56 I Rozdział

Lalka dla odważnych

Sklepem pod nieobecność nowego właściciela zarządzał Rzecki: „Ani jednak ciekawość ogółu, ani fizyczne i duchowe zalety trzech subiektów, ani dosłownie ustalona reputacja sklepu ma możliwość nie uchroniłaby go od upadku, gdyby nie zawiadował nim czterdziestoletni pracownik korporacji, przyjaciel i zastępca Wokulskiego, pan Ignacy Rzecki”. Ciotka była praczką, a ojciec, chcąc wykorzystać maksymalnie czas, zajmował się klejeniem kopert. Pan Domański proponował zabranie chłopca do spersonalizowanych biur (na stanowisko pomocnika woźnego). Po incydencie z wybiciem sklepowej szyby, o który policja podejrzewała właściciela, Niemiec zaczął słabnąć, chudnąć. Wokulski wyznał, iż to dzięki trwającemu konfliktowi zbrojnemu wzbogacił się, a szczegółowo dzięki bogatemu wspólnikowi i celnym inwestycjom. Ogarnęła go tam dziwna choroba, przejawiająca się „bólem duszy”, doskwierającym mu do tego stopnia, iż chciało mu się „wyć” z bólu. Pięknie je urządził bogatymi meblami, a ogół uzupełniały różne ciekawe drobiazgi.." Paradne są te wielkie damy; próżniak, szuler, dosłownie złodziej, byle miał nazwisko, stanowi dla nich dobre towarzystwo, co najmniej fizjognomią zamiast ojca przypominał lokaja swej matki. Ale kupiec - jest pariasem. Zdał sobie sprawę, jak dużo zawdzięczał pobytowi na Syberii. W Wielką Niedzielę Stanisław pojechał do hrabiny, u której zastał wielu gości. Wokulski nie zgodził się. Przywitał się i zapewnił o wygranej klaczy Sułtanki, aby nie stało się zadość zakładowi damy.

Pan Tomasz poprosił, by 1-wszy dochód pieniężny wypłacił mu z góry, a późniejszych by nie oddawał mu do ręki, lecz dokładał do jego funduszu. Nieustannie nie opuszczały go koncepcji, iż powinien sobie zasłużyć na pannę Izabelę. Miał nadzieję sprzedać kamienicę za sto dwadzieścia tysięcy rubli (choćby była warta siedemdziesiąt). Zapytała, czy to prawda, że kupił ich kamienicę i skupuje ich rzeczy. Mężczyźni uzgodnili ostatnie okoliczności pożyczki i starszy z nich zapytał, czy to prawda, że Wokulski kupił jego kamienicę. Marzyło mi się, że pan Leon mówi, jak zazwyczaj, o potędze wiary, o upadku duchów i o potrzebie poświęcenia, czemu głośno wtórowali obecni. Mając wiele tysięcy rubli dochodu przestał zajmować się handlem, zerwał ze przyjaciółmi i zagrzebał się w naukowych książkach”. Miał mu w tym pomóc pan Iumart, wykształcony pracownik Rosjanina, władający czterema językami. Okazało się, że Starski to tonący w długach bankrut, widzący jedyne wybawienie w bogatej narzeczonej. Opowiedziała dosłownie o tym, jak kiedyś kochała się w jego stryju. Gdy Ci poszli na sąsiednie wzgórze, a Wokulski wskazał kamień do napisu, Węgiełek opowiedział swemu dobroczyńcy i jego towarzyszce wzruszającą legendę o śpiącej królewnie. To wszystko jednakże pozwoliło kobiecie zdawać sobie sprawę uczucie, którym obdarzyła bohatera. Rozmowa z nią była kolejnym bodźcem wyrywającym go z otępienia. Nie myliła się. Gdy Krzeszowski przyszedł do Rzeckiego, chcąc odebrać zaległe pieniądze ze dystrybucji klaczy Wokulskiemu, na jaw wyszły malwersacje Maruszewicza przy pośredniczeniu w kupnie zwierzęcia (zawłaszczył dwieście rubli i sfałszował podpis barona). Bohater przypominał sobie, w jaki metodę dostał się ze Skierniewic do Warszawy.

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35] [36] [37] [38] [39] [40] [41] [42] [43] [44] [45] [46] [47] [48] [49] [50] [51] [52] [53] [54] [55]