkucku. Rzecki pamięta, jak pewnego razu nasmarowała się jakimś mazidłem: „I zmarło biedactwo niespełna we dwie doby na zakażenie krwi, tyle tylko mając przytomności, ażeby wezwać rejenta i cały majątek przekazać swemu Stasiulkowi. Rzecki dostrzegł wiszącą na niej tablicę z nazwiskiem Wokulskiego jako obecnego właściciela. W przypływie myśli na zagadnienie Łęckiej, wmawiał sobie, że Starski, Ochocki, Rossi to jej kochankowie. Rozdział IV Wiejskie rozrywki W Zasławku Wokulski zastał całą galerię arystokratycznych typów. Gdy wraz z prezesową robił codzienny przegląd stodół, obór i inwentarza, po raz pierwszy spotkał otyłych parobków i porządne czworaki. Pewnego dnia kuzynkę odwiedziła pani Wąsowska wraz z Julianem Ochockim. Jakby tego było niedużo, zatroszczył się o finansową przyszłość pani Heleny Stawskiej, z powodu której miał wyrzuty sumienia Cały czas analizował imię „Izabela”: zamierzał dosłownie nabyć nieznaczny folwark pod Warszawą i nazwać go „Izabelinem”. Subiekt pisał również o wyjeździe Stacha do Moskwy w sprawie interesów z Suzinem , a dodatkowo o przyjęciu przez panią Stawską Mraczewskiego.
[14414] [14415] [14416] [14417] [14418] [14419] [14420] [14421] [14422] [14423] [14424] [14425] [14426] [14427] [14428] [14429] [14430] [14431] [14432] [14433] [14434] [14435] [14436] [14437] [14438] [14439] [14440] [14441] [14442] [14443] [14444] [14445] [14446] [14447] [14448] [14449] [14450] [14451] [14452] [14453] [14454] [14455] [14456] [14457] [14458] [14459] [14460] [14461] [14462] [14463] [14464] [14465] [14466] [14467] [14468]