654 Gdy

Lalka dla odważnych

Czas upływał im na rozmowie o Wokulskim. Znał go od 1860 roku, gdy Stanisław był subiektem u Hopfera i miał wówczas nieco ponad dwadzieścia lat. Umeblowanie pokoiku było liche: skromny stół, krzesła, żelazne łóżko, a nad nim wisząca dubeltówka (przenigdy nieużywana). Musieli wrócić przed piętnastą. Wielokrotnie dosłownie w nocy budził chłopca, każąc się gimnastykować: „Dobrze to pamiętam, gdyż ojciec komenderując: "Pół obrotu na prawo!" lub "Lewe ramię naprzód - marsz!. Prócz Ignacego pracowało tam dwóch krewnych właściciela: trzydziestokilkuletni Franc Mincel („dostawał” od starego za palenie fajki w sklepie) , a ponadto Jan Mincel (ten z kolei obrywał za podkradanie kolorowego papieru, na którym pisał miłosne liściki do kobiet). Ogarnęła go tam dziwna choroba, przejawiająca się „bólem duszy”, doskwierającym mu do tego stopnia, iż chciało mu się „wyć” z bólu. Nie zapomniał również o tym, iż mężczyzna wraz ze swą córką miał w ich sklepie otwarty kredyt. W następnej części listu ciotka chwaliła tego człowieka: „Paru takich Wokulskich, a czuję, że na starość zostałabym demokratką. W ich rękach stalowe szyny zwijają się jak wstążki. Sfinalizowanie transakcji przerwało pojawienie się barona Krzeszowskiego, męża podirytowanej kobiety. W kolejnej części rozmowy Karolowa zaprosiła bohatera do siebie na święcone, po czym mężczyzna pożegnał się i odszedł do bocznej nawy. Po zakończeniu wspomnień, Rzecki zadał sobie kilka pytań odnośnie nietuzinkowego jak na kupca postępowania Wokulskiego, który kupił powóz i ogromne lokal mieszkalny, zaopiekował się nierządnicą i dał pracę Wysockiemu. Rzecki opisał przyjęcie zorganizowane w Hotelu Europejskim z racji poświęcenia nowego sklepu, w którym udział wzięli bogaci kupcy , a oprócz tego arystokraci.

Pani Meliton informowała, iż pan Maruszewicz, znajomy skłóconego małżeństwa, ma zaproponować Stanisławowi zakup zwierzęcia, ulubieńca panny Łęckiej. Rozmawiali o etykiecie: Stanisław wygłosił opinię, iż nie preferuje być niewolnikiem zasad, gdyż widział towarzystwo, gdzie o nich zapominano. Łęcki był bardzo zdenerwowany. Gdy ojciec się położył, zaczęła podejrzewać, iż zbliża się nieuchronnie termin jej zamążpójścia (nie brała pod uwagę Wokulskiego). Pewnego wieczoru Ignacego niespodziewanie odwiedził dawny znajomy, niewidziany od piętnastu lat - kiper Machalski (byli razem na Węgrzech, a w późniejszym czasie pracowali w Gdańsku). Mężczyznaten wmawiał synowi, by nie wydawał na książki, lecz dokładał mu na kontynuację sprawy.. Przez zaborczość i zazdrość posunęła się wręcz do śledzenia, choćby Wokulski nie dawał jej powodów do takiego zachowania, był na prawie każde jej skinienie.. na drugi dzień nie mogłem go poznać: w starcu ocknął się mój Stach Wokulski: Wyprostował się, oko nabrało blasku, głos siły. Z powodu tych chorych myśli coraz w większości wypadków smutki topił w alkoholu. Fachowcowi poprzedniego roku spaliło się gospodarstwo z warsztatem, a aktualnie razem z matką mieszkał w ogrodowej chałupie. Losy kamienicy rozstrzygnęły się definitywnie, gdy Krzeszowska za sto tysięcy rubli odkupiła ją od Wokulskiego (poprzednio próbowała zaniżyć cenę budynku, przysyłając najpierw listy z groźbami i pomówieniami, a w końcu swojego adwokata). Po namowach starszego przyjaciela, wieczór spędził w towarzystwie pani Stawskiej. Do opowieści konkurenta o rękę Heleny odnosił się z dystansem i chłodem, cały czas bowiem marzył o małżeństwie Stacha z tą dobrą kobietą. Czując, że traci pamięć – przypominał sobie tabliczkę mnożenia.

[599] [600] [601] [602] [603] [604] [605] [606] [607] [608] [609] [610] [611] [612] [613] [614] [615] [616] [617] [618] [619] [620] [621] [622] [623] [624] [625] [626] [627] [628] [629] [630] [631] [632] [633] [634] [635] [636] [637] [638] [639] [640] [641] [642] [643] [644] [645] [646] [647] [648] [649] [650] [651] [652] [653]