56 I Rozdział

Lalka dla odważnych

Rozpoczął się codzienny ruch w sklepie. Sprzedał kalosze kontrahentowi, choćby ten za bardzo ich nie potrzebował. Mniej więcej 1840 roku ojciec pana Ignacego zaczął opadać z sił i wkrótce umarł. Najraniej przychodził do roboty, krajał mydło i ważył krochmal jak automat; jadł, co mu podano, w najciemniejszym kącie sklepu, niemalże wstydząc się tego, że doświadcza ludzkich potrzeb”.Rzecki powoli dostrzegał zmiany, które zaszły w „Stasiu” wskutek wojny: „- Boję się twojej trzeźwości, pod wpływem której gadasz jak wariat.Tomasz Łęcki pochodził z rodziny, w której było paru senatorów, a ojciec posiadał kiedyś miliony, pochłonięte później wydarzeniami politycznymi i podróżami. Tak było kiedyś… W obecnej chwili, gdy rozeszła się już wieść o bankructwie Łęckich, wszyscy ludzie przestali ich zapraszać, a dosłownie odwiedzać. Izabela przypomniała sobie, iż poznała „tego kupca” wiele dni temu w sklepie. W ich rękach stalowe szyny zwijają się jak wstążki.. Wokulski dał mu dziesięć rubli i powiedział, że od jutra posiada przyjść do niego do pracy przy przewozach. Mężczyzna po zakupie wielu towarów nakazał odesłanie ich do lokalu. W Wielki Piątek Rzecki zamknął sklep o godzinie czternastej a Wokulski wziął z kasiorki półimperiały na datek i poszedł do kościoła. Pani Meliton informowała, iż pan Maruszewicz, znajomy skłóconego małżeństwa, posiada zaproponować Stanisławowi zakup zwierzęcia, ulubieńca panny Łęckiej.

Jego klacz wygrała, a zarobione na zakładach trzysta rubli złożył na ręce hrabiny Karolowej na rzecz ochronki. Poszedł na spacer nad Wisłę, gdzie rozważał sens indywidualnej miłości, zastanawiał się nad powodami zaproszenia na obiad oraz jak posiada się zachować i w co ubrać. Dopiero po powrocie do mieszkania przypomniała sobie, że ma ich odwiedzić Wokulski. Krzeszowska z kolei, gotowa zapłacić cenę siedemdziesięciu tysięcy, była stale przebijana przez Żyda Szlangbauma, który w efekcie nabył budynek za dziewięćdziesiąt tysięcy. Stanisław jednakże wychwalał wyjątkowość autorki listu, żadne słowa subiekta nie docierały do jego „prywatnego szczęścia”. Prócz tego hrabina odradzała młodszej krewnej wypad do Paryża z Wokulskim, roztaczając przed nią wspaniałe perspektywy lata spędzonego na wsi z Kaziem. Przypomniały mu się czasy młodości, gdy w roku 1857, pracując w winiarni u Hopfera, pierwszy raz spotkał się z przyjacielem. Miał mu w tym pomóc pan Iumart, wykształcony pracownik Rosjanina, władający czterema językami. To spowodowało, że nienawidząca ją za rzekomy romans z baronem Krzeszowska, przy pomocy Maruszewicza, posądziła kobietę o kradzież lalki po zmarłym dziecku. Inni ludzie zaczęli plotkować, iż była utrzymanką Stanisława. Dostawała szkalujące anonimy, w których obrzucano ją najgorszymi epitetami. Po powrocie do domu bohater, wskutek doznanego szoku i zdegustowania, popadł w apatię, ponownie nawiedzały go przywidzenia. Pocieszenie dawały mu coraz częstsze wizyty u Heleny Stawskiej, do których zachęcał go pan Ignacy. Tytuł rozdziału odnosi się do stanu emocjonalnego Wokulskiego po rozstaniu z Łęcką. Po jakimś czasie otworzył list z Paryża, który otrzymał ostatnimi czasy. Przybyli do jego lokalu na zawołanie służącego, doktor Szuman z Ochockim i Maruszewiczem dowiedzieli się od wynalazcy o zamiarze wstąpienia panny Izabeli do klasztoru.

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35] [36] [37] [38] [39] [40] [41] [42] [43] [44] [45] [46] [47] [48] [49] [50] [51] [52] [53] [54] [55]