50349 Janockiej

Lalka dla odważnych

Czas upływał im na rozmowie o Wokulskim. „Równie jak pokój, nie zmieniły się od ćwierć wieku zwyczaje pana Ignacego”: budził się o szóstej rano, ubierał, wypuszczał swego starego psa imieniem Ir na podwórze, żeby pół godziny w późniejszym czasie otworzyć tylne drzwi sklepu.... Gdy zapytali Ignacego o jego zdanie, wyznał, iż „ciągnie” go sklepu Mincla na Podwalu, by uczyć się rzemiosła kupieckiego. W pewnej chwili Wokulski zapytał o niejakiego Łęckiego, na co przyjaciel poinformował, iż to bankrut i w tym roku jego kamienica, w której zajmował ogromne dom, zostanie zlicytowana. Nie zapomniał też o tym, iż mężczyzna wraz ze swą córką miał w ich sklepie otwarty kredyt. Sytuacji nie poprawiał fakt, iż hrabina cały czas wypominała dziewczynie, iż ta nie wyszła dotychczas za mąż i w ten sposób nie pomogła ojcu: „Marszałek nie jest wprawdzie Adonisem, no - ale. Gdyby nasze obowiązki zostały do spełnienia łatwe, nie istniałaby zasługa. Po lekturze w Łęckiej zrodziła się pogarda i zniecierpliwienie dla poczynań tego człowieka. Gardziła nim, mimo iż prócz kilkusekundowego spotkania, nie znała go nie gorzej: „- Nic znasz tych ludzi [pokroju Wokulskiego], a ja widziałam ich przy pracy. Przypomniał sobie, jak znajomy wspominał o bulwarach znajdujących się w tamtej części Warszawy i postanowił je obejrzeć. To wszystko nie wzbudziło w Wokulskim takiego podniecenia, jakie odczuł w chwili, gdy dostrzegł Izabelę.

Rozdział X Pamiętnik starego subiekta. Subiekt wspominał czasy powstania na Węgrzech w latach 1846-1847, gdy podejmował bodaj bardzo ważne decyzje w swoim życiu. Poślubiła człowieka, który ją bił i był alkoholikiem. Zjawił się o umówionej godzinie. Pan Tomasz poprosił, aby 1-wszy dochód wypłacił mu z góry, a późniejszych ażeby nie oddawał mu do ręki, lecz dokładał do jego funduszu. Łęcka zapytała o detale korporacji, do której wszedł jej ojciec. Byli zdziwieni przypadkowym spotkaniem, lecz w tym samym momencie zawiązała się między nimi w dyskusja. Zaniósł natomiast korespondencję. Po wejściu kolejnego gościa, Henryka Szlangbauma (pracownika Wokulskiego, a syna nowego właściciela kamienicy), który oświadczył Łęckiemu, że jego ojciec może za każdym razem odsprzedać nowy nabytek za taką samą sumę, którą na niego wydał, Łęcki się zdziwił i zamarł. Adresatka listu była wstrząśnięta jego treścią. Pewnego wieczoru Ignacego niespodziewanie odwiedził dawny znajomy, niewidziany od piętnastu lat - kiper Machalski (byli razem na Węgrzech, a w późniejszym czasie pracowali w Gdańsku). W jednym lokalu mieszkało trzech studentów, którzy nie dość, że od kilku miesięcy nie płacili czynszu, to i hardo twierdzili, że płacić nie będą (motywowali to górnolotnymi ideami i celami społecznymi). W kolejnym mieszkaniu, zajmowanym przez baronową Krzeszowską, spotkali pana Maruszewicza. W marzeniach widział Stacha przy boku Heleny. Dalski był fantastycznie zakochany w dziewczynie. Wyjechali na grzybobranie.

[50294] [50295] [50296] [50297] [50298] [50299] [50300] [50301] [50302] [50303] [50304] [50305] [50306] [50307] [50308] [50309] [50310] [50311] [50312] [50313] [50314] [50315] [50316] [50317] [50318] [50319] [50320] [50321] [50322] [50323] [50324] [50325] [50326] [50327] [50328] [50329] [50330] [50331] [50332] [50333] [50334] [50335] [50336] [50337] [50338] [50339] [50340] [50341] [50342] [50343] [50344] [50345] [50346] [50347] [50348]